Magiczna moc Świnki Skarbonki
20 maj 2014 przez Kamil
W obecnych czasach większość ludzi marzy o byciu zamożnym, wolnym finansowo, etc. Każdy ma swoją wizję i/lub metodę jak osiągnąć tenże cel lub jej poszukuje. Ja także posiadam swój osobisty, strategiczny plan działania. Postanowiłem na łamach tego, jak i kilku przyszłych artykułów podzielić się swoimi zdroworozsądkowymi „tajemnymi technikami”, które przybliżają mnie ku przyszłej NIESKOŃCZENIE OGROMNEJ FORTUNIE [tu troszkę mnie poniosło – bo przecież będąc miliarderem, majątek będzie policzalny i daleki od nieskończoności Ale to jeszcze nie teraz] a które można łatwo zaaplikować do waszych realiów.
O pieniądzach i o tym co z nimi robić lub co robić by je mieć, napisano tysiące artykułów. Zapewne jest tyle owych metod ilu ich autorów, pewne z nich działają a pewne nie (lub są niedopowiedziane albo zbyt skomplikowane i nieprzejrzyste by można było swobodnie je powielać, a tym samym mnożyć pieniądze). Ale podstawowe pryncypia pozostają natomiast niezmienne (np. oszczędzanie – to sprawdzona metoda budowania zamożności).
Cudowną moc skarbonki odkryłem dość późno… [Zaczęło się jak u Andersena albo braci Grimm : „za górami, za lasami…”] Kilka lat temu, będąc jeszcze w Polsce, zajmowałem się między innymi handlem bezpośrednim. Jako że nie wszystkie transakcje były bezgotówkowe a klienci potrafili zapłacić kilkaset złotych bilonem, nierzadko przywoziłem do domu kilogramy monet. Z racji absorbującego czas zajęcia, do banku jeździłem raz w tygodniu. Część z tych monet (szczególnie o mniejszych nominałach) postanowiłem zbierać – by sprawdzić ile faktycznie można w ten sposób zgromadzić. Zatem zbierałem, odkładałem i starałem się nie ingerować (nie podbierać po prostu). Jakże słodko było, po długotrwałym liczeniu, przekonać się, iż w kilkanaście tygodni zebrałem kilkaset złotych w „klepakach”!
Pomimo powyższego eksperymentu, nie kontynuowałem owej metody przez dłuższy czas. Jako, że: „easy come, easy go” było moim mottem (miałem wówczas dwadzieścia kilka lat), zjawisko ambitnego, regularnego oszczędzania niewielkich kwot, przeminęło.
Do fenomenu świnki i „naukowego”, długotrwałego eksperymentu dochodzenia do fortuny, powróciłem we spół z moją żoną, będąc już na Wyspach. Prawdziwe dwie świnki skarbonki pojawiły się później. Wcześniej za Piggy Bank służyły nam duże butelki, szkatułki, tudzież słoiki typu “wek „ ze zmodyfikowanym wieczkiem .
Odkładanie drobniaków było wymuszone ogromną ich ilością. Polak lubi gotówkę a pod koniec tygodnia kupowania „travelek”, etc. potrafiło nazbierać się bardzo dużo bilonu. Bezsensem było wsypywanie ich do automatów liczących, gdyż traci się w ten sposób parę procent, natomiast pakowanie do woreczków menniczych i zanoszenie do banku ma sens jedynie gdy jest owych woreczków kilkanaście/kilkadziesiąt.
Monety zbieraliśmy do 5l butelki po wodzie mineralnej. Po paru tygodniach odkładania, ustaliliśmy dwie zasady:
- nie realizujemy zysków (nie wybieramy nic z butelki);
- wrzucamy codziennie wszystkie drobne, jakie uzbierały się w ciągu dnia.
Wyjątek stanowiła garść drobnych na parking (londyński fundusz powierniczy „parking”). Kwota ta była ustalona, pilnowałem by zawsze było tyle drobnych ile trzeba, a reszta do butelki. Z czasem zaczęliśmy wrzucać 5-cio funtówki. Następnie, gdy kupiłem coś za banknot £10 lub większy zostawiałem resztę nawet, gdy musiałem użyć kolejnego banknotu (i tu znowu reszta do butelki).
Stosowanie tych zasad spowodowało zaistnienie dwóch zjawisk:
- pilnowanie się przy wydatkach, gdyż z portfela banknoty znikały drastycznie;
- w butelce robiło się poważnie.
Wiedziałem, iż na pewno odłożymy co nieco, ale nie sądziłem wówczas, iż systematyczność przyniesie dość znacząco wymierny wkład do całości naszych oszczędności.
Po kilku miesiącach (7-9 miesięcy) takiego oszczędzania zgromadziliśmy z żona ekstra prawie £3000!
Odkładanie drobnych stało się naszą rutyną. Nie jest to już aż tak drastyczne jak na początku, nie wrzucamy już banknotów i wsypujemy to co zostanie z dnia, przy czym po jakimś zakupie, gdy pojawia się kolejny, używamy drobnych, które wtedy są w kieszeni. Ciągle jednak dokarmiamy świnki regularnie. Średnio rocznie gromadzimy dodatkowe £1000 - £1500. Kwota nie jest oszałamiająca, ale i niebagatelna. Do jednej świnki wchodzi ok £250 - £300 – średnio dwie wizyty w banku w ciągu roku. To dodatkowych kilka tysięcy złotych rocznie!
Świnka Skarbonka – finansowe „ŚS” działa i to znakomicie! Metoda nauki oszczędzania wymyślona dla dzieci jest świetną zabawą (i może zainspirować) dla dorosłych. Oczywiście koniec końcem to to na co zostaną przeznaczone zgromadzone metodą ŚS pieniądze, ma faktyczne znaczenie!!!
