Wietnamska inspiracja w Warszawskim mieszkaniu.

Kategorie:
19
Wrzesień 2018

Po wielu miesiącach prowadzenia bloga nadszedł ten moment, w którym doszłyśmy do ściany… I wcale nie chcemy od niej odchodzić. Ściana bowiem to nie byle jaka, bo okazała, ręcznie malowana i taka nieco magiczna. Rzut oka na nią wystarczy, by przenieść się do zaczarowanego ogrodu. Ścianę taką zmalowała Daria Andrews, która przy okazji bardzo zgrabnie urządziła dla niej tło – swoje mieszkanie.

Wierzycie w to, że sposób urządzenia mieszkania jest odbiciem tego, co nam w duszy gra? Jeśli nie, to może przykład Darii was do tej teorii przekona. W jej duszy do pewnego czasu grała biel i minimalistyczne klimaty i w takim duchu urządziła swoje 64-metrowe mieszkanie w centrum Warszawy. I być może lokum prezentowałoby się tak do dziś, gdyby nie MIŁOŚĆ. Tu rozpoczyna się romantyczne love story z happy endem, które musimy, a w zasadzie MUSIMY wam opowiedzieć nim przejdziemy do opisu mieszkania.

Żona dla Australijczyka

No bo przecież nie codzień zdarza się, by pies znalazł swej właścicielce… męża. Tak tak, dobrze czytacie. Pewnego lipcowego popołudnia Korba, suczka rasy nieustalonej podczas spaceru po Polach Mokotowskich tak radośnie reagowała na pewnego sympatycznego Australijczyka, że jej właścicielka nie mogła przejść obok tego obrazka obojętnie. Zagadała, przepraszając za żywiołowe skoki Korby. Koniec końców nowi znajomi poszli na wspólny spacer, który swój finał znalazł w Urzędzie Stanu Cywilnego. Tak zaczęła się pisać nie tylko historia wspólnego życia Darii i Scotta, ale i ściany☺ Pomysł na nią bowiem nasza bohaterka przywiozła z podróży poślubnej do Wietnamu. – Pod koniec naszego pobytu przechodziliśmy obok fantastycznej kwiaciarni, w zasadzie przepięknej oranżerii. Zajrzałam przez szybę do środka i stwierdziłam, że mogłabym tak mieszkać. I już w samolocie, w drodze powrotnej postanowiłam sobie ozdobić jedną ścianę podobnymi motywami. Chciałam przywieźć w ten sposób kawałek wakacji i kadr z naszego wspólnego filmu do domu – wspomina Daria, która nagle wtedy zapragnęła kolorów w mieszkaniu. Tu trzeba zupełnie uczciwie przyznać, że w realizacji planu z pomocą przyszła jej natura obdarzając niebywałym talentem plastycznym. – Miłość do malowania rozbudziła we mnie jeszcze w podstawówce moja nauczycielka plastyki, ale jakoś nie wyobrażałam sobie życia z tego. Bałam się, że jeśli stanie się to moją pracą i przymusem, to zabiję w sobie pasję – wyjaśnia Daria, która na życie zarabia jako manager w jednej z wyższych uczelni w stolicy.
Prace nad ścianą poszły całkiem szybko („Jakieś trzy dni, łącznie z nocą”), biorąc pod uwagę ilość malunków, które Daria musiała przy tym wykonać. Może dlatego, że artystka dała się ponieść wenie i nie robiła nawet wcześniejszych szkiców na ścianie. Tylko zdjęcie oranżerii, pełen spontan i improwizacja. – Pierwsze kwiaty wyszły trochę koślawe, ale z każdym kolejnym było łatwiej. I świetnie się przy tym bawiłam – mówi Daria.

Do stworzenia domowego murala o wymiarach 3 m x 5 m użyła farb akrylowych, malując wcześniej wszystkie ściany na niebiesko (mieszanka na bazie Fluggera). Dzieło zwieńczyły kolorowe lampiony przywiezione z Wietnamu z wycieczki sprzed 2 lat, które wcześniej Darii nigdzie nie pasowały.

