Na początku w 54-metrowym mieszkaniu na warszawskiej Pradze Północ Ania miała mieszkać sama. Ale życie napisało inny scenariusz - pojawiła się miłość, potem dziecko, a wraz z nim konieczność zmiany lokum na większe. Teraz dwa pokoje na Pradze są wynajmowane, najemca znalazł się w jeden dzień.
Ale zanim jeszcze w ogóle mieszkanie znalazło się w posiadaniu Ani, mieszkała w nim para seniorów. Wnętrza wymagały gruntownej przebudowy (łącznie z wyburzaniem ścian między pokojami). Nowa właścicielka na remont przeznaczyła w sumie 35 tys. zł, do tego doszła warta 7 tys. robocizna i… nowoczesne mieszkanie gotowe! Jak Ani udało się zamknąć w tak skromnym budżecie, a do tego urządzić niebanalne wnętrze?
Najwięcej, bo ponad 14 tys. kosztowała kuchnia (projekt przyjaciółki Ani - Kamili Kanclerz). Większość z tej sumy Ania przeznaczyła na robioną przez zaprzyjaźnionego stolarza drewnianą zabudowę. Szafki na prośbę właścicielki wykonane zostały z płyty meblowej, a nie MDF.
Rozwiązanie doskonale się sprawdziło - sklejka dostępna jest w każdej stolarni, a wykonane z niej meble są trwałe (zostały wcześniej kilkakrotnie polakierowane). - Pewnie MDF byłby bardziej idealny, ale przecież nie o to chodziło - podkreśla Ania.
Wyposażenie kuchni uzupełnia stół (również wykonany na zamówienie w stolarni), który można przysunąć do samej ściany po prawej stronie i siedzieć przy nim jak „przy barze”. Z kolei po wysunięciu pomieści nawet 10 osób.
Zaskakuje użyta na ścianie między blatem a górnymi szafkami farba tablicowa. Ania to rozwiązanie wypróbowała już wcześniej w barze, który prowadziła - tam cała ściana w kuchni była pomalowana farbą tablicową. Jak mówi, to opcja tania i użytkowa. Po tablicówce można pisać, łatwo ściera się z niej tłuszcz.
Kolejne ekonomiczne rozwiązanie w kuchni to meble z sieciówek. Pomarańczowe krzesła z Ikei to pozostałość po barze właścicielki. Co ważne, są sztaplowane, więc można bez problemu „włożyć” jedno w drugie, tak by zajmowały mniej miejsca. Metalowa szafka po lewej stronie to także zakup z Ikei. Ania wybrała ją głównie ze względu na szerokość - żaden inny znaleziony mebel nie był na tyle wąski, by móc ustawić go w tym miejscu.
Ania zaoszczędziła również na oświetleniu. Wiszący na ścianie po lewej stronie klosz to zwykła lampa biurkowa z Ikei za niecałe 100 zł, którą właścicielka przemalowała na intensywny limonkowy kolor. Lampy nad stołem to też klasyczny model z Ikei. Ania wymieniła w nich kable na pomarańczowe i pomalowała środki na ten sam kolor.
Ekonomicznie podeszła też do tematu łazienki. Jako że budżet nie był z gumy, postawiła na prostą armaturę i drewniane szafki. Okazyjnie udało się kupić beżowe płytki z Ceramiki Końskie. Ten model o wymiarach 60 x 60 cm, jak tłumaczy Ania, przez dużą powierzchnię, jest bardzo łatwy w eksploatacji.
Nie można tego samego powiedzieć o czarnych płytkach z Leroy Merlin, które Ania wybrała na podłogę. Jako że mają fakturę kratki, w nierówne miejsca często wchodził brud, a czyszczenie wymagało nie lada cierpliwości.
Salon to z kolei miks mebli vintage i z sieciówek. Drewniana ława pochodzi ze sklepu Wyrobki, to oryginalny czeski design. Stolik pomocniczy to zwykłe schodki kuchenne z Ikei, który Ania pomalowała na ten sam kolor, co ścianę. Kanapa pochodzi z firmy Emilia, Ania zdecydowała się na ten model ze względu na drewniane nóżki, korespondujące z meblami w stylu vintage.
Na podłodze położono drewniane deski modrzewiowe, które pomalowano białą farbą do podłóg marki Flugger. Z perspektywy pomysł okazał się średnio udany, bo modrzew to drewno żywiczne i po mniej więcej roku użytkowania na farbie zaczęły być widoczne sęki. Z biegiem czasu zmienił się też kolor podłogi, z bieli przechodząc w ecru.
Pomysłem właścicielki jest też ściana w kolorze niebieskim. Zgodnie z planem miała być granatowa, ale chłopak Ani w sklepie pomylił farby i do domu przyniósł ciemnoturkusową (Beckers). W rezultacie ściana w salonie jest jaśniejsza niż miała być z początku.
Wnętrze uzupełniają dodatki. W oczy rzucają się ozdobne talerze ze sklepu vintage, który Ania prowadzi (Zbiór Vintage). Wszystkie talerze mają z tyłu zawieszki, więc powieszenie ich na ścianie nie było problemem.
Z kolei ścianę obok zdobią plakaty. Pierwszy, z jednej z łódzkich firm, przedstawia dworzec centralny w Warszawie i przywodzi na myśl styl PRL. Drugi to ilustracja Jana Kallwejta. Trzeci, projektu Małgorzaty Górowskiej to pamiątka z imprezy w klubie Saturator na Pradze. Dekorację uzupełnia „poroże” w przedpokoju, czyli tak naprawdę plastikowa i śpiewająca głowa jelenia, którą Ania również zabrała ze swojego sklepu.



W sypialni także postawiono na oszczędne rozwiązania. Ania zostawiła parkiet po poprzednich właścicielach, jedynie wycyklinowała go, pobieliła bejcą i zalakierowała. Ściany pomalowała białą farbą Beckers. Łóżko i półki na ścianach kupiła w Ikei, a pompony wiszące na lampie wykonała samodzielnie. Jak twierdzi, nadają miękkości i pasują do klimatu sypialni.
Elementami nawiązującymi do ukochanego stylu właścicielki, czyli eklektyzmu są tutaj komoda vintage, poroże na ścianie oraz liczydła z lat 50. stojące na grzejniku. Te ostatnie Ania znalazła u siebie w sklepie, to nabytek ze starej szkoły.

Remont dopełniła aranżacja loggi, gdzie właścicielka położyła nową podłogę i wstawiła lakierowany stół vintage z fornirem orzechowym. Podobno na razie mebel bez problemu wytrzymuje deszcze i śniegi.
W sumie na remont 54 metrowego mieszkania (z 6 metrową loggią) Ania przeznaczyła 42 tys. zł (35 tys. wyposażenie, 7 tys. robocizna). Prace trwały 2 miesiące. Teraz mieszkanie jest wynajmowane w cenie 2600 zł i co miesiąc Ani zwraca się część włożonych w lokum środków.












Komentarze: