Mieszkanie Patrycji, czyli „kopalnia” inspiracji vintage na warszawskim Natolinie

Kategorie:
16
Kwiecień 2018

Patrycja swoje pierwsze mieszkanie na warszawskim Natolinie kupiła dwa lata temu. W trzech pokojach początkowo miał dominować minimalistyczny, skandynawski styl, ale po roku od przeprowadzki właścicielka zmieniła zdanie. Przemalowała ściany, meble z sieciówek wymieniła na oryginalne w stylu vintage, zawiesiła bibeloty z targów staroci. Jak mówi, teraz wnętrze jest nieco szalone, tryska optymizmem i dobrą energią. A sama Patrycja jest zdziwiona, że stworzyła coś tak odważnego, bo na co dzień raczej emanuje spokojem.

Z pierwotnego wystroju pozostała tylko łazienka. Od momentu wprowadzenia się Patrycja wiedziała, że nie chce jej urządzać w „tradycyjnych” kolorach. Bazę tworzą czarno-białe płytki w marokańskim stylu marki Opoczno.

Oryginalny motyw zajął półtorej ściany, w pozostałych miejscach właścicielka położyła gładkie, białe kafle. Czemu płytki (i to aż do samego sufitu)? Dwa lata temu, kiedy tworzyła to wnętrze, Patrycja bała się użycia farby, bo, choć producenci zapewniają o ich trwałości i odporności na wodę, stwierdziła, że kafle będą łatwiejsze w eksploatacji.

Jej marzeniem był prysznic bez brodzika, jednak na realizację tego pomysłu nie zgodziły się kolejno dwie ekipy budowlane. Do tej konstrukcji potrzebny jest spadek, a taki trudno byłoby wykonać w zaledwie 3-metrowej łazience. Patrycja wybrała więc jak najniższy brodzik i umieściła go na podeście z identycznych jak na ścianach kafli.

Biała szafka pod zlew została zamówiona pod wymiar, nablatowa umywarka i bambusowy blat pochodzą z sieciówek. Oryginalny charakter wnętrza uzyskano dzięki dodatkom. Bordowy dywanik (klim) w stylu etno   to nabytek ze sklepu Homenjoy za niecałe 80 złotych. Pasujące do niego kolorystycznie chwosty przy koszu na pranie Patrycja wykonała samodzielnie. Małe pomieszczenie optycznie powiększono dzięki halogenom umieszczonym w podwieszanym suficie. 6 sztuk, jak mówi właścicielka, to wystarczająco na 3-metrową łazienkę, bo dość dobrze oświetliło wnętrze.

Sercem domu jest jednak salon. Po wejściu do pomieszczenia, w oczy rzuca się tapeta w klimacie urban jungle w gepardy, kaktusy i motywy roślinne. Patrycja znalazła ją w zagranicznym sklepie Coordonne i kupiła u polskiego dystrybutora.

Choć wybór nie był prosty – pod uwagę brała także wzór w kraby, a nawet kwieciste motywy w klimacie Ani z Zielonego Wzgórza – w podjęciu ostatecznej decyzji pomógł jej partner, bo motyw w gepardy był jedynym, który przypadł go gustu obojgu. Tapeta spodobała się im także ze względu na łatwość w mocowaniu. W odróżnieniu od tradycyjnych modeli – klejem smaruje się ścianę, na której chcemy zawiesić tapetę.

W stylu boho są także dwa talerze z Sardynii kupione w sklepie Drewniana Kamienica. – Kiedy je zobaczyłam, od razu przyszło mi do głowy, że muszą wisieć w tym konkretnym miejscu w salonie – opowiada i wskazuje na jedną ze ścian.

Pierwotnie ten pokój urządzony był meblami z sieciówek, teraz to prawdziwa „kopalnia” inspiracji vintage. Komodę, rumuńską Bileę, Patrycja wyszperała na stronie VintageBazarr. 

Drewniany stolik kawowy znalazła w komisie mebli w rodzinnym Bełchatowie.

Krzesło w intensywnym kolorze pochodzi z warsztatów z malowania farbą kredową.

Po powrocie ze szkolenia Patrycja jeszcze raz je przemalowała (z niebieskiego na intensywny różowy), a następnie utrwaliła lakierem. Jak mówi, nie wyklucza, że ten mebel przejdzie jeszcze niejedną kolorystyczną metamorfozę.

Wraz z zainteresowaniem meblami z duszą przyszło zainteresowanie starymi płytami (Patrycja „odkopała je” ze strychu w domu rodzinnym). Wiedziała więc, że na honorowym miejscu w jej domu musi stać odtwarzacz płyt winylowych.

