Czy w tydzień czasu da radę zrobić remont ?

Kategorie:
10
Październik 2018

Kiedy rodzina Karoliny wprowadziła się do mieszkania na gdańskiej Morenie, lokal wymagał sporego remontu. Z pomocą męża i taty Karolina zmierzyła się z brązem, bezguściem oraz kiepskimi rozwiązaniami, które pozostały po poprzednich właścicielach. I urządziła nowoczesne mieszkanie w stylu skandynawskim, które może stać się inspiracją dla każdego, kto małym kosztem i w krótkim czasie chce odmienić wnętrze.

– Wcześniej te 100 metrów kwadratowych było strasznie urządzone. Nic dziwnego, że mieszkanie długo wisiało na stronie i nie chciało zejść – wspomina Karolina. Ona jako jedyna nie zraziła się brązami i podjęła wyzwanie zmiany wnętrza. I to w tempie iście ekspresowym! Akurat znalazł się najemca na jej stare mieszkanie i rodzina miała zaledwie tydzień na remont i wyprowadzkę do nowego lokum. Za późno było na poszukiwanie ekipy remontowej (i prawdopodobnie nikt nie przyjąłby tak małego zlecenia), dlatego Karolina, jej mąż i tata wszystko zrobili samodzielnie. Nie było też określonej wizji. Liczyło się, żeby mieszkanie było bardziej funkcjonalne i przede wszystkim – jasne.

 

ŁAZIENKA DO REMONTU

Na pierwszy ogień poszła łazienka, którą na szczęście udało się zmienić bez kucia kafli. – Te, które zostawili poprzednicy były dość duże, a do tego w dobrym stanie, więc poprzestaliśmy na ich przemalowaniu. Użyliśmy do tego farby Noxan, którą pomalowaliśmy również fugi – opowiada Karolina.

W miejscu toalety ściana jest półokrągła, a kafli nie było, dlatego z początku Karolina chciała tę część po prostu pomalować na biało. Niestety po nałożeniu farby ściana zaczęła gwałtownie puchnąć, prawdopodobnie z powodu braku zagruntowania w tym miejscu. Rozwiązaniem, na które wówczas wpadła Karolina było położenie na ścianę betonu strukturalnego – oczywiście w białym kolorze. Ten sam beton położyła też na linii między kaflami a sufitem. Ze starego wyglądu łazienki została również utrzymana w całkiem dobrym stanie podłoga. By nieco ukryć beżowy odcień kafli, Karolina zasłoniła je dywanikiem z Jyska.

Gospodarze zdecydowali się także na wyniesienie pralki do kuchni, co powiększyło przestrzeń na szafkę. W tym miejscu Karolina z mężem postawili komodę z Ikei (model Tarva), ale dostosowali ją do własnych potrzeb – przemalowali na szaro i u góry doczepili zaolejowany jesionowy blat. Minimalnie spłycono też szuflady, tak by z tyłu zmieściły się odpływy ścienne. Do mebla dopasowano dwie umywalki o wymiarach 39 x 50 cm. – Co dwie umywalki to nie jedna. Mam trzy córki, więc to chyba zrozumiałe, że do łazienki zawsze jest kolejka – śmieje się Karolina.

Nowi lokatorzy zostawili też wannę, która została po starych właścicielach, tylko odświeżyli w niej fugi i doczepili drążek z zasłonką.

 

METAMORFOZA SALONU

Przejdźmy do salonu z kuchnią, gdzie Karolina dokonała największej metamorfozy – rozbicia ściany między dwoma pomieszczeniami. Poprzednio ściana wchodziła na okno, między salonem a kuchnią było jedynie wąskie przejście. Teraz gospodarze zbili ją tak, że między pomieszczeniami można swobodnie „kursować” (dzieci Karoliny podobno uwielbiają biegać w kółko).

By pozbyć się mało gustownego wyglądu wnętrza, Karolina z mężem dokonali też zmiany koloru ścian. Wykorzystali do tego farbę podkładową Luxens (do przemalowania koloru z beżu), a następnie pokryli ścianę białym Fluggerem. Tylko na jednej ścianie (między salonem a korytarzem) zamiast bieli postawili na czerń. – Lubię takie mocne akcenty. Na tej ścianie powiesiłam zdjęcia rodziny. Postawiłam tutaj również szafkę z książkami, dlatego bezpośrednio z kanapy mogę sięgnąć po którąś z ulubionych lektur – opowiada Karolina.

Mocniejszym akcentem w salonie jest także tapeta w stylu urban jungle – na ścianie graniczącej z kuchnią. – Chciałam, żeby znalazło się tutaj coś w kolorze ciemnej zieleni, ale dokładnie nie wiedziałam co to miałoby być. Bardzo lubię rośliny, w poprzednim mieszkaniu miałam ogród, więc to taki jego odpowiednik tutaj – żartuje gospodyni. Tapetę w dżunglę znalazła w sklepie O Rety Tapety, kosztowała 49 zł za rolkę, dlatego za całość (3 rolki) + klej Karolina wydała w sumie mniej niż 200 zł.

Meble w tym pomieszczeniu w większości pochodzą z drugiej ręki. Dwumetrowy stół został zrobiony przez poprzedniego właściciela do kawalerki. Twórca po pewnym czasie stwierdził, że stół jest jednak za duży i wystawił go na OLX. Karolina odkupiła go za 850 zł.

Podobnie było z kanapą. – Szukaliśmy małej pod konkretny wymiar 2,2 metra. Sofa model Hamilton kupiona na Olx.

Fotel to nabytek z Agata Meble, szafka pod telewizor z Ikea (doczepiono do niej ten sam blat co do szafki w łazience). Pikowane czarne krzesła to zakup z wyprzedaży w Almi Decor. – Nie chciałam plastików, goście potrafią u nas godzinami siedzieć przy stole, więc ważne jest, by krzesła były miękkie i wygodne. Te są bardzo duże, mimo że stół ma dwa metry, to mieszczą się przy nim tylko cztery krzesła. Ale nie zamieniłabym ich na żadne inne – mówi.

Naturalna skóra na podłodze przyjechała aż z Zakopanego, to prezent od rodziców. – Wybrałam ją, choć pozornie nie pasuje do reszty wystroju. Ale na tapecie z dżunglą jest brązowy element, więc tak naprawdę dopasowałam ją pod kolor – przyznaje Karolina.

Lampa z Ikei początkowo wisiała nad fotelem. Kiedy gospodyni postanowiła przesunąć ją nad centralną część pomieszczenia, mąż przeciągnął kabel po suficie. Jak żartują, teraz instalacja wygląda dość „industrialnie”.

– Staram się powoli wychodzić z mebli z Ikei, ale trzeba przyznać, że przy 5-osobowej rodzinie jest to trudne, bo Ikea ma dobre i korzystne cenowo rozwiązania. Często zdarza mi się dopasowywać meble stamtąd pod wymiar. Polecam też szukanie mebli z Ikei na OLX – to chyba najczęściej sprzedawana tam marka mebli – radzi Karolina.

INDUSTRIALNA KUCHNIA

W kuchni nowi lokatorzy zmienili przede wszystkim kolor ścian. Podobnie jak w łazience – z uwagi na brak zagruntowania nie udało się ich odmalować (jak relacjonuje Karolina „farba odpadała płatami”), dlatego gospodyni ponownie postawiła na beton strukturalny, tym razem w szarym kolorze. Następnie specjalną packą wykonała na nim wżery, tak by uzyskać nieregularny efekt. Na końcu wraz z mężem polakierowała powierzchnię impregnatem Jegger, by faktura się nie kruszyła.

Na ścianie łączącej kuchnię z salonem Karolina zastała farbę tablicową, której zdarcie okazało się koszmarem. – Można próbować kwasem, ale to dość niebezpieczne rozwiązanie przy dzieciach. W konsekwencji zostawiliśmy ją i na to położyliśmy tapetę w kratkę – mówi Karolina.

W kuchni zostały meble, które były tu wcześniej. Nowi gospodarze dodali jesionowy blat z OBI, wymienili uchwyty oraz zlew oraz przemalowali dolne szafki na biało. W jednej znalazło się miejsce na przeniesioną z łazienki pralkę. Półki nad rzędem szafek to również jesionowy blat przycięty pod wymiar. – Wszyscy mają dębowe blaty, więc ten jesion jest trochę na przekór. Olejowaliśmy go aż trzy dni – dowiadujemy się do Karoliny i jej męża.

W kuchni pomiędzy lodówką a korytarzem znalazło się również miejsce na małą spiżarnię. Mąż Karoliny zamontował tu rustykalne zawiasy i przykręcił zaimpregnowane wcześniej sosnowe drzwi. Ich kolor nie odbiega o wiele od dominującego w kuchni jesionu.

SYPIALNIA DO POPRAWKI

W sypialni Karolina ponownie spotkała się z tym samym problemem co w kuchni i łazience. Po próbie przemalowania ścian, farba zaczęła po prostu od nich odpadać. Beton, który sprawdził się w kuchni i łazience do sypialni jednak nie pasował, więc Karolina musiała poszukać alternatywnych rozwiązań. Sprawdziła się tapeta – na ścianie za łóżkiem we wzór cegły, na ścianie naprzeciw łóżka – strukturalna w odcieniu szarości. Na szczęście od pozostałych ścian farba nie odpadła i dwie ściany udało się Karolinie z sukcesem odmalować na biało.

Łóżko w sypialni kupione zostało na OLX, wraz ze stelażem kosztowało 300 zł. Szafki nocne z Jysk zostały po poprzednich właścicielach, Karolina przemalowała je na czarno i przykleiła do nich jesionowe blaty, tak że nabrały industrialnego charakteru.

Szafa z Ikei też pochodzi z drugiej ręki – Karolina kupiła ją na OLX za 500 zł (dla porównania – jeden nowy front w sklepie kosztuje bagatela 250zł).

„Kropką nad i” remontu było odmalowanie drzwi w przedpokoju z brązowych na białe. Karolina wykorzystała do tego farbę Flugger Interior High Finish. W sumie w ciągu tygodnia położyła 5 warstw farby, każda schła dobę. Następnie zalakierowała drzwi bezbarwnym lakierem. – Jestem bardzo zadowolona z efektu, bo dawne drzwi mocno zmniejszały przestrzeń. Brązy miałam w poprzednim mieszkaniu i nigdy więcej nie chcę do nich wracać – mówi.

Choć od czasu wprowadzenia się do tego mieszkania minęły już trzy lata, Karolina zapowiada, że to nie koniec zmian. Teraz pora na remont pokoju najmniejszej córki, ale niewykluczone że kolejne metamorfozy przejdą też przedstawione wyżej pomieszczenia.

– Z biegiem lat jestem bardziej doświadczona i wiem co mi się podoba. Wiem też co potrafię zrobić sama, a co powinna zrobić ekipa. Na razie cieszę się, że udało mi się stworzyć skandynawsko-prowansalską miejską dżunglę. Ale mam pojęcia co przyjdzie mi jeszcze do głowy, bo bardzo nie lubię monotonii – podsumowuje Karolina.

zdjęcia: Malwina Nogaj 

Komentarze: