Poczuj się świeżo jak w lesie- inspirujący projekt 52 metrowego mieszkania

Kategorie:
25
Wrzesień 2018

Lubicie przeprowadzki? My niespecjalnie. Kamila Muszyńska z Wrocławia też nie, co wcale nie przeszkadzało jej przeprowadzić się aż siedem razy w ciągu siedmiu lat. Na 52 metry kwadratowe, które aktualnie zajmuje razem z mężem, córką i dwoma psami też nie miała gotowej wizji, a jakimś cudem mieszkanko wygląda na dopieszczone w każdym calu. No i ten chrobotek na ścianie w kuchni(!)…Chodźcie popatrzeć!

Czy jedna przeprowadzka rocznie, przez kilka lat z rzędu, owocuje tym, że rzeczy domowe już same pakują się do pudeł przy kolejnych przenosinach? – No nie. Aż tak dobrze to nie jest – śmieje się Kamila. Nasze żartobliwe pytanie wcale nie jest aż tak bezpodstawne, bo lada moment Kamila znowu będzie musiała wyciągnąć kartony i pakować swój dobytek. Tak, tak przed nią ósma przeprowadzka. Być może nie ostatnia. Co się stało, że tak wytrwale szuka swojego miejsca na ziemi? – Takie życie po prostu. Jak poznaliśmy się z mężem, to zaczęliśmy wspólnie wynajmować mieszkanie, później kolejne, potem ślub, córka i tak się to zmieniało – wylicza Kamila i zaznacza, że każdy z adresów pod którym mieszkali nauczył ich czegoś ważnego.

Nie dla nich Kraków

Już drugie mieszkanie wynajmowane wspólnie z Wojtkiem okazało się pouczające. – Zrozumiałam na przykład, że kuchnia musi być z wyspą, otwarta na salon. My lubimy być razem, lubimy jak całe życie domowników koncentruje się w kuchni właśnie. Wiedziałam już też, że nie wystarczy, że do przechowywania rzeczy jest szafa. Musi być jeszcze dobrze rozplanowana. Szeregówka we Wrocławiu też mnie nauczyła wiele – wspomina pochodząca spod Krakowa Kamila. Dom w zabudowie szeregowej był pierwszym lokum na własność Kamili i Wojtka. Na skutek różnych splotów okoliczności musieli go jednak sprzedać i postanowili wtedy zamieszkać w samym Krakowie. Ale był na nich inny plan. – Okazało się, że Kraków nie jest wcale tak przyjazny rodzinom z dziećmi jak mi się wcześniej wydawało. Zresztą inaczej się postrzega to miasto będąc wolnym człowiekiem na studiach, a inaczej, gdy ma się już rodzinę. Nie było łatwo choćby znaleźć miejsca w przedszkolu dla naszej Jaśminy. Wynajęliśmy też mieszkanie blisko centrum, w ładnej okolicy, ale co z tego, jak wieczorami strach było wychodzić. Nie czuliśmy się tam bezpiecznie – tłumaczy Kamila. Szybko zrezygnowali z kupna własnego mieszkania w Krakowie, a po drodze także z pomysłu zamieszkania w domu rodzinnym Kamili. – Szczęśliwie mój mąż dostał propozycję pracy we Wrocławiu i postanowiliśmy tam wrócić – mówi nasza bohaterka.

Po krótkim epizodzie z wynajmowanym mieszkaniem (które bynajmniej nie prezentowało takiego standardu jak w ogłoszeniu) Kamila i Wojtek trafili na intrygujące mieszkanie: 52-metry kwadratowe w stanie deweloperskim, z antresolą, w budynku 10-rodzinnym. – Urzekła nas lokalizacja i przestrzeń na parterze, czyli ponad 30 metrów kuchni połączonej z salonem. Na antresoli mamy zaś dwie sypialnie – mówi Kamila.

Pierwotnie na parterze, oprócz kuchni, salonu i łazienki, znajdował się także niewielki pokoik. Gospodarze zdecydowali się jednak zlikwidować go na rzecz większej otwartej przestrzeni. – Myślałam, że może będzie mi brakować przez to miejsca do przechowywania, ale z perspektywy czasu widzę, że to była dobra decyzja – cieszy się Kamila.