Śmieciowy test kafelkowy

Do swojego 64-metrowego mieszkania Daria razem z synem Filipem wprowadziła się po rozwodzie 12 lat temu. Wcześniej mieściło się tu biuro z typowym dla takich lokali wystrojem. – Było trzy pomieszczenia biurowe, nie było kuchni, ale był za to pawlacz ciągnący się pod sufitem przez cały korytarz. Co mnie urzekło? Widziałam wcześniej mnóstwo mieszkań, ale jak tu weszłam, powiedziałam „Tak, to jest to” – opowiada Daria. Kocha wnętrza z historią, stąd decyzja o zamieszkaniu w kamienicy. Nowa właścicielka postawiła sobie też za punkt honoru przywrócenie mieszkaniu kamienicowego charakteru. Udało jej się uratować stary parkiet ułożony w jodełkę, zmieniła też rozkład mieszkania tworząc dwa pokoje, oddzielną kuchnię, łazienką i pomieszczenie gospodarcze.
Aranżacja kuchni pochodzi jeszcze z „białego” etapu mieszkania i wyposażona jest w białe, proste meble robione na wymiar. Za całą dekorację robią tu urocze płytki z nadrukiem starej gazety w przestrzeni międzyszafkowej. – Kupione wiele lat temu w jakimś sklepie budowlanym, niespecjalnie drogie. Bardzo praktyczne, bo w ogóle nie widać na nich brudu – zachwala Daria.

Dzisiaj już wie, że wyłożenie podłogi w łazience białymi płytkami na wysoki połysk było błędem i nie chciała go powielić przy urządzaniu kuchni. Do sprawy podeszła jak zawodowiec i na zakupy płytek do kuchni pojechała zaopatrzona w woreczek z „kuchennymi” śmietkami. – Wzięłam ze sobą wtedy w woreczek jakieś okruchy chleba, paprochy co lubią w kuchni spadać na podłogę i rozsypywałam je na poszczególnych płytkach, żeby sprawdzić, na których widać je najmniej – śmieje się Daria. Gdyby ktoś chciał wykorzystać jej jakże praktyczny patent, to droga wolna ☺
Mniejszy pokój to królestwo 18-letniego Filipa, który dekoruje go według własnego widzimisię a to starymi szkolnymi mapami, a to ciekawą kotwicą czy detalami militarnymi.

Duży pokój należy do Darii i jest jednocześnie salonem, jej sypialnią, jadalnią, a bywa że i suszarnią na pranie.
Poza ścianą mieniącą się feerią barw, reszta pokoju Darii jest w stonowanej kolorystyce. Niemal wszystkie meble to antyki, z odzysku, wyszperane w sklepach ze starociami. – Mój pokój żyje razem ze mną, przeszedł długą drogę od monochromatycznych ścian, niewielu rzeczy po stan aktualny – mówi nasza bohaterka.

I tak na przykład stylowe fotele i równie stylowe łóżko przyjechały z Dębna Lubuskiego. – Tam skąd pochodzę nie brakuje sklepów, do których ściągają meble z Niemiec, Belgii czy Francji w bardzo dobrych cenach – mówi Daria. – Po wielu latach spania na narożniku zamarzyłam o spaniu w normalnych warunkach. Chciałam mieć normalne łóżko, ale pierwszą moją myślą było: „Jak ukryć łóżko w salonie?”. Kombinowałam na wszystkie strony, szukałam łóżek, które wtopiłoby się w ścianę, myślałam, że powieszę karnisz i zasłonię to łóżko zasłoną. A w końcu wpadłam na pomysł, że kupię piękne łóżko i nie będę go chować, tylko zrobię z niego dekorację – mówi Daria.

Drugim, obok łóżka, ulubionym elementem Darii w pokoju jest kryształowe lustro nad konsolką przywiezioną z Berlina. Konsolkę zresztą też kupiła w Niemczech na wyprzedaży garażowej.


W pokoju znalazło się też miejsce na dwie ikeowskie szafy: jedną Daria ozdobiła lustrami, w drugiej zmieniła gałki na kryształowe i zawiesiła w środku babciną firankę. – W takim wydaniu bardziej pasują do wnętrza – ocenia.

Duży i solidny stół wjechał jako pierwszy mebel do tego pokoju, a Daria znalazła go w sklepie z meblami indyjskimi.

Kryształowy żyrandol, trzymany wcześniej gdzieś w kurniku, to nabytek kupiony na targowisku staroci na warszawskiej Woli.

Stamtąd również Daria przywiozła komodę z pięknym marmurowym blatem, kupioną za całe 150 złotych. – Była w stanie opłakanym, ale ten marmurowy blat jest cudny – zachwyca się.

Łazienka utrzymana jest w podobnym do salonu klimacie. Nad robioną na zamówienie szafką podumywalkową wisi lustro w pięknej złoconej ramie (sklep ze starociami, ok. 400 zł), a kryształowe cukiernice i maselniczka świetnie sprawdzają się jako pojemniki na łazienkowe drobiazgi. Ściany zaś pokryte są farbą firmy Flugger (nr 3487)i ozdobione grafikami Darii.

– Ostatnio uświadomiłam sobie, że na obrazach przedstawiałam tylko jedną kobietę i wszystko było przedstawione w chłodnych ponurych barwach, a wraz z pojawieniem się Scottka w moim życiu zagościły kolory – mówi Daria. I Wam też tego w życiu życzymy ☺

Komentarze: