Spełnione marzenia o mieszkaniu na poddaszu.

26 listopad 2016 przez Julia

Dumna jestem że mogę zaprezentować wam historię Ani i Kamila którzy poświęcili rok ciężkiej pracy na remont poddasza. Efekt jest zdumiewający. Oprócz pięknego poddasza jest i ciekawa historia.

Kamilowi zamarzyło się mieszkanie na poddaszu i „przypomniał” sobie, że przecież ma strych. Gdy zaprowadził tam żonę, ta zszokowana zapytała: „O ja cię! Co to?!”

Ania i Kamil, zakochana para, wzięli ślub. Nie mieli własnego mieszkania ani wielu pieniędzy, więc przez dwa lata mieszkali u rodziców Ani. W pewnym momencie jednak Kamil stwierdził, że czas albo na wyremontowanie przybudówki, albo remont poddasza. Ania znała jego dom od podszewki, ale o żadnym poddaszu nie miała pojęcia: - Co? Jakie poddasze? Gdzie? Którędy? – pytała gorączkowo, gdy Kamil wziął drabinę i od strony tzw. rupieciarni prowadził ją przez malutkie, ciasne wejście na strych.

Zapach dymu i gniazda os

- Dla mnie to był szok. Byłam tak rozbawiona a zarazem wystraszona tym, co zobaczyłam, że chciałam jak najszybciej wyjść – wspomina Ania - Moim oczom ukazała się cholernie dłuuuga przestrzeń. Panowała tam ogromna ciemność. Dopiero 16m dalej było coś, co przypominało pozostałości po oknie. Poddasze było w krytycznym stanie. Właściwie chodzili po pogorzelisku, bo zostało spalone 15 lat temu i został tylko odbudowany nowy dach. To niewiarygodne, ale czuć było jeszcze lekki zapach dymu. Wszędzie walały się stare gazety, bycze skóry, resztki wełny, pajęczyny i mnóstwo gniazd po osach. Podłoga była w stanie krytycznym. Właściwe to jej nie było. Żeby Ania mogła przejść te 16m do „okienka”, Kamil musiał skakać po legarach i co chwila układać przede nią deskę, po której się przedostawała dalej.

- Jesteś śmieszny – skwitowała Ania zapędy męża - Czy ty widzisz, ile tu jest pracy? Skąd wziąć tyle pieniędzy? Denerwowała się, bo mieli na start tylko 30 tysięcy. Mąż solennie obiecał, że się zmieści w tej kwocie. Uwierzyła mu…

Wsparcie rodziców

Mimo że wszystko wyglądało właściwie beznadziejnie, postanowili spróbować. Poszli do rodziców Anny, aby przedstawić swoje plany.
- Szczególnie zależało mi na opinii taty, który jest stolarzem i kowalem, ale przede wszystkim artystą – opowiada Ania – Jest bardzo utalentowany i jednocześnie zna się na remontach. Na początku podszedł do sprawy sceptycznie, ale zaprowadziliśmy go tam, razem z mamą. Chcieliśmy, żeby rodzice zobaczyli i poczuli ten klimat. I tak się stało. Dzięki finansowemu, emocjonalnemu i merytorycznemu wsparciu rodziny można było przeprowadzić remont. Dziś tata jest dumny z jego efektów. - Mówi, że wprowadziłby się do mnie bez żadnego „ale” – cieszy się Anna.

Dziś wiele osób porównując zdjęcia przed i po remoncie jest pewna, że to dwa różne poddasza.

Rok harówki

Pod domem rodziców Kamila stanął samochód z naczepą, a obok wywalali wszystko, jak leci. – Mieliśmy ogrom pracy przed sobą ale i pole do popisu – wspomina Ania - Zaczęliśmy od ocieplenia. Sznurki, wata, folia, sznurki. Sznurki, wata… I tak cale poddasze. Zajęło to bardzo dużo czasu. Podbitkę dachową zamienili na regipsy. Potem postawili ściany działowe. Pomieszczenie o 16 m długości i 6 szerokości podzielili na 3 części.
- Tam, gdzie było okienko, powstała nasza sypialnia, a tam gdzie wchodziło się po drabinie, jest pokoik synka. Środkowa część to salon z jadalnią – tłumaczy Ania. Między salonem a pokoikiem małego są schody, które prowadzą do maleńkiej kuchni. Niestety, aby uniknąć ciągnięcia rur i kanalizacji na górę, a tym samym kolejnych kosztów, musieli zdecydować się na łazienkę na dole. Na szczęście nie musieli podnosić poddasza i dzięki temu uniknęli starania się o pozwolenia, dodatkowej pracy i nakładów finansowych. Remont zaczął się w kwietniu 2015 i skończył w marcu 2016. Nie wszystko było gotowe, ale można było już funkcjonować. Ania z Kamilem wykonywali wszystko samodzielnie. Po pracy pomagał im też brat Ani oraz sąsiad – specjalista od montażu okien dachowych.

Zapach drewna

- Całe nasze poddasze pachnie drewnem dzięki modrzewiowej podłodze. Mąż chciał wszędzie lakierowaną, ale doszliśmy do porozumienia i lakierowana jest w sypialni a olejowana w salonie – opowiada Anna – Po prostu przywieźliśmy deski z tartaku. Wybieraliśmy te najszersze. Niektóre mają szerokość 50 cm. Nie były cyklinowane. Przeciągnięte tylko na heblarce, a potem ręczna zabawa papierem i szlifierką. Bezbarwny olej wydobył z modrzewiowej deski piękny kolor. Mimo, że podłoga poszła lekko w górę i straciliśmy przez to 10 cm w celu wypoziomowania starych legarów, to był jeden z naszych lepszych wyborów, jeśli chodzi o cały remont. Ale podłoga to nie jedyny drewniany akcent na poddaszu Ani i Kamila. Słupy to stare belki z odzysku. Wyszczotkowane, aby wydobyć ich „dziwność” czyli miliony dziurek po kornikach. Nie chcieli zwykłej belki wstawionej jako podpory dachu.

20160322_154412

dsc03982

Brak kasy się… opłaca

- Podczas remontu trzeba uważać na zarzadzanie pieniędzmi – podkreśla Anna - Jeśli wydamy na dany pokój za dużo, bo zachce nam się np. wykładziny wełnianej, a nie syntetycznej, to potem może się okazać, że na łazienkę mamy już o wiele mniej pieniędzy.

Ania mówi to na podstawie własnego doświadczenia. Ponieważ przeinwestowali w pokój, mogli kupić wyposażenie łazienki, nie takie, jak im się podobało, ale takie, na jakie było ich stać. A właściwie to nawet nie było ich stać - Najlepsze jest to, że nie mieliśmy pieniędzy nawet na kabinę prysznicową – przyznaje Ania - Ale, że zostało nam sporo kafelków, zrobiliśmy prysznic ze skosem i odpływem i w zasadzie wyszło z tego coś naprawdę fajnego. Podobnie z powodu braku finansów zamiast drzwiczek od szafek w kuchni pojawiły się romantyczne zasłonki. Na potrzeby wyposażenia kuchennego Ania zaadaptowała zasłonki okienne swojej mamy.

Meble z duszą

- Gdybym miała wymienić, co na naszym poddaszu jest nowe, to powiedziałabym, że chyba tylko telewizor – zaznacza Anna. Wszystko inne jest z portali aukcyjnych, olx-a, giełdy staroci lombardów i komisów. Nawet piękne kryształowe kieliszki do wódki kupiła na giełdzie w Cieplicach koło Jeleniej Góry po złotówce za sztukę.
Lustro z sypialni też jest z olx-a. Jak je zobaczyłam, od razu wiedziałam, że będzie moje. Wystarczyło je tylko przemalować. Podobnie Anna zakochana jest w swoim fotelu - To taki mój malutki uszak. Mam do niego sentyment, bo na nim synka karmiłam – uśmiecha się z rozczuleniem.
Według niej to, co kupujemy musi być zgodne z naszym poczuciem stylu. - Każdy ma swój styl. Nie można kupić czegoś tylko dlatego, że jest modne. Trzeba kupić coś, co nas uszczęśliwi, na co patrząc będziemy wzruszeni i zadowoleni, że to mamy. Ja mam tak z każdą rzeczą w domu: miski i filiżanki mam po mojej babci - są w folkowe w kwiaty. Obok mam pastelowe miseczki, w których podaję ciasteczka. Ale to wszystko jakoś tak do siebie pasuje - podsumowuje.

