Recycling z Europy czyli jak urządzić mieszkanie rzeczami z odzysku

Kategorie:
04
Wrzesień 2018

W lubelskim mieszkaniu należącym do Michała nie znajdziecie nowych mebli. – Większość rzeczy, którymi mebluję mieszkania to tak zwane śmieci Europy. Jeżdżę po giełdach staroci po Belgii, Niemczech, zwożę meble uszkodzone i sam je naprawiam. Część rzeczy pozyskuję też z mieszkań, które kupuję, a ostatnio z kontenera przy ulicy powyjmowałem takie cuda, że nogi się pode mną ugięły – mówi Michał Zając. Pod nami też się nogi ugięły, gdy zobaczyłyśmy jak można urządzić mieszkanie wyłącznie rzeczami z odzysku.

Mamy całkiem zasadne podejrzenia, że pół lubelskiego podziemia to w gruncie rzeczy magazyn Michała, w którym składuje meble, dodatki i bibeloty do swoich mieszkań. To już chyba nawet nie jest zbieractwo. To megagigazbieractwo. – W tym momencie mam w swoim magazynie tyle rzeczy, że bez problemu mógłbym kompletnie umeblować 15 kolejnych mieszkań – uśmiecha się Michał. Ktoś mógłby się postukać w głowę i zapytać „No i po co?”, ale gdy się wie, że Michał bez mała 20 lat inwestuje w nieruchomości, to wszystko staje się jasne.

Iloma nieruchomościami w tym momencie zarządza? Bardzo, bardzo wieloma

Pierwsze prawa do budynku przy ulicy Wyszyńskiego w Lublinie, w którym znajduje się ta niebywała 52-metrowa kawalerka, nabył w 2006 roku. – To jeden z ładniejszych budynków w Lublinie, świetna lokalizacja, 200 metrów od Starówki – mówi Michał.

Sam budynek to dawny dwór rodziny Bentkowskich, z burzliwą historią. Rodzina Bentkowskich oddała go pewnemu stowarzyszeniu na ochronkę dla starców i kalek. To tu stworzono też pierwszą prywatną łaźnię. W pomieszczeniach na parterze, które Michał podnajmuje znajomej na salon fryzjerski widać jeszcze w płytkach wyraźnie, w których miejscach stały wanny. Potem odkupił go architekt Franciszek Papiewski, który chciał tam stworzyć projekt pierwszego modernistycznego wieżowca. Nie dostał na to zgody, bo wieżowiec zasłoniłby Katedrę Lubelską. W budynku znajdowała się też siedziba loży masońskiej Wolnych Oraczy, a pod budynkiem znajdują się schrony przeciwlotnicze wybudowane w 1947 roku. – Mieszkanie jeszcze przez 3 lata miało lokatorów komunalnych. Przejąłem je w stanie dramatycznym, zrujnowane przez nich do cna – wspomina Michał. Inwestowanie w nieruchomości to dla niego tylko jeden ze sposobów na życie. Równolegle pracuje bowiem jako doradca finansowy w jednym z banków.

Nie idzie na łatwiznę

Remont mieszkania na Wyszyńskiego miał kilka etapów. Niełatwych. – Wszystko, czego się tknęliśmy, waliło się. Podłogi były pomalowane farbą olejną chyba z 10 razy. Przy cyklinowaniu zaczęły się rozwarstwiać. Trzeba je było po pierwszym cyklinowaniu zaolejować i pozostawić na miesiąc, by olej wsiąkł i odnowiła się struktura drewna. Półokrągłe stropy też wymagały poprawek, bo ktoś się nad nimi pastwił – relacjonuje Michał, który nie lubi w życiu iść na łatwiznę. – Z dużym pietyzmem staramy się ratować co się da w tym budynku, odtwarzać zgodnie z dokumentacją historyczną. Moja działalność nie jest więc drogą na skróty, nastawioną wyłącznie na zarobek, bo odnawianie takich mieszkań jest często bardzo czasochłonne – stwierdza. I my to szanujemy.

Musicie też wiedzieć, że jeśli piszemy, że w mieszkaniu przy Wyszyńskiego nie ma nowych mebli, to naprawdę ich nie ma. No, może poza kuchnią, którą koleżanka Michała zrobiła 8 lat temu. Jak twierdzi nasz bohater, nowych mebli nie opłaca się kupować, bo jakościowo są sto razy gorsze od starych.

A źródła pozysku tych „starych” rzeczy są wszelakie. Michał regularnie gości na dwóch dużych giełdach w okolicach Lublina, bywa też na wyprzedażach w Antwerpii organizowanych przez agencje czyszczące mieszkania. – Pozyskiwanie tego tylko w Polsce byłoby niemożliwe, bo rynek jest jeszcze ubogi, a jeśli ktoś już przywiezie coś wartościowego, to chce za to trzy razy tyle – stwierdza Michał, który lubi, umie i ma warunki do tego, by samemu wszystko naprawiać. Dosłownie wszystko, dlatego całkiem sporo czasu spędza w warsztacie pod swoim mieszkaniem. To go relaksuje po godzinach pracy w korpo.

Mieszkanie przy Wyszyńskiego urządził absolutnie SAM! Dacie wiarę? Zadbał przy tym o każdy detal: od czyszczenia mebli po przykręcenie gniazdek i dobór dodatków. – Większość mieszkań robionych ostatnio przeze mnie jest w stylistyce loftowej. Tutaj założyłem sobie wnętrze w stylu modernistycznego eklektyzmu – wyjaśnia.

Tygrys z Berlina, krzesła z Pomorza

Na 52 metry kwadratowe składa się wielki salon z aneksem sypialnym, kuchnia i łazienka. Przedmioty zgromadzone w tym mieszkaniu mają przeróżne rodowody, paszporty i daty w metryce. Ot, choćby biała konsola, którą Michał znalazł 20 lat temu. Stała smutno na klatce schodowej w jednym z bloków i leżały na niej worki z cementem. Docelowo stanie w pokoju obok, bo lada moment mieszkanie powiększy się o 15-metrową sypialnię.

Nasze serce podbił jednak zwłaszcza sekretarzyk z wyciąganym blatem. Z poprzednim właścicielem Michał często mijał się na giełdzie staroci. W końcu uznał, że będzie świetnie się prezentował w tym w wnętrzu i odkupił sekretarzyk za 1200 zł. Krzesło przy sekretarzyku to zaś prezent od kolegi Michała. Wcześniej stało…w szkole na Pomorzu. – Ma jeszcze opisy, w której sali stało. Bardzo wygodne i funkcjonalne – mówi Michał.

Rewelacyjne są też dwa obrotowe fotele, które Michał kupił 15 lat temu za jakieś 50 zł na giełdzie. Okrągły stolik to też, a jakżeby inaszej, giełda (30 zł).

Kanapa przyjechała za to aż ze Śląska. Jest rozkładana, kompletnie niezniszczona, kupiona z myślą o innym mieszkaniu, ale tu lepiej wpisała się w klimat. Nad kanapą wisi mapa, którą Michał podratował kupiona za 100 zł na fejsbukowej grupie „Perły z odzysku”.

Lampa stojąca obok to dzieło dwóch amerykańskich projektantów. Michał kupił ją w postaci złomu za 80 złotych, ale udało się ją odpowiednio podrasować.

– Od jakiegoś czasu lubię przemycać w mieszkaniu także medyczne gadżety, dlatego jest tu też waga, gablotka medyczna z lubelskiego złomu za 150 zł czy piłka lekarska – mówi Michał.

Niebieski tygrys przyjechał z Michałem z Brukseli i kosztował 100 euro. – To tanio. Teraz kosztują od 500 w górę – cieszy się Michał.

Żyrandol został kupiony na giełdzie staroci. Pierwotnie miał inne klosze, za ciężkie, bo wyginały się ramiona.

Dwustronny zegar dworcowy, według opisu z Hamburga, też przeszedł długą drogę. Nie działał bez zegara-matki, ale Michał wymienił mu wszystkie mechanizmy.

Piękna francuska szafa z lat 20., widoczna zaraz po wejściu do mieszkania pochodzi z kompletu artdecowskiego.

Łóżko i szafki nocne są w innym mieszkaniu. Na podłodze w kuchni udało się zachować oryginalne płytki z XIX wieku.

Pierwotnie mieszkanie miało zostać przeznaczone na wynajem krótkoterminowy, ale dzisiaj szczęśliwie mieszkają w nim stali lokatorzy. – Jakoś podprogowo jestem w stanie sobie wyselekcjonować gości, którzy będą fajnie pasować do wnętrza, zgrają się z jego energią i wiem, że go nie zniszczą – cieszy się Michał. Ale kto przy zdrowych zmysłach niszczyłby takie wnętrze?

Komentarze:

  • Cudowny artykuł. To czego szukałam. Mieszkam w UK I mam podobna możliwości jeśli chodzi o meble. Bardzo chciałabym zadać kilka pytań Panu Michałowi, czy możliwy jest jakiś kontakt? Pozdrawiam!

    Milena 5 września 2018 o 02:36 Odpowiedz
    • wyśle ci Milena kontakt do Michała w wiadomości prywatnej

      Julia 6 września 2018 o 11:27 Odpowiedz
  • Michał to cichy bohater. Ekipa betterpoint również odwiedziła jedno z jego mieszkań, tutaj można po nim wirtualnie pospacerować. 🙂 http://blog.betterpoint.eu/lowcy-smieci-czyli-skarby-z-oodzysku/

    betterpoint 6 września 2018 o 12:33 Odpowiedz