W kolejnych artykułach napiszę co robię lub robiłem z oszczędnościami by je pomnożyć. Nie napisze o niczym teoretycznym a jedynie o tym z czym miałem/mam do czynienia. Wszystko musi być proste, przejrzyste i klarowne.
Bohaterki artykułu – nasze dwie Świnki Skarbonki.


Zawsze uważałam, że zbieranie do świnki skarbonki to jest to

Ja zbieram teraz do takiego sejfu z szyfrem (niestety znam szyfr:) ), ale zbieram jakoś 2-3 msc, podkusiło mnie policzyć ile juz tego mam i nazbierał się prawie tysiak…
Ale jest tam tez sporo papierków, a to coś wpadnie od babci, a to jakaś dodatkowa “fucha” - typu sąsiad potrzebuje gdzieś jechać i chce aby go zawieść, poczekać na niego itd. i znów papierek wpada no i oczywiście nadwyżka drobnych i czasem papierków w portfelu - na prawdę jakoś nie zauważa się, że ubywają te pieniądze z porfela a sporo kasy się zbiera
P.S wczoraj była u mnie znajoma i pytała gdzie może kupić fajny rower, zbierała od jakiegoś czasu wszystkie 2-złotówki i mówi żę policzyła i starczy i na rower i coś jeszcze
Jako staly czytelnik chcialbym dodac jedna uwage organizacyjna. Wizytuje bloga w dwoch celach - aby przeczytac posty i aby przeczytac komentarze. Poprzedni szablon umozliwial mi to, a w tym brakuje modulu ‘najnowsze komentarze’ gdzies na boku. Jesli mozecie to przywrocic - please do!
Hej Krzysiek. Modul Najnowsze komentarze jest przeciez w prawej kolumnie
Ja od miesiąca zbieram wszystkie 5 zł które pojawią się w ciągu dnia w moim portfelu - skarbonkę zrobiłem sam - stał się nią stary zapomniany luksfer, który został z remontu któregoś mieszkania - wystarczyło wywiercić dziurkę w jednym z boków. Myślę iż do takiego luksfera nazbiera się ok. 700 szt. 5 zł i zajmie mi to około roku. Wrzucać do mojej skarbonki zawsze pomaga mi córka, która ma z tego wielką frajdę
Po roku kupię za uzbieraną kwotę złotą biżuterię dla żony
My też mamy świnkę, ale nie w celu zostania miliarderami, tylko żeby nie zapomnieć że życie to też przyjemność:)
Zbieramy wszystkie 2 i 5, jakie wpadną nam w ręce, czyli “złote” pieniądze w Polsce. Pomysł podsunęła mi pacjentka, która co i rusz opowiadała, jak to kupili z mężem pralkę, zmywarkę za takie zbiory.
Pierwsza wypłata na przyjemności miała miejsce rok temu a pretekstem były urodziny wnuka, tak jak i prezent był pretekstem;) Zawsze marzyłam o ogromnej trampolinie i na to właśnie poszły dwójki i piątki ( i jeszcze zostało na dołożenie do mniej przyjemnego aspektu życia:)).
Chodzi o taki zakup, którego nigdy nie zrobilibyśmy, gdybyśmy mieli na to wydać “normalne” pieniądze. To musi być coś “niepotrzebnego”.
I o ile tamtą świnkę zapełnialiśmy długo, bo jeszcze nie weszło nam w krew i wrzucane było “jak się przypomni”, to teraz z bólem serca rozstaję się ze złotymi monetami, a często kłamię, że nie mam drobnych, gdy mam tylko takie.
Obecna świnka zapełniła się 4 x szybciej niż poprzednia i teraz tylko problem, którą życiową “niepotrzebną” przyjemność wybrać:)
Ja staram się zawsze płacić za wszystko co do grosza, czy co do centa, żeby systematycznie wyzbywać się tych drobniaków.
Nigdy ich nie lubiłem, bo są ciężkie i nieporęczne.
Staram się zawsze płacić gotówką, wtedy lepiej kontroluję wydatki. Wybieram z bankomatu zawsze 100 euro i patrzę na jak długo starczy.
Kiedyś zacząłem płacić kartą i przyłapałem się na tym, że machałem ją bez opamiętania, nie mając pojęcia ile wydaję.
Staram się jak najwięcej oszczędzać z tego co zarabiam w pracy.
Jeśli wydaję coś na przyjemności, to tylko pieniądze uzyskane z wynajmu. Są one zdobywane mniejszym wysiłkiem, więc mniej mnie “boli” jak je wydaję.
my zbieraliśmy tak do metalowej puszki, zbierane było na wózek i przez rok nazbierało się 1700 zł
dziś bratanek się pochwalił, że w ten sposób nachomikował przez kilka miesięcy 530 zł, właśnie jedzie na wakacje i ma na drobne wydatki
teraz też zbieramy 2 i 5, tym razem “na motór”
pozdrawiamy wszystkich
Świnka skarbonka, skarpeta? Ok, ale oszczędzanie jest bierne, lepiej czynnie inwestować. Jak dysponujecie raczej mniejszymi kwotami, 100, 200 zł miesięcznie, to lepiej poczekać kilka miesięcy i nazbierać na złote monety. Ceny zaczynają się już od 500 zł, jak za krugerranda: http://www.e-numizmatyka.pl/sklep/product_info.php/info/p6002_1-10-uncji—Krugerrand—dostawa-natychmiastowa.html