Ceny jak z kosmosu

Chociaż nowi właściciele wiedzieli, że aktualne lokum nie jest jeszcze ich ostateczną przystanią, to mieszkanie prezentuje się bardzo spójnie i przemyślanie. – Nie miałam na nie żadnego zamysłu dekoracyjnego. Wiedziałam tylko, że musi być czarna kuchni z elementami drewna. Tak poza tym to wyszło nam to mieszkanie bardzo ikeowskie, bo lubię ten sklep i mamy do niego rzut beretem. – mówi Kamila. Kuchnia (IKEA, łącznie z blatem brzozowym) miała nie być za bardzo kuchenna i płynnie przechodzić w salon, stąd pomysł na lustro nad meblami i kawałek ściany w chrobotku.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tym pięknym, soczystym chrobotku. Wykonanie skromnego fragmentu, który widzicie na zdjęciach, profesjonalna firma wyceniła na, uwaga, 5 tysięcy złotych! – Ja rozumiem, że to bardzo precyzyjna i czasochłonna robota, ale taka cena to jakiś kosmos – oburza się Kamila. Zakasała więc rękawy i sama sobie chrobotkową ścianę zrobiła. Za 500 złotych dla odmiany. – Udało nam się kupić 5 kilogramów chrobotka za jakieś 300 zł, bo miał dużo szyszek w środku i było sporo czyszczenia, ale stworzenie tego nie zajęło mi więcej niż dwa wieczory po pracy. To fantastyczne rozwiązanie: na dworze szaroburo, a ta zieleń chrobotka fajnie relaksuje – zachwala Kamila.

W dodatku chrobotek działa jak naturalny higrometr czyli pobiera wilgoć z powietrza (nie należy go podlewać). Żeby wyglądał idealnie potrzebuje wilgotności powietrza na poziomie 40%-60% – dokładnie tyle ile człowiek.

Pochłania toksyny i oczyszcza powietrze z kurzu, dzięki czemu pomaga np. alergikom i astmatykom.

Izolator dźwięku – dzięki swojej gąbczastej strukturze mech dobrze pochłania dźwięk, poprawiając akustykę pomieszczenia.

Liczne przeprowadzki ułatwia nieco fakt, że ani Kamila ani Wojtek, nie są typami zbieraczy. – Nie potrzebujemy zbyt wielu rzeczy. O, te białe szafki pod telewizor wędrują z nami od mieszkania do mieszkania – mówi Kamila.

Szynoprzewody i reflektory Nowodvorski Lighting: Lampy do Twojego domu EYE SPOT GRAPHITE VI listwa

Dywan w salonie to także IKEA, ale pochodzi z kolekcji z zamierzchłych czasów. Musztardowa kanapa (której Kamila nie poleca) została zakupiona w Agata Meble, a biały stolik kawowy jest zdobyczny i ma zabawną historię. Bo w trakcie jednej z przeprowadzek Wojtek poszedł wyrzucić śmieci i znalazł pod śmietnikiem fenomenalną, jak mu się wydawało, donicę na kwiatki. – Poszłam zobaczyć to cudo i okazało się, że donica ma dziurę w dnie i w gruncie rzeczy wcale nie jest donicą, tylko stolikiem , który powinien stać na płasko – wspomina Kamila. Potem okazało się, że za ów stolik w sklepie trzeba zapłacić skromne…1600 zł. Podłoga wyłożona jest deską z Barlinka, a ścianę pod schodami płytki betonowe kupione w OBI. Zasłony to bardzo ciemny granat z Ikea a po bokach firany najzwyklejsze za 15 złotych 

Za całe miejsce do przechowywania państwu Muszyńskim wystarcza drewniana skrzynia i szafki na buty z IKEA, ale dni tego stanu rzeczy są już policzone.

W połowie września Kamila, Wojtek, 5-letnia Jaśminka i ich dwa psy – Largo i Bunia zamieszkają w nowiutkiej prawie 120-metrowej szeregówce. I jak to oni: nie zakładają, że będzie to dom na lata, ale cieszą się już na własny ogródek i przyjaznych sąsiadów. A w takich okolicznościach nawet kolejna przeprowadzka nie jest straszna 🙂

Komentarze: