Tego mieszkania nie zapomnicie – zapraszamy do Moniki i Mateusza

Kategorie:
14
Sierpień 2018

Wiecie, co mówią goście, którzy po raz pierwszy odwiedzają mieszkanie Moniki i Mateusza? NIC. Po prostu stają jak wryci i gapią się z otwartymi buziami. My w sumie też mamy problem ze znalezieniem odpowiednich słów na opisanie tego mieszkania, bo co mamy napisać? Że jest tu eklektycznie? To jak nazwać Bałtyk jeziorkiem. Że jest oryginalnie? No jest. Oryginalnie jak diabli. Że mieszają się tu skrajności: sacrum z profanum, powaga z kiczem, księgowa precyzja z artystycznym nieładem? To wszystko będzie za mało. Zresztą sami zobaczcie…

Wystrój tego niesamowitego mieszkania staje się dużo bardziej zrozumiały, gdy pozna się bliżej Monikę, główną sprawczynię tej scenerii. Z wykształcenia prawniczka, po liceum plastycznym, która jakiś czas temu rzuciła intratną posadę w kancelarii, by odkrywać egzotyczne zakątki naszego globu. – Cały mój dom jest pełen skrajności. Jak ja – przyznaje otwarcie Monika. Razem ze swoim mężem Mateuszem, księgowym, który maluje tak, że niejeden artysta mógłby mu pędzle podawać, dobrali się jak w korcu maku. Sami rozumiecie, że u nich nie może być tak zwyczajnie?

„To już nie Pani problem”

Pomysł kupna mieszkania zrodził się w nietypowych okolicznościach. Monika wracała z jednej ze swoich podróży po Indonezji. Podczas międzylądowania w Dubaju nudziła się na lotnisku tak bardzo, że zaczęła szukać w necie ogłoszeń o sprzedaży mieszkań. Sami z Mateuszem wynajmowali wtedy mieszkanie obok warszawskiego Służewca. – Pierwsze mieszkanie, dwupoziomowe, w segmencie, które wpadło mi w oko było trafnym strzałem. Pomyślałam tylko: „To jest to” – wspomina Monika. I w sobie właściwym stylu, prosto z lotniska w Warszawie, jeszcze z walizką w ręce pojechała oglądać swoje nowe potencjalne lokum. – Dotarliśmy spóźnieni, około 21, właściciele bardzo niechętnie nam prezentowali mieszkanie. Pani domu od razu wytknęła mi też, że weszłam w butach na jej dywan. Przeszło mi przez głowę: „To za chwilę przestanie być dla pani problemem” – śmieje się Monika. Zdecydowali się z Mateuszem na kupno od razu i niemal na kolanie spisali umowę przedwstępną. Zauroczył ich fakt, że mieszkanie jest dwupoziomowe, a oni lubią czasem być razem, ale jednak osobno, lokalizacja – Wawer, gdzie człowiek czuje się trochę jak na wsi, a dojazd do centrum to około 30 min. i cena jak za mieszkanie dwupokojowe. – Taka cena w Warszawie za dwupoziomowe mieszkanie to jak cud – zapewnia Monika. Później trochę mniej cudownie się zrobiło. Mimo tego, że już na pierwszym spotkaniu właściciele deklarowali gotowość jego sprzedaży, choćby jutro, to potem ewidentnie zaczęli grać na zwłokę. Aż w końcu wyszło na jaw, że nie mają praw do części drogi dojazdowej do segmentu. – Udało im się to wyprostować dosłownie rzutem na taśmę – mówi Monika. Tym sposobem w 2017 roku stali się szczęśliwymi posiadaczami niespełna 70 metrów kwadratowych, na które złożył się salon z balkonem, kuchnia z małą spiżarką, łazienka (parter) oraz przestronna sypialnia i druga łazienka, którą finalnie przerobili na minipracownię (piętro). Do mieszkania przynależy też pomieszczenie gospodarcze, ogródek i miejsce parkingowe. Z bardziej spektakularnych przemian: pozbyli się drzwi do łazienki na dole i zastąpili je…zasłoną. Rozumiecie? Bardzo ładną, aksamitną, w kolorze purpury, ale jednak zasłoną. I to ponoć jedyne słuszne rozwiązanie w tym miejscu – To dlatego, że przedpokój był tak mały, że można było zrobić sobie tymi drzwiami krzywdę, jeśli jedna osoba wychodziła z łazienki, a druga akurat wchodziła do domu. Sprawę miały załatwić drzwi przesuwne do łazienki, ale nie było możliwości zamontować solidnej konstrukcji na tej ścianie, więc zawiesiliśmy zasłonę. Czuję lekki dyskofort, gdy ktoś się dziwi, że nie mamy drzwi, ale ostatecznie jest nam to obojętne, ponieważ nic co ludzkie nie jest nam obce- śmieje się Monika.