Stary, ale wciąż działający sprzęt dostała w warszawskiej Grubej Nucie. Swoistym jego uzupełnieniem jest wiszący nad stołem plakat autorstwa Jakuba Zasady kupiony w sklepie Bardzo Rozsądnie w Łodzi.

Jedyną rzeczą, która po metamorfozie salonu drażni właścicielkę są panele w odcieniu dębu. Jak deklaruje Patrycja, chętnie wymieniła by je na prawdziwe drewno, ale na razie nie ma na to ani cierpliwości, ani dodatkowych środków.

Dowodem na to, że kobieta zmienną jest, jest także sypialnia Patrycji. Na początku lokatorka pomalowała ściany w kolorowe pasy, następnie wykończyła je nieregularną zieloną lamperią, a potem odświeżyła niebieską farbą.

Teraz w planach ma położenie tapety. Choć łóżko jest raczej klasyczne, kupione w Ikei, to i w tym pomieszczeniu pojawia się element vintage.

Drewniany stolik nocny pochodzi z pchlego targu w okolicach Bełchatowa. Stojąca na nim lampka w kształcie syreny to z kolei nabytek z portalu aukcyjnego.

Pierwotnie abażur był mocno zniszczony, więc właścicielka oderwała materiał i odmalowała na czerwono druciany stelaż.

Po drugiej stronie łóżka Patrycja zawiesiła złote lustro a pod lustrem postawiła drewniane krzesło z fabryki mebli Giętych w Jasienicy właścicielka utargowała na portalu OLX.

 

Oryginalnych dodatków nie brakuje też w pozostałych pomieszczeniach. W kuchni autorstwa Patrycji jest pomalowana na żółto drewniana półka. – Lubię ten energetyzujący element, bo wprowadza życie do nudnego, białego wnętrza – tłumaczy.

Jej pomysłem jest też morelowe krzesło. Uroku dodaje także bladoróżowa, stara waga kuchenna kupiona w Ale Mecyje.

Puszka (teraz służy jako doniczka) ze sklepu z antykami w Gdyni.

W przedpokoju postawiono na praktyczne i ekonomiczne rozwiązania. Zamiast wymarzonej ławki Patrycja musiała zainwestować w pojemną szafę wnękową. O zamiłowaniu właścicielki do wystroju vintage przypomina jednak zielony taboret, który samodzielnie odnowiła oraz mini-galeria stworzona m.in. z kolaży ze starych gazet, które Patrycja hobbystycznie zbiera.

W mieszkaniu pozostało jeszcze jedno pomieszczenie do urządzenia. Trzeci pokój na razie jest graciarnią, ale docelowo powstanie tu gabinet, który ma również pełnić funkcję pokoju gościnnego. Patrycja kupiła już nawet drewniane biurko, które na razie „czeka na swoją kolej” i kiedyś ma być głównym elementem tego wnętrza.

Jakie rady ma Patrycja dla osób, które chciałyby wprowadzić w wystroju elementy vintage? Przede wszystkim, trzeba być cierpliwym, zbieranie rzeczy w tym stylu trwa trochę czasu. Po drugie, targujmy się. Patrycji „okazja życia” to zakup kompletu 6 filiżanek ze spodkami za jedyne… 12 złotych. I wreszcie – nie bójmy się szaleństwa, ale wprowadzajmy elementy vintage stopniowo, badajmy, czy ten styl i korzystanie ze starych mebli nam odpowiada. Nie obawiajmy się także eksperymentów. Jeśli mamy na to ochotę, meble można dowolnie przemalowywać lub zmieniać ich elementy np. gałki od drzwiczek. Jak dodaje nasza bohaterka, przygodę z wystrojem vintage możemy zacząć od dodatków w tym stylu, a nie od razu od wielkogabarytowych mebli.

„Zbieractwo” Patrycji to także kilka zabawnych sytuacji. Tak było np. z plastikowymi, geometrycznymi lampkami, które zobaczyła w sklepie ze starociami w Berlinie. – Kiedy o nie zapytałam, sprzedawca oznajmił się, że są elementem wystroju. W Polsce odpaliłam internet i znalazłam jedne jedyne na portalu aukcyjnym. Okazało się, że sprzedaje je osoba w moim rodzinnym mieście. Musiały czekać właśnie na mnie – opowiada i pokazuje sznur lampek marki Osram (model Party LUX), które teraz pięknie prezentują się na ścianie w salonie.

Zainteresowanie meblami vintage skłoniło Patrycję do założenia własnego bloga wnętrzarskiego. Jej najnowsze inspiracje można śledzić na ciasnealewlasne.pl.

Zdjęcia : Piotr Motrenko

Komentarze: