Mieszkanie pod wynajem. Remont mieszkania w stylu PRL.

Kategorie:
18
Maj 2018

Na początku w 54-metrowym mieszkaniu na warszawskiej Pradze Północ Ania miała mieszkać sama. Ale życie napisało inny scenariusz – pojawiła się miłość, potem dziecko, a wraz z nim konieczność zmiany lokum na większe. Teraz dwa pokoje na Pradze są wynajmowane, najemca znalazł się w jeden dzień.

Ale zanim jeszcze w ogóle mieszkanie znalazło się w posiadaniu Ani, mieszkała w nim para seniorów. Wnętrza wymagały gruntownej przebudowy (łącznie z wyburzaniem ścian między pokojami). Nowa właścicielka na remont przeznaczyła w sumie 35 tys. zł, do tego doszła warta 7 tys. robocizna i… nowoczesne mieszkanie gotowe! Jak Ani udało się zamknąć w tak skromnym budżecie, a do tego urządzić niebanalne wnętrze?

Najwięcej, bo ponad 14 tys. kosztowała kuchnia (projekt przyjaciółki Ani – Kamili Kanclerz). Większość z tej sumy Ania przeznaczyła na robioną przez zaprzyjaźnionego stolarza drewnianą zabudowę. Szafki na prośbę właścicielki wykonane zostały z płyty meblowej, a nie MDF.

Rozwiązanie doskonale się sprawdziło – sklejka dostępna jest w każdej stolarni, a wykonane z niej meble są trwałe (zostały wcześniej kilkakrotnie polakierowane). – Pewnie MDF byłby bardziej idealny, ale przecież nie o to chodziło – podkreśla Ania.

Wyposażenie kuchni uzupełnia stół (również wykonany na zamówienie w stolarni), który można przysunąć do samej ściany po prawej stronie i siedzieć przy nim jak „przy barze”. Z kolei po wysunięciu pomieści nawet 10 osób.

Zaskakuje użyta na ścianie między blatem a górnymi szafkami farba tablicowa. Ania to rozwiązanie wypróbowała już wcześniej w barze, który prowadziła – tam cała ściana w kuchni była pomalowana farbą tablicową. Jak mówi, to opcja tania i użytkowa. Po tablicówce można pisać, łatwo ściera się z niej tłuszcz.

Kolejne ekonomiczne rozwiązanie w kuchni to meble z sieciówek. Pomarańczowe krzesła z Ikei to pozostałość po barze właścicielki. Co ważne, są sztaplowane, więc można bez problemu „włożyć” jedno w drugie, tak by zajmowały mniej miejsca. Metalowa szafka po lewej stronie to także zakup z Ikei. Ania wybrała ją głównie ze względu na szerokość – żaden inny znaleziony mebel nie był na tyle wąski, by móc ustawić go w tym miejscu.

Ania zaoszczędziła również na oświetleniu. Wiszący na ścianie po lewej stronie klosz to zwykła lampa biurkowa z Ikei za niecałe 100 zł, którą właścicielka przemalowała na intensywny limonkowy kolor. Lampy nad stołem to też klasyczny model z Ikei. Ania wymieniła w nich kable na pomarańczowe i pomalowała środki na ten sam kolor.

Ekonomicznie podeszła też do tematu łazienki. Jako że budżet nie był z gumy, postawiła na prostą armaturę i drewniane szafki. Okazyjnie udało się kupić beżowe płytki z Ceramiki Końskie. Ten model o wymiarach 60 x 60 cm, jak tłumaczy Ania, przez dużą powierzchnię, jest bardzo łatwy w eksploatacji.

Nie można tego samego powiedzieć o czarnych płytkach z Leroy Merlin, które Ania wybrała na podłogę. Jako że mają fakturę kratki, w nierówne miejsca często wchodził brud, a czyszczenie wymagało nie lada cierpliwości.

Salon to z kolei miks mebli vintage i z sieciówek. Drewniana ława pochodzi ze sklepu Wyrobki, to oryginalny czeski design. Stolik pomocniczy to zwykłe schodki kuchenne z Ikei, który Ania pomalowała na ten sam kolor, co ścianę. Kanapa pochodzi z firmy Emilia, Ania zdecydowała się na ten model ze względu na drewniane nóżki, korespondujące z meblami w stylu vintage.

Na podłodze położono drewniane deski modrzewiowe, które pomalowano białą farbą do podłóg marki Flugger. Z perspektywy pomysł okazał się średnio udany, bo modrzew to drewno żywiczne i po mniej więcej roku użytkowania na farbie zaczęły być widoczne sęki. Z biegiem czasu zmienił się też kolor podłogi, z bieli przechodząc w ecru.

Pomysłem właścicielki jest też ściana w kolorze niebieskim. Zgodnie z planem miała być granatowa, ale chłopak Ani w sklepie pomylił farby i do domu przyniósł ciemnoturkusową (Beckers). W rezultacie ściana w salonie jest jaśniejsza niż miała być z początku.

Wnętrze uzupełniają dodatki. W oczy rzucają się ozdobne talerze ze sklepu vintage, który Ania prowadzi (Zbiór Vintage). Wszystkie talerze mają z tyłu zawieszki, więc powieszenie ich na ścianie nie było problemem.

Z kolei ścianę obok zdobią plakaty. Pierwszy, z jednej z łódzkich firm, przedstawia dworzec centralny w Warszawie i przywodzi na myśl styl PRL. Drugi to ilustracja Jana Kallwejta. Trzeci, projektu Małgorzaty Górowskiej to pamiątka z imprezy w klubie Saturator na Pradze. Dekorację uzupełnia „poroże” w przedpokoju, czyli tak naprawdę plastikowa i śpiewająca głowa jelenia, którą Ania również zabrała ze swojego sklepu.

W sypialni także postawiono na oszczędne rozwiązania. Ania zostawiła parkiet po poprzednich właścicielach, jedynie wycyklinowała go, pobieliła bejcą i zalakierowała. Ściany pomalowała białą farbą Beckers. Łóżko i półki na ścianach kupiła w Ikei, a pompony wiszące na lampie wykonała samodzielnie. Jak twierdzi, nadają miękkości i pasują do klimatu sypialni.

Elementami nawiązującymi do ukochanego stylu właścicielki, czyli eklektyzmu są tutaj komoda vintage, poroże na ścianie oraz liczydła z lat 50. stojące na grzejniku. Te ostatnie Ania znalazła u siebie w sklepie, to nabytek ze starej szkoły.

Remont dopełniła aranżacja loggi, gdzie właścicielka położyła nową podłogę i wstawiła lakierowany stół vintage z fornirem orzechowym. Podobno na razie mebel bez problemu wytrzymuje deszcze i śniegi.

 

W sumie na remont 54 metrowego mieszkania (z 6 metrową loggią) Ania przeznaczyła 42 tys. zł (35 tys. wyposażenie, 7 tys. robocizna). Prace trwały 2 miesiące. Teraz mieszkanie jest wynajmowane w cenie 2600 zł i co miesiąc Ani zwraca się część włożonych w lokum środków.

Komentarze:

  • Piękne mieszkanie, już gdzieś mi mignęło i zaskoczyła informacja, że to na wynajem. Po prostu zbyt piękne, ale jak rozumiem właścicielka robiła je dla siebie. No to ktoś naprawdę skorzystał. Bo gdybym ja wynajmowała tak piękne mieszkanie chyba lewitowałabym, aby niczego nie dotknąć. Loggia, obłęd! Ale stół szybko się zniszczy. Zrobiłam kiedyś podobnie i teraz muszę odnawiać stół.

    Renata 19 maja 2018 o 18:53 Odpowiedz