Wystarczająco jasno, by było ciemno

Mieszkanie, wyposażone w spore okna, było dobrze doświetlono i od razu dla nowych właścicieli było jasne, że mieszkanie będzie ciemne.  Choć dla wielu osób, które widziały mieszkanie przed zmianami było oczywiste, że nic tu już robić nie trzeba. Fan jasnych wnętrz i IKEA świetnie by się tu odnalazł.

Ale ani Monika, ani Mateusz. – Przez lata gust mi się zmieniał, ale trzy rzeczy zostawały niezmienne: upodobanie do złotych dodatków, wnętrz eklektycznych i łączenie starych rzeczy z nowymi – wylicza Monika. Tym ostatnim jest trochę skażona genetycznie, bo gdy była dzieckiem, jej tata handlował sprowadzanymi z Niemiec meblami z duszą. Od niego też nauczyła się podstaw remontowych, bo bardzo nie lubi płacić za coś, co może zrobić sama i dzisiaj ułożenie płytek czy malowanie ścian nie stanowi dla niej problemu. Przy wszystkich pracach remontowych wtórował jej Mąż, pomimo że wiele z tych pracy wykonywał po raz pierwszy – złapał bakcyla i podłączenie gwiazdka, położenie gładzi, podłączenie baterii czy zbudowanie regału na książki dla Niego również nie stanowi problemu.

Dla nas za to opisanie absolutnie wszystkich detali w mieszkaniu Moniki i Mateusza, to jednak pewien problem, bo z większością rzeczy wiąże się jakaś niesamowita historia. Jest więc ryzyko, że post będziecie czytać dwa tygodnie.

– Ja wiem, że mieszkanie może dla kogoś wyglądać jak zbieranina przypadkowych gratów, ale zaręczam, że nie ma tu przypadkowości – bije się w piersi Monika. Osobiście każdą rzecz pieczołowcie wyszukała lub przywiozła z podróży, już z konkretną wizją na nią.

Ma też wiele rzeczy, które jej się miło kojarzą, jak posążek buddy, który pewien człowiek wyskrobał ze skały wulkanicznej siedząc sobie na trawce pod wulkanem Bromo na Jawie. – Kosztował mnie w przeliczeniu 10 złotych. Pod szklaną kopułką kupioną w IKEA prezentuje się znakomicie – uśmiecha się Monika. Obok posążków buddy znajdziemy w jej mieszkaniu i Jezuska, i Maryjki i Ganeshkę oraz cały zestaw dewocjonaliów, który Monika bardzo lubi. Jak na niewierzącą przystało.

 

W tym szaleństwie jest metoda

Jakimś cudem, na tych niespełna 70 metrach udało się Monice zmieścić wszystko, co skradło jej serce, a wcale nie zabrało przestrzeni. I tak w salonie stanęła ekstrawagancka kanapa-usta (kupiona po taniości, bo za 2100 zł. Oryginał kosztuje 8 tys.zł)) i stolik-listek z masowej IKEOwskiej produkcji, który uzupełnił przestrzeń przy przywiezionym z Paryża małym okrągłym stoliku ze złoceniami.

No i fotel. Kiedyś Monika wracając po imprezie z przyjaciółką zauważyła na ulicy tenże fotel. Stał pod Żabką, w stanie agonalnym.

Na własnych plecach zabrała go do domu, odnowiła i dzisiaj fotel cieszy oko w salonie.

Drugi fotel, prosty w formie, współczesny – został zakupiony na Westwingu. Na ścianie nad sofą wiszą pamiątki z Sumatry, Tajlandii i Bali, łącznie z robalem zatopionym w formalinie, talerze Fornasetii, ale i fragment starego obrazu babci Moniki.

Nad konsolą wisi wizerunek Fridy Khalo, który Monika sama zmalowała. – Uwielbiam nie tyle jej sztukę, co historię i osobowość. Miałam nawet niepowetowaną przyjemność być w jej domu w Meksyku – chwali się Monika. Zazdrościmy.

Pod schodami znajdują się pojemne szafy, poprzedni właściciele zagospodarowali każdą wnękę w ten sposób. Uznali, że takie rozwiązanie jest praktyczne i pozostawili w niezmienionym kształcie. Kosmetycznie podrasowali ich wygląd wymieniając uchwyty i przemalowując m.in. schody w biało czarne pasy z stopniami pomalowanymi brązową lakierobejcą. Ten żmudny proces trwał 2 tyg.

 

Wisienką na tym torcie wspaniałości jest oryginalny żyrandol, robiony na zamówienie w firmie o jakże wdzięcznej nazwie – Prowizorka.

Kuchnia jest niewielka, ale gospodarzom w zupełności wystarcza, zwłaszcza że pralka i inne szpargały pochowane są w małej spiżarce. Meble, blat i zlew to IKEA, hiszpańskie płytki to heksagonalny marmur, marmurowe półki to Smukke (miały być w przystępnej cenie, ale nie były), na których stanęły m.in wiekowe serwisy porcelany (Mamine i Babcine) czy czaszka przywieziona z Meksyku.

Stolik karciany spełniający się tu w roli stołu Monika znalazła na targu staroci i uzupełniła o taboret z Westwing i krzesło transparentne Kare Design ozdobione poduchą z IKEA.

Starą lampę olejną zakupili na targu staroci w Niemczech.

Na ścianie wisi zaś talerz, który Monika przywiozła z Maroka i trochę podrasowała.

W łazience jest trochę, jak na te okoliczności przyrody, nietypowo. Pastelowo. Ale nasz bohaterka nie byłaby sobą, gdyby nie dodała ździebka mocnych akcentów jak głowa jednorożca czy wielkie lustro w ciężkiej złoconej ramie.

Było Monice przeznaczone, bo sprzedawca z Allegro pomylił zamówienia. Lustro kupione przez Monikę pojechało w Polskę, i skończyło pechowo – uszkodziła się mu rama. Monika została więc niejako skazana na lustro za 1200 złotych, którego sama by w życiu za tyle nie kupiła, ale koniec konców nie rozpaczała.

Wanna wolnostojąca na nóżkach imitujących kurze pazury, była wykonana na zamówienie w firmie pod Gorzowem Wielkopolskim. Kolor został wybrany z dostępnej palety RAL.

Żyrandol w tym pomieszczeniu Monika zrobiła samodzielnie, z nylonowych rurek. I tu się kłaniają inspiracje zdobyte w podróży, bo w Tajlandii Monika podpatrzyła lampiony z takich rurek, które zdobią miejscowe stragany. – W IKEA za jakieś grosze kupiłam więc kabel, zestaw czterech koralików, a na Aliexpress, Mateusz zamówił zestaw rurek nylonowych. Ukręciłam sama z tego żyrandol, ponieważ pewna firma robi identyczne żyrandole za, uwaga, 500 złotych. Mój kosztował około 100 zł – mówi Monika.

 

W malutkim przedpokoju stoi stolik, który Monika kupiła jeszcze jako 16-latka u mężczyzny handlującego starociami we wsi pod Łodzią.

Nad nim wisi lustro z PRL, a nieopodal stoi królik (lub zając), który podaje na liściu sałaty 😉 ZŁOTĄ rolkę do czyszczenia ubrań. Znalazło się też miejsce na obraz Mateusza i szafkę na buty – Monika ją przemalowała i dodała gałki dokupione w Indiach po całe 1,20 zł za sztukę.

 

System naczyń powiązanych

Naprawdę trudno w to uwierzyć, ale Monika i Mateusz sami, samiuteńcy wytapicerowali też na nowo łóżko w sypialni

które Monika znalazła z drugiej ręki za 600 zł. I które wygląda teraz tak:

Poprzedni właściciel zakupił je w Holandii, przywiózł je Monice razem z komodą bomber (w okazyjnej cenie tysiąca złotych).

Obok na podeście zrobionym przez Mateusza stoi Maryjka, kupiona za 40 złotych na Allegro u osoby, która według Moniki, ewidentnie sprzedaje wyrzucone przez ludzi szpargały. – Przedmiot jest jednak zacny i na płótnie pomalowanym na czarno domalowałam mu jeszcze z tyłu aureolkę – śmieje się Monika. U tego samego pana dokupiła kilka sztuk kucyków Pony, coby zrobić z nich instalację na wzór tych za milion złotych z Paryża.

