Mili goście, zapraszam do sutereny!

Kategorie:
25
Wrzesień 2017

Beata Suchodolska to nietypowa bizneswoman. Nie ma mercedesa, którym wożą się typowe bizneswoman, tylko rower – to na nim przemierza Warszawę i dogląda interesów. Interesy zresztą też robi nietypowo – zarabia wynajmując na doby…14-metrową suterenę.

Ale dobrze, nie będziemy was straszyć i od razu napiszemy, że suterena jest ślicznie, nowocześnie zaaranżowaną mikrokawalerką, w której goście znajdą prawie szystko, czego potrzeba do komfortowego pobytu. Beata wypatrzyła ogłoszenie o sprzedaży takiego oryginalnego lokum 2 lata temu o 2 w nocy na Gumtree. I od razu dostrzegła w nim potencjał. Od tego momentu wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. – Tego samego dnia umówiłam się z właścicielką tego lokalu o 14, trochę się spóźniłam, a o 15 już byłyśmy dogadane – opisuje Beata.
Mieszkanko w suterenie kosztowało 76 386 tysięcy i po dokupieniu kanapy było gotowe do zamieszkania lub wynajmu Beata nie miała takich pieniędzy, ale miała za to przyjaciół, którzy pomogli jej te pieniądze zdobyć. Zdecydowała się na zakup nie wiedząc jeszcze, na co przeznaczy suterenę, ale wiedziała, że nawet taka mała nieruchomość w Warszawie w tej cenie i stanie, to dobra okazja. Ostatecznie zdecydowała wynajmować mikrokawalerkę na doby, bo jej wcześniejsze doświadczenia utwierdziły ją w przekonaniu, że to strzał w dziesiątkę. Wszystkie formalności związane z kupnem sutereny zostały dopięte w maju 2015 i już dzień po podpisaniu aktu notarialnego nocowali tam pierwsi goście..

Sprzedam ch…we mieszkanie

Myli się jednak ten, kto sądzi, że kupno 14-metrowej sutereny było dealem życia Beaty. Taki interes zrobiła 9 lat temu, gdy sprzedała swoje pierwsze 32-metrowe mieszkanie pewnej włoskiej firmie. Z 500-procentową przebitką. – To mieszkanie mogło być znakomitą ilustracją grupy „Ch…we mieszkanie do wynajęcia” na Facebooku – śmieje się Beata – Prysznic i umywalkę miałam w kuchni, nie było zlewozmywaka i całe mieszkanie było ogrzewane przeze mnie jednym grzejnikiem elektrycznym – opisuje. Włoska firma chciała wykupić pas ziemi przylegający do kamienicy, w której mieszkała wtedy Beata, po to, by „przykleić” się do budynku swoim biurowcem. Beata nie zgodziła się na sprzedaż swoich udziałów w tej nieruchomości – Stwierdziłam jednak, że jeśli wszyscy lokatorzy zgodzą się na sprzedaż swoich udziałó, to ja nie będę transakcji blokować. O ile Włosi odkupią ode mnie moje mieszkanie. Zaproponowałam cenę 10 tysięcy złotych za mkw– wspomina Beata. Propozycja wydawała się zuchwała, Włosi ją negocjowali. Dziewięć miesięcy trwało dobijanie taru. Upór się opłacił. Mieszkanie, które wraz z kupnem i wyposażeniem kosztowało ją w 2007 roku 72 tysiące, sprzedała za 325 tysięcy złotych! Sama co prawda została wtedy chwilowo bez dachu nad głową. Ten epizod w życiu Beaty ma też jednak smutniejsze akcenty, przez które straciła na moment wiarę w ludzi. Pieniądze ze sprzedaży mieszkania chciała mądrze zainwestować, stąd pomysł na zakup dwóch kawalerek – jednej dla siebie, a drugiej na wynajem. Pech chciał, że trafiła na nieuczciwą agentkę nieruchomości i dała się oszukać na 17 tysięcy złotych. Dużo więcej straciła jednak okazując serce przyjacielowi, który potrzebował pieniędzy. Beata zaoferowała mu 80 tysięcy złotych pożyczki. Do dziś nie odzyskała tych pieniędzy, przyjaciela też już nie ma. 
– Może ta historia będzie dla kogoś przestrogą – stwierdza ciężko Beata.

Jestem nomadem

W sierpniu 2014 roku wpadła na pomysł, by zrobić użytek ze swojego wynajmowanego 60-metrowego mieszkania. – Zajmowałam w nim jeden pokój, a druga sypialnia stała wolna. Stałam wtedy cienko finansowo, założyłam więc, że wynajem tej sypialni pozwoli mi zarobić na połowę czynszu – wyjaśnia Beata. I tak zaczęła przygodę z wynajmem krótkoterminowym oferując pokój na doby przez airbnb. O tym, że może być to rodzaj biznesu dla niej przekonała się już wcześniej, bezpłatnie goszcząc przez kilka lat osoby zcałego świata w ramach couchsurfingu. Jej założenie szybko się spełniło, a ona narała ochoty na więcej.
W tym momencie ma trzy mieszkania, które wynajmuje na doby, ale jej własnością jest tylko 14-metrowa kawalerka w suterenie. Pozostałe dwa podnajmuje. – Bywa, że przemieszczam się między mieszkaniami, wszystko zależy od tego, które lokum jest wolne. Jestem takim nomadem. To, co potrzebuję, mam zawsze przy sobie w torebce – śmieje się Beata. Oprócz 60-metrowego mieszkania, w którym żyje i sutereny podnajmuje także ponad 13-metrowe mieszkanie, od znajomego, na ulicy Stalowej. – Wolę wyszukiwać mieszkania do wynajmu krótkoterminowego pocztą pantoflową, bo łatwiej jest wyjaśnić, z jakim zamiarem wynajmuje mieszkanie – mówi Beata.
Co ciekawe, wszystkie jej trzy aktualne nieruchomości nie mają najszczęśliwszych lokalizacji. – Są po prawej stronie Wisły, czyli tej gorszej. O ulicy Stalowej, Warszawiacy mówią „tam to nie idź nawet w południe”. Jeden z moich gości napisał nawet w recenzji na Airbnb, że to taka okolica, że nawet rano spotkasz tu pijaka Na tej ulicy mieści się jednak butikowy Aparthotel– to był dla mnie znak, że okolica się cywilizuje i warto tu inwestować – tłumaczy Beata – Moje podejście do inwestowania w nieruchomości jest jednak takie, że na każde mieszkanie znajdzie się chętny. To kwestia ceny. Nie uważam, że najważniejsza jest lokalizacja. Ja uważam, że to cena czyni cuda. Jeśli kupisz mieszkanie tanio, dasz radę dużo na nim zarobić – zaznacza.

Wynoście się tacy goście

Ceny wynajmu mieszkań na doby u Beaty wahają się 80 do 550 złotych za dobę, w zależności od ilości osób i terminu. Poza kwestiami finansowymi, wielką korzyścią płynącą z wynajmu krótkoterminowego są dla Beaty kontakty z gośćmi. Bo Beata kocha ludzi i jest ich ciekawa, zwłaszcza że międzynarodowe towarzystwo prezentuje różną mentalność i obyczaje narodowe. Beata ma swoich ulubionych gości, wśród których jest m.in. Rosjanin fotografujący piękne miejsca na świecie czy emerytowany szwedzki dyplomata, który przyjeżdża do Polski uczyć się tanga.- Goście z Kosowa zażyczyli sobie kiedyś piekarnik w mieszkaniu, z racji tego, że jedzą sporo pieczonego mięsa, a goście ze wschodu: Rosji, Białorusi czy Ukrainy często przywożą drobne prezenty – wymienia Beata, która przeważnie spotyka się z gośćmi osobiście, i co ważne, nie ma wielu uprzedzeń. Na szczęście dla dwóch braci – Turków, którzy, jak się później okazało, mieli wielki problem ze znalezieniem mieszkania na wynajem długoterminowy w Warszawie. Pod koniec października wynajęli od Beaty jedno z mieszkań i co tydzień przedłużali rezerwację o kolejny tydzień. Aż zostali na 51 dni. – Chcieli nawet przedłużyć wynajem, ale nie zgodziłam się, gdy zobaczyłam, w jakim mieszkanie jest stanie – wspomina Beata. Za głowę złapała się także wtedy, gdy jedno z mieszkań wynajął reżyser, którego film miał akurat premierę. On i jego goście zjawili się tam o 4 nad ranem. – O 9 rano mieli się wymeldować, tymczasem dopiero koło 11 zaczęli się w ogóle budzić. Chlew, który pozostawili po sobie w ciągu tych kilku godzin był taki, że ja sprzątałam mieszkanie do wieczora, a kolejni goście zostawili walizki i poszliw zwiedzać Warszawę – stwierdza z niesmakiem. Od tamtej pory z takich artystów niechętnie wpuszcza do swoich mieszkań.
Kategoryczny zakaz wstępu mają za to osoby pijane – kiedyś pięciu kibiców, w tym jeden w miarę trzeźwy, wynajęło od niej mieszkanie na weekend i zniszczyła podłogę. – Coś się im wylało na podłogę i panele się wybrzuszyły. Pojawił się problem z uzyskaniem pieniędzy na pokrycie zniszczeń, bo goście zgodzili się opłacić tylką drobną część szkód. Sprawę polubownie rozwiązało Airbnb wypłacając mi częściowe odszkodowanie. Od tego zdarzenia obiecałam sobie, że nigdy już nie przyjmę gości pod wpływem alkoholu – zaznacza Beata.
Sama woli jednak skupiać się na tych pozytywnych aspektach najmu krótkoterminowego. Dla tych, którzy chcieliby podążyć jej śladem, Beata ma jedną radę: – Zacznij z tym, co masz. Masz w mieszkaniu wolny pokój lub małą kawalerkę, a wyjeżdżasz na weekendy? Wynajmij je! Od tego zaczęła się historia Airbnb – wynajmij to, co masz – oni zaczęli od kawałka podłogi z materacem, a dziś są obecni w 190 krajach. To moja wskazówka dla początkujących – podpowiada.
Docelowo chce mieć pięć takich, jak sama nazywa mikrokawalerki, „kochanych zyskownych maleństw”, by móc przeprowadzić się na wieś, mieć ogródek, a na zimą wyjeżdżać do Indii lub innych krajów południa. – Przy zarobku 5 tysięcy złotych miesięcznie byłabym na mojej wsi „królową życia”. Ale wiem, że plany planami, marzenia marzeniami, a życie sobie. Kto wie jaki scenariusz dla mnie napisze?

Komentarze:

  • Brakuje mi fotki łazienki…

    fagnik 26 września 2017 o 11:24 Odpowiedz
  • Fajne mieszkanko. To zadziwiajace, ze na takiej powierzchni dalo sie zmiescic wszystko co potrzebne. Ale faktycznie. Lazienki brakuje.

    J. 26 września 2017 o 21:28 Odpowiedz
  • fajny wpis. Gratuluję przedsiębiorczości i odwagi.jak jest ogrzewane mieszkanie na suterynie. Nie ma problemów z wilgocią?

    pio 30 września 2017 o 19:35 Odpowiedz