Zwyczajne – niezwyczajnie mieszkanie Joasi i Marka

Kategorie:
11
Marzec 2018

Mieszkanie Joasi i Marka na warszawskim Grochowie zadowoli i mieszczuchów i miłośników natury za oknem. Ich 60 metrów kwadratowych łączy w sobie bowiem blokową wygodę, domowy kawałek podwórka i sąsiedztwo rezerwatu Olszynki Grochowskiej. W kwestii wystroju pani domu hołduje zaś zasadzie „jak za drogo, to nie kupuj”, ale gdy trzeba chętnie skorzysta z pomocy architekta. Zobaczcie, jak taki miszmasz się kończy.

– Przyszedł w naszym życiu taki czas, gdy mój mąż stwierdził, że pora scementować nasz związek kredytem – uśmiecha się Asia Olszewska. Sama była jeszcze wtedy właścicielką panieńskiego mieszkania na Grochowie i bardzo dobrze jej się w tej okolicy bytowało. Nowego mieszkania wcale nie miała więc zamiaru szukać daleko, bo nieopodal rosły w górę właśnie bloki z kawałkami zieleni, które mogłyby być ich miejscem na ziemi. Wybór padł na ponad 60-metrowe mieszkanie na parterze z ogródkiem, wysokie na ponad 3 metry, co akurat bardzo odpowiadało pochodzącemu z Krakowa Markowi.

Na wykończenie mieszkania nowi gospodarze nie mieli już za wiele pieniędzy. – Pierwsze urządzenie mieszkania było więc tymczasowe. Położyliśmy podłogi, które szybko się nam zużyły, podobnie było z meblami. Mieliśmy świadomość, że tak będzie, ale w tamtym momencie musieliśmy się szybko przeprowadzić – wyjaśnia Joasia.

Mieszkanie więc naturalnie ewoluowało. Początkowo miało dwa pokoje, w tym jeden duży, kuchnię, łazienkę i WC. Właścicielom urodziła się córeczka Zosia, a razem z nią – pomysł na domową rewolucję. Joasia i Marek zdecydowali się wygospodarować w największym pokoju aneks kuchenny, a dotychczasową kuchnię przerobić na pokój maleństwa. O pomoc przy aranżacji aneksu kuchennego i szafki RTV Joanna poprosiła architektkę. Panie wspólnie ustalały projekt wnętrza szafek i starały się, by salon nie został przytłoczony kuchennym sznytem. Z perspektywy czasu i funkcjonalności Asia ocenia tę decyzję jako jedną z lepszych. – Zachęcałabym wszystkich, żeby radzili się profesjonalisty. Nie człowieka od układania klocków w programie, bo to można sobie samemu zrobić, tylko nie byle jakiego fachowcy, bo to zaprocentuje w funkcjonowaniu na codzień. Moje szafki są tak przemyślane, że nie ma zbędnych przestrzeni i gadżetów. A jeśli wydaje się na kuchnię 10 czy 20 tysięcy złotych, to koszt wydany na architekta to przy tym mała pestka – mówi Asia. Z tej współpracy powstała kuchnia dość prosta, ale nie opatrzona, a wzór i materiał jest praktyczny i trwały i jak dotąd się Joasi nie znudził.

W całym mieszkaniu na podłodze są panele wodoodporne Quickstep impresiv ( deska biała)

Kuchnia wyposażona jest skromnie w najbardziej niezbędne akcesoria a za najcenniejsze Asia uważa stare pojemniki na sól, cukier oraz bombonierkę Kurę z Ząbkowickiej Huty szkła, które dostała z rodzinnego domu Babci.

Z tych samych materiałów co kuchnia wykonana jest szafka RTV – choć ta nazwa ewidentnie tu nie pasuje – połączona jest bowiem z obudową kaloryfera, która w razie potrzeby staje się też…stolikiem dla dzieci. Ha! Wpadlibyście na coś takiego?

Zwyczajnie niezwyczajnie

Jeśli zastanawiacie się skąd Asia i Marek wzięli pieniądze na architekta, to śpieszymy z wyjaśnieniem, że pani domu z rodzinnego domu wyniosła chęć do nauki robót wszelakich: szyje więc, dzierga, wyplata ze sznurków i w miarę możliwości przerabia stare meble. A w ten sposób można już całkiem sporo zaoszczędzić. – Nauczyli mnie tego rodzice. Sami są samowystarczalni, nie boją się pracy, wszystkiego chcą się nauczyć, a przynajmniej spróbować – mówi Asia.

Przykład? Drewniana drabinka stojąca przy łóżku w sypialni. Asia długo na nią chorowała, ale ceny tego detalu wydawały się jej absurdalne. Zrobiła ją więc sama, za całe 8,90 zł, czyli tyle, ile kosztowały gwoździe. Brzozowe drzewka dostarczył jej tata, z własnego lasku brzozowego.

Ten sam tata zrobił jej zresztą niebanalne lustro do przedpokoju ze starej ramy okiennej.

W salonie połączonym z kuchnią znalazło się miejsce na prostą kanapę (IKEA NORSBORG SOFA 3 Osobowa), zrobiony przez Asię i Marka stolik kawowy z kawałka pnia drzewa i designerskich nóg typu Harpin legs czyli nóżki spinki do włosów, które są patentem pochodzącym z czasów II Wojny Światowej, dywan (JYSK) oraz biały stół z krzesłami  KING EDWARD z Polskiej Fabryki Mebli giętych z Jasienicy, produkowany w PRLu kupiony na OLX i odnowiony wyniósł 300 złotych.