Stolik nocny w kształcie nosorożca to w rzeczywistości duże puzzle ze sklejki połączone ze sobą i przemalowane. Duże złote lustro na przeciwległej ścianie(tak dobrze zlokalizowane) to jedyna pozostałość po poprzednich właścicielach. Nowi gospodarze przenieśli je na górę, a pan domu zrobił dla niego odpowiedni podest.

 

Biurko w sypialni jest zrobione ze 130-letniego wiązu kawowego, zalanego żywicą. – Zrobił je pan z Makowa Podhalańskiego. Blat ważył tyle, że ledwo wnieśliśmy go po stromych schodach na górę. Metalowe nogi kupiliśmy za 100 zł. Łączny koszt 1200 zł, a w pęknięciach blatu jest zatopiona niebieska żywica, co ma dawać efekt rzeki – relacjonuje Monika.

 

Pracownia była zawsze marzeniem Moniki i Mateusza. Choć pomieszczenie jest niewielkie, bez żalu p drugą łazienkę na mini pracownię. Jest to drugie pomieszczenie z jasnym kolorem ścian. Metodą prób i błędów powstał jasny błękit. Biurko w pracowni zostało zakupione na Warszawskim Kole, a szuflady obite sztucznym futerkiem w cętki zakupionym w second hand przez Dziadka Mateusza 😉

Jest tu też obraz Tamary Łempickiej, w interpretacji Moniki, który – jak żartuje autorka, jest najbardziej modnym skandynawskim akcentem w ich domu, ponieważ nazwała go „Syndrom Sztokholmski”

 

W pracowni niezbędny był dostęp do bieżącej wody, dlatego też zamiast brodzika została podłączona stara balia po liftingu.

Podłoga w pracowni jest w czarnobiałą szachownicę. Resztki tego materiału Monika wykorzystała przed wejściem do domu, które prezentuje się tak :

Dobrze widzicie. Na drzwiach jest małe poroże nad wizjerem

a dzwonek (notabene grający utwór Chopina) oprawiony jest w złotą ramkę – specjalnie dla kurierów, którzy nie zauważali dzwonka i na potęgę uderzali w drzwi, zostawiając nieestetyczne ślady.

– Jak jestem w domu, to tęsknię za podróżą. Jak jestem w podróży, to cały czas myślę o domu i tak przewrotnie, jedna dziedzina napędza drugą – zamyśla się Monika. Przez ostatnie kilka lat odwiedziła 32 kraje. Wyobrażacie sobie, jak będzie prezentować się jej mieszkanie, gdy zobaczy już cały świat?

Komentarze:

  • Gratuluję pomysłu- stylu scandi mam troche powyżej dziurek w nosie. Jestem zachwycona kuchnia- jak się sprawdza brak okapu kuchennego i te boskie półki? Marzy mi się zdemontować swój i oddać na najdalszy złom, ale ‚co ludzie powiedza’.

    Joanna26 14 sierpnia 2018 o 12:44 Odpowiedz
  • Dziękuję, półki sprawdzają się świetnie bo pełnią swoją rolę w pełni – są po prostu ozdobną wystawką hehe Natomiast brak okapu jest uciążliwy, średnio raz w miesiącu kiedy to Mąż postanawia mi udowodnić, iż Amaro to przy nim pikuś. Na co dzień zupełnie mi to nie przeszkadza, wystarczy uchylone okno 😉

    Monika Adela L. 14 sierpnia 2018 o 21:29 Odpowiedz
  • Kapitalne mieszkanie Pani Moniko. Mam jedno pytanie. Czy w łazience zestaw łazienkowy pochodzi z H&M ?

    Edyta 14 sierpnia 2018 o 21:34 Odpowiedz
  • Kolory wymiatają🤩 , są piękne.Te biele,beże i szarości juz się przejadły.

    Urszula 14 sierpnia 2018 o 21:39 Odpowiedz
  • Dziękuję -Czy zestaw łazienkowy tzn, dozownik mydła i kubek? to tak – jeśli chodzi o szafkę z umywalką jest to bardzo wąski zestaw od producenta zakupiony na aukcji + bateria osobno + uchwyty skórzane ze złoceniem to ZARA HOME – nóżki do komody wytoczył mi Pan na tokarce i dodał złocenia metalowe.
    Półki po lewej stronie zostały zrobione z resztek blatu kuchennego.

    Monika Adela L. 14 sierpnia 2018 o 21:39 Odpowiedz
  • Bardzo szanuje nieszablonowe mieszkania.bialo szaro ikeowsko i bez duszy na takie mieszkania nie mam już siły,jest ich większość. Liczy się pomysł a tu taki jest.nie urzqdzilabym tak mieszkania ale chętnie wpadalabym na kawke.swietne pomysły. Cudowne drobiazgi i piękne kolory. Bardzo się ciesze ze są tacy ludzie jak właściciele tego mieszkania.gratuluje!!!!i podziwiam

    Beata 14 sierpnia 2018 o 21:43 Odpowiedz
  • O rany jakie cudo i to na „moim” osiedlu! Brawa dla autorów wystroju wnętrze z pomysłem, smakiem i wyczuciem!

    Agata 14 sierpnia 2018 o 21:44 Odpowiedz
  • Dokladnie… przyznam racje Pani ktora opisala zamieszczone zdjecia. Swietne… cudowne… ze stylem…smakiem… – to za banalne slowa! Mieszkanie ktore ma „dusze” i pewnie genialnych wlascicieli. Jestem pelna podziwu. Gratuluje

    Olga 14 sierpnia 2018 o 21:45 Odpowiedz
  • Chciałabym poznać właścicieli mieszkania. Zapewne bardzo kolorowi ludzie 😁

    Joanna 14 sierpnia 2018 o 21:47 Odpowiedz
  • I tu widać że mieszkanie i mieszkańcy żyją i oddychają,ma swój styl i klasę nie jest mieszkaniem na pokaż tylko do użytku dziennego.

    Bogumiła 14 sierpnia 2018 o 21:50 Odpowiedz
  • mimo iz nie dałabym rady tak mieszkac uwazam ze „artystka” ma zmysł łączenia „faktur” jak nikt inny…brawo

    Sylwia 14 sierpnia 2018 o 21:52 Odpowiedz
  • Kilka przedmiotów na pewno bym przygarnęła do siebie, np sofa usta, czy złote lustro łazienkowe 🙂 Lubię oryginalne dodatki <3

    Wiktoria 14 sierpnia 2018 o 22:01 Odpowiedz
  • Jak to dobrze co raz wiecej takich mieszkan z charakterem.Uciecha dla ducha i oczu.👀👌❤

    Kasia Wiśniewska 14 sierpnia 2018 o 22:07 Odpowiedz
  • Pragnę dodać, że Nasza mikro pracownia na zdjęciach wyżej jest jeszcze nieukończona … ale już prawie, prawie jesteśmy u brzegu, poza tym cała reszta remontu trwała ponad pół roku, niemalże każdego dnia. – dziękuję za tę lawinę pozytywnych komentarzy Pozdrawiam
    Julia i Martyna a dla Was to nawet buźka ! 😀

    Monika Adela L. 14 sierpnia 2018 o 22:08 Odpowiedz
  • Podziwiam za własny niebanalny gust, ale ja jednak nie mogłabym żyć w takim wnętrzu. Wyskoczyć na piwo tak, ale na co dzień czułabym się przytłoczona i ciężko byłoby mi się wyciszyć. Nie mniej jednak robi wrażenie a w końcu każdy z nas ma inną osobowość i potrzeby a także środki prowadzące do zaspokajania ich więc przypuszczam, że dla nich relaks to nie problem :)))

    Paulina 14 sierpnia 2018 o 23:16 Odpowiedz
  • miało być Julia i Malwina * słownik chciał inaczej 🙂

    Monika Adela L. 14 sierpnia 2018 o 23:39 Odpowiedz
  • To jest tak nieprzecietna osobowość z taka ilością pomysłów, ze jestem pewien ze i w bieli rozwalilaby system. Monika gratuluje zwienczenia dziela

    Igor 14 sierpnia 2018 o 23:45 Odpowiedz
  • nooo… imienniczko! niski uklon! wielki szacunek za ciemne kolory, za kazdy przemyslany szczegol, za inspiracje, za pokonanie zaklamanych standardow, za uczte estetyczna…

    Monika 15 sierpnia 2018 o 00:03 Odpowiedz
  • A skad te cudne marmurowe heksagony na ścianie w kuchni?

    Joanna26 15 sierpnia 2018 o 21:22 Odpowiedz
  • To mieszkanie jest boskie

    Lidka 19 sierpnia 2018 o 22:45 Odpowiedz
  • dziekuję

    Monika Adela L. 26 sierpnia 2018 o 00:01 Odpowiedz