Dla Ani ważna jest ogólna wizja, a nie zestawienie kolorystyczne czy idealny komplet – Mnie nie interesuje, że być może coś nie pasuje kolorystycznie. Jak mi się gdzieś podoba jakiś kubek to biorę jeden i już. Wiem, że będę pila w nim np. jakieś zioła, a w innym kakao. Po co mi 6 takich samych? – pyta retorycznie.

Pensjonat „U przyjaciół”

W wolnych chwilach Ania lubi patrzeć przez okno i robić zdjęcia. Trudno się dziwić, jeśli mieszka się w tak pięknej okolicy. Przede wszystkim jednak Anna kocha gotować.

- Uwielbiam pięknie nakrywać stół i zapraszać męża i synka na obiad – opowiada – A wieczorem, jak mały śpi, rzucamy się na kanapę i leżymy. Często bez włączonego telewizora. Cisza… w Michałowicach jest taka wspaniała cisza… Latem otwieramy okna i słychać świerszcze…
Ania mam plany na przyszłość: chciałaby wykorzystać przybudówkę, by prowadzić malutki pensjonat. Wynajmować apartament turystom, by żeby poczuli jak to jest być tu, w tej oazie spokoju. – Na pewno byłoby to miejsce z klimatem, z sercem, a nie jakiś pensjonat z lat 80.
Chciałabym, aby goście stawali się moimi przyjaciółmi. Chciałabym zapraszać ich do siebie na kawę i pogawędki. Nie lubię drętwej atmosfery na zasadzie: „dzień dobry, tu jest klucz” i „do widzenia, mam nadzieję, że się podobało”.

Ania nie musiałaby się bać, czy znajdzie chętnych do odwiedzenia ją turystów: w ciągu godziny jej zdjęcia poddasza polajkowało na grupie “Wyzwanie urządzam mieszkanie” już 3 tysiące osób.

dsc04032

Kosztorys:

  • Ocieplenie dachu (wata,sznurki,folia) - 270
  • Płyty gipsowe ognioodporne - 2900
  • Profile - 500
  • Ocieplanie podłogi-wygłuszenie, płyty wiórowe - 1300
  • Instalacja elektryczna (kable,peszle) - 2900
  • Instalacja grzewcza, rury miedziane - 700
  • Bojler - 950
  • Grzejniki - 1550
  • Deski modrzewiowe - 6000
  • Okna dachowe - 3400
  • Okna szczytowe - 1900
  • Drzwi wejściowe - 5600
  • Cegła ozdobna na komin plus fuga - 1600
  • Koszt łazienki z wyposażeniem - 5800
  • Koszt kuchni z wyposażeniem - 14200
  • Robocizna - 33000

Oczywiście w między czasie była masa ‘drobnych ‘ zakupów na kosza około 400 -500 zł. To są chyba właśnie te ukryte koszty. Nikt tego nie bierze pod uwagę . Ale trzeba wsiąść w auto i pojechać do sklepu, kupić niby parę drobiazgów a tu na paragonie ukazuje nam się kwota 300 lub lepiej. Przy planowaniu remontu trzeba brać pod uwagę te ukryte koszty ponieważ stanowią one (w naszym przypasku ) 1/3 całkowitego kosztu remontu.

I jak jesteście chętni jechać tam na weekend ?

20160607_100636

 

 

Komentarze

  1. Joanna 26 listopad 2016 o 11:54

    Niesamowita przemiana! Bardzo fajne i przytulne mieszkanko :)

  2. David 26 listopad 2016 o 18:11

    Cool

Napisz komentarz

Twój adres email nie będzie pokazany. Wymagane pola są zaznaczone *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current ye@r *

Lub komentuj na Facebooku


  • RSS