Mieliśmy wcześniej stół i krzesła kupione nie najtaniej w salonie meblowym, ale jakoś nie wpasował się w nasz klimat. Stół który mamy teraz przypomina mi ten stół, który stał w moim domu rodzinnym – mówi Asia. Nad stołem wisi urocza miętowa półeczka wyszperana w sieci za 80 zł pomalowana farbami Annie Sloan.

Nieprzekombinowana i spójna jest także sypialnia gospodarzy. Króluje tu wygodne szare łóżko (kupione za ok 1000 zł od polskiego producenta), wielka szafa w zabudowie i regał Kallax z IKEA, nietypowo ustawiony na nóżkach od starej komody również z czasów PRL.

Całość uzupełniają detale: lampy nad łóżkiem z IKEA oraz oryginalny „stojak” na kwiatki ( Kwietnik na ścianie) zrobiony z kosza na śmieci (ze słomianego kosza z JYSK). Koc z wełny czesankowej to dzieło zdolnej pani domu, oraz łapacz snów zrobiony  przez internetową znajomą, której prace Asia niezwykle ceni.

Pokój (prawie)4-letniej Zosi zadowoliłby nawet najbardziej wybredną młodą damę. Czego tu nie ma! No, może tylko prawdziwego jednorożca, bo poduszeczki w tym jednorożec, precel i kaktus oraz sznurkowy dywanik wykonane przez Asia, za to huśtawka to dzieło obojga rodziców (DIY za 35 zł!) i najprawdziwszy zaczarowany kącik wróżki (DIY także oczywiście).Walizeczki kolorowe na parapecie pochodzą ze sklepu http://lalkametoo.pl

Białe łóżeczko to już IKEA, białoróżowa szafka, to staroć odmalowany przez zaufaną panią Małgosię z Dekudeku, która „zmalowała” dla Zosi też biurko i wcześniej wspomniany kącik jadalniany (z Jasienicy). Krzesło to zaś zamiennik słynnego krzesła Tripp Trapp Stokke, kupiony za 120 zł (a nie za 600 zł jak oryginał). – Jak bym określiła nasz styl? Mamy zupełnie zwyczajne mieszkanie. Ale nie jest nudne- uśmiecha się Asia.

Ściany jak odcisk linii papilarnych

Nasi bohaterowie lubią dekoracje we wnętrzach, które oddają ich pasje, rys charakteru i sentymenty. W ich mieszkaniu nie brakuje więc pamiątek z podróży (jak ceramika na ścianie obok telewizora), bliskich sercu podarunków od bliskich (stojąca w kuchni figurka Matki Boskiej, którą Joanna dostała od swojej babci oraz lampa naftowa pochodzi z rodzinnego domu Marka czy zdjęcia samolotów autorstwa Marka, który często w ramach hobby fotografuje pokazy lotnicze. Mimo, że Asia wiele rzeczy potrafi zrobić sama to chętnie otacza się rzeczami zrobionymi z pasją przez innych twórców np makramy które kocha- Moja znajoma kupiła niedawno mieszkanie, które w całości urządził jej projektant. Wyszło naprawdę przepięknie, tylko że jak się do niego wejdzie to w sumie nie wiadomo, kto tu mieszka. Może mieszkać każdy. Ja jednak lubię, jak mieszkanie jest spersonalizowane i wiadomo, kim są ludzie tu mieszkający. Tak żeby wiadomo też było, że nie jesteśmy współlokatorami, tylko rodziną której członkowie mają swoją pasje- mówi Asia.

dziękujemy za cudowne zdjecia mieszkania Piotrowi Motrenko 

 

 

Komentarze:

  • Joasia ma nie tylko talent, rękę, ale co najważniejsze gust. Nie umniejszając roli Marka, który pomaga w realizacji pomysłów. Dzięki Pani domu aranżacje zmieniają się na każdą okoliczność i zawsze jest pięknie. Pozwalam sobie na taką „ocenę”, bo znam Joasię i każde własne projekty zawsze z nią konsultuję. Jako jedyna potrafi wprost zasugerować zmiany, bez względu na własny styl. Dywaniki, podusie, maskotki jakie robi nigdy nie są przesadzone. Dokładnie tak, jak mieszkanie. Jak do tego wachlarza talentów dodamy jeszcze rozsądek w wydawaniu pieniędzy, to już ideał :).

    Kasia KlinikaDIY 11 marca 2018 o 20:56 Odpowiedz
    • Kasiu, wielkie dzięki za dobre słowo 😘

      Joanna 30 marca 2018 o 21:02 Odpowiedz
  • Bardzo ładne. Jeszcze tylko te drzwi wenge do wymiany – do niczego nie pasują.

    Mmm 12 marca 2018 o 09:05 Odpowiedz
    • Oj tak, przyjdzie i na nie czas 😉 Dziękuję za szczery komentarz.

      Joanna 30 marca 2018 o 21:04 Odpowiedz
  • Nie do końca tak super Kuchenka jest zdecydowanie za blisko telewizora Opary i tłuszcz będą na nim ciągle osiadać Oglądasz film a tu skwierczy na patelni ziemniaczki bulgocą… Drzwi- okna na taras skojarzyły mi się z wejściem do przychodni.

    Mieszkanka 14 marca 2018 o 08:41 Odpowiedz
    • Nie jest tak blisko jak się Pani wydaje. Tego problemu nie odczuwamy wogóle. Przychodnia faktycznie jest niedaleko ale to nie te drzwi do niej prowadzą. Wielkość tego okna jest dla nas atutem. Pozrawiam i dziękuję za komentarz.

      Joanna 30 marca 2018 o 21:07 Odpowiedz