35 metrów kw. mały metraż, dużo pomysłów
26 sierpnia 2017 przez Julia
Czy byliście kiedyś w mieszkaniu, w którym tuż po przekroczeniu progu można zajrzeć do lodówki i zrobić sobie kanapkę? Nie? My też nie, bo kuchnia w przedpokoju to trochę niecodzienne rozwiązanie, ale dzięki temu krakowskie mieszkanie Magdy i jej męża Michała jest absolutnie wyjątkowe.
Mieszkanie kupione z myślą o wynajmie w stuletniej kamienicy na ulicy Bobrowskiego w Krakowie jest niecodzienne. I to nie tylko dlatego, że wchodzi się prosto do kuchni, bo tylko tu było na nią miejsce. Jego właścicielom i zaprzyjaźnionej projektantce wnętrz udało się tu na skromnych 35 mkw zmieścić wszystko, co potrzebne singlowi do komfortowego życia: salon, sypialnię z miejscem do pracy, łazienkę, a nawet garderobę.
Do jego kupna zachęcała cena (250 tys. zł) i lokalizacja: niedaleko Rynku w Krakowie. – Jak tylko weszliśmy do tego mieszkania poczułam taką dobrą aurę i od razu w myślach zaczęłam planować, jak je urządzić – mówi Magda Łabuda. Przygodę z inwestowaniem w nieruchomości zaczęli od gruntownej przebudowy ich mieszkania w tej samej okolicy, tyle że z przeznaczeniem na wynajem krótkoterminowy. – To położenie mieszkania było dla nas argumentem przetargowym, bo będzie nam w ten sposób łatwiej zarządzać dwoma mieszkaniami – wyjaśnia pochodząca z Tarnobrzega Magda.
Przestrzeń wyciśnięta jak cytryna
O pomoc w aranżacji poprosiła swoją krajankę, Anitę, która po latach pracy w „korpo” postanowiła zamienić pasję do urządzania wnętrz na zawód projektanta wnętrz. Anita Witkowska-Piwowarczyk prowadzi autorską pracownie projektowania wnętrz AWITKU STUDIO. (www.awitkustudio.pl na FB: Awitku Studio Projektowanie Wnętrz)
Magda, Michał i Anita połączyli siły, bo zadanie jednak generalnie było niełatwe: trzeba było wycisnąć z małego mieszkanka maksimum jego możliwości. – Najtrudniej było zmieścić wszystkie potrzebne sprzęty w maleńkiej kuchni i łazience.
Wykorzystany został dosłownie każdy kąt i centymetr mieszkania – opowiada Anita. Mieszkanie kupione pod koniec zeszłego roku nie wymagało gruntownej przebudowy, choć problematyczna okazała się łazienka – trzeba było wymienić całą hydraulikę.
Ze względu na rozmiar łazienki, nie zmieściła się w niej pralka, która została umieszczona „za ścianą” w przedpokoju, sprytnie schowana w szafce na wymiar.
Właściciele mieszkania założyli, że docelowym lokatorem mieszkania będzie młody rekin biznesu – stąd nieco wyższy standard wystroju wnętrz niż w przeciętnych mieszkaniach na wynajem. Tym samym w dwupokojowym mieszkanku wszystko jest gruntownie przemyślane i zaplanowane. Panie postawiły na męską kolorystykę: szarość, biel, czerń i odrobinę żółci dla kontrastu. W kuchni i łazience króluje oczywiście biel, co ma dać wrażenie większej przestrzeni.
Niecodzienne rozwiązanie stanowi za to garderoba mieszcząca się w…salonie. – Umieściłam w salonie ścianę działową, za którą schowana została garderoba, bo potrzebne było miejsce na przechowywanie ubrań.
Poza tym chciałam umieścić lustro naprzeciwko okna, aby rozjaśnić i oczywiście powiększyć optycznie pomieszczenie, no i najważniejsze: poprawić proporcje pokoju. Wcześniej salon był podłużny, taki kiszkowaty, a dzięki temu rozwiązaniu zrobił się bardziej ustawny. Pamiętajmy też, że lustra to sprytny trik na małe przestrzenie – podpowiada Anita. Żeby doświetlić ukrytą w centrum mieszkania kuchnię i wpuścić więcej światła w ścianie między kuchnią i sypialnią projektantka zaproponowała luksfery.
Tam, gdzie mieszkają szpargały
Z racji rozmiarów mieszkania meble do kuchni, sypialni i łazienki musiały być robione pod wymiar. Żeby ciąć koszty urządzania mieszkania pozostałe meble Magda i Anita wyszukiwały z drugiej ręki. I tak na przykład nowe życie dostały dwa fotele z lat 50., kupione za 350 złotych każdy.
Sprawdzony tapicer wziął je w swoje ręce i fotele, które w sklepie kosztują nawet 1,5 tysiąca złotych za sztukę, kosztowały połowę mniej.
Dziewczyny szukały też okrągłego stolika do salonu, który nie zabrałby za dużo miejsca, ale w sklepach z używanymi meblami średnica najmniejszego takiego stołu wynosiła 100 cm. A to o jakieś 10-20 cm za dużo. – Pomyślałyśmy więc, że kupimy niski stolik kawowy. Wysoką „nogę” z gotowych drewnianych elementów zrobił Michał z Piotrkiem, bratem Magdy – mówi projektantka. Stolik udało się kupić za 300 zł, a 4 krzesła do niego – za 380 zł.
Żółtą charakterystyczną kanapę, gwiazdę salonu, dziewczyny znalazły w Agata Meble. To, co jednak najbardziej nas urzekło, to miejsce do pracy, wygospodarowane w mikrosypialni. Tu we wnęce pod oknem mieści się niewielkie biurko i półeczki.Taki zestaw w połączeniu z naturalnym światłem wręcz zachęca do pracy. Co ciekawe, minibiuro mieści się na podeście, w którym kryje się dodatkowy schowek na szpargały.
Remont trwał niecałe pół roku, ale był robiony w tak zwanym międzyczasie. – Gdybyśmy skoncentrowali się tylko na nim pewnie udałoby się go przeprowadzić w miesiąc – oceniają Magda i Michał, których najbardziej w tym czasie zajmowały przygotowania do ślubu.
Co do ilości chętnych na wynajem tego uroczego mieszkania są optymistycznie nastawieni. – Wierzymy, że szybko się znajdą. A jeśli nawet nie, to może wystawimy mieszkanie po prostu na sprzedaż? Możliwości jest wiele. Kupno nieruchomości nigdy nie jest wtopą – przekonuje Magda.
zdjecia : Anna Zborowska







Prześliczne! Podoba mi się 🙂
Fotograf - Anna Zborowska- FB Ana Zborowska