Czy architekt wnętrz to przywilej bogaczy? – rozmowa z Kasią Czechowicz

Kategorie:
15
Wrzesień 2017

O tym, kogo stać na wynajęcie architekta wnętrz, jak dziś najchętniej urządzamy mieszkania i jakie wnętrzarskie grzeszki mamy na sumieniu – rozmowa z Kasią Czechowicz, architektką wnętrz i właścicielką studia projektowego Design Me Too.

Kasiu, jak mieszkają Polacy?
– Coraz lepiej. Są nastawieni na jasne barwy i nie kontrastują już kolorów tak mocno. Jeżeli kontrast – to w dodatkach, na przykład w postaci lampy, poduchy czy małego mebla. Widzę też w inspiracjach, że coraz częściej, choć na razie jeszcze nieśmiało, wybierają czerń. Nadal jest dużo szarości, skandynawskich akcentów i naturalnego drewna. Najczęściej dębu, bo jest to gatunek łatwo dostępny w Polsce. Odchodzimy od egzotyków. Jeśli chodzi o trend, który kilka ładnych lat temu był dla nas charakterystyczny czyli co pomieszczenie to inny kolor, to już załapaliśmy, że lepsza jest baza neutralna. przynajmniej w strefie salon – sypialnia. Sama mam białą kuchnię z drewnianym blatem, ale zaszalałam sobie w dodatkach. Od mocnego różu po turkusy i mięty. Ludzie też idą w tym kierunku. Inaczej jest w przypadku pokojów dziecięcych. Tu jest jeszcze feeria barw. Błękity i zielenie u chłopców, róże u dziewczynek. Ale to jest ok, bo dzieci chcą mieć te kolory w swoich pokojach. Kiedyś przecież z tego wyrosną.

– A co Twoim zdaniem najbardziej „robi” wnętrze?
– Oświetlenie. Można dzięki niemu wydobyć pewne elementy wnętrza: coś oświetlić, coś przyciemnić i stworzyć niepowtarzalny klimat. Wnętrze robią też dodatki, ja jednak w swojej pracy skupiam się na stworzeniu dobrej bazy pod nie. Dobór dodatków raczej pozostawiam klientom. Podstawowe elementy we wnętrzu jak podłoga, płytki i drzwi też mają kolosalne znaczenie.

– A jakie grzechy wnętrzarskie mamy na koncie?
– Głównym „grzechem” naszych mieszkań są naprawdę bardzo małe pomieszczenia. Deweloperzy starają się zrobić apartament na 50 metrach kwadratowych i skutkiem tego mamy dużo pokoi na małej powierzchni. Ludzie chcą mieć dużo miejsca do przechowywania i zabudowują co się da i gdzie się da od sufitu do podłogi. I efekt jest taki, że wchodzą do łóżka 30-centymetrowym przejściem, bo taki jest odstęp od ściany. Nie widzą proporcji, nie zwracają uwagi na gabaryty mebli. W małej kuchni chcieliby mieć wyspę kuchenną z barkiem i obok stół i krzesła, a czasami nie ma miejsca nawet na stół z krzesłami. Nie umiemy jeszcze gospodarować przestrzenią tak, żeby było funkcjonalnie.

Usłyszałam kiedyś opinię, że projektantami wnętrz Polaków są sprzedawcy w sklepie. To oni najczęściej podpowiadają nam co jest fajnego, a co się nie sprawdza. Zgadzasz się z tym?
– Trochę tak jest, niestety. Pokutuje jeszcze pogląd, że architekt wnętrz to niepotrzebny kaprys i zbędny wydatek, a tak naprawdę dzięki wynajęciu architekta ludzie oszczędzają czas i pieniądze. Sprzedawca chce nam sprzedać konkretny produkt, ale wcale nie interesuje go jak się będzie prezentował w naszym wnętrzu, jakie ma wady a jakie zalety, czy nie będzie zbędny. My mówimy o plusach i minusach takich produktów.

A nie jest tak, że zakodowaliśmy sobie, że urządzanie mieszkania z pomocą architekta to przywilej ludzi bogatych? Czy kogoś z pensją średnią krajową będzie stać na wynajęcie architekta wnętrz?
– Jak najbardziej. Jeśli nawet mamy duże 100-metrowe mieszkanie i nie stać nas na urządzenie go od A do Zet przy pomocy fachowca, to można urządzić tak tylko część reprezentacyjną. I już koszty zmniejszają się nam o połowę. Poza tym możemy pominąć niektóre etapy projektowania: na przykład zobaczyć tylko wizualizacje. Choć tak naprawdę pełen projekt, to bardzo dobra baza do wykończenia mieszkania, bo klient ma poczucie bezpieczeństwa, że nie wyda pieniędzy na darmo. Architekci, ma się rozumieć, cenią się też o różnie. W Warszawie, gdzie mieszkam i pracuję przyjmuje się średnio kwotę 130-140 złotych za metr kwadratowy mieszkania. Są oczywiście architekci, którzy projektują za 200 złotych za mkw, ale i tacy, którzy dopiero zaczynają i proponują stawkę 80 złotych za mkw. Musimy się jednak liczyć z tym, że ci tańsi architekci mogą mieć mniejszą wiedzę i doświadczenie.

Czym w takim razie, oprócz cennika, kierować się przy wyborze architekta?
– Podstawą jest to, czy podobają nam się jego projekty i czy mamy podobny gust. Jeżeli lubicie te same kolory, meble, ten sam styl, to współpraca powinna układać się gładko. Ja na przykład nie lubię ciepłych barw we wnętrzach, brązów i beżów, które od lat królują w naszych domach, i wiem, że byłoby mi trudno dogadać się z klientem o takich upodobaniach. Wiem też, że architekt powinien umieć zaprojektować wszystko, ale nie ukrywajmy, zawsze łatwiej i przyjemniej 🙂 projektuje się coś, co się czuje.

Co zatem powinno wzbudzić naszą czujność przy podjęciu współpracy?
– Warto zapytać i obejrzeć projekty, które nie są umieszczone na stronie internetowej czy na funpage’u. Chodzi o sprawdzenie jakości projektu technicznego. Jeśli mamy na nim dużo informacji i rysunki są szczegółowe – to jest to dobry projekt. Jeśli architekt miga się od wysłania rysunków technicznych, to trzeba się zastanowić, czy nasz wybór jest słuszny.

Kasiu, przychodzi więc do Ciebie klient. I co dalej?
– Pierwsze spotkanie jest zapoznawcze. Wtedy też od razu czuje się, czy jest między nami chemia. Trochę jak w związku. Jeśli klient decyduje, że podejmuje współpracę ze mną, zaczynamy omawiać jego zainteresowania. Pytam o to, co lubi, co mu się podoba, jakie powinno być wnętrze i czego w nim potrzebuje. Często proszę też klienta, żeby przyniósł swoje inspiracje ściągnięte z Internetu czy z jakichś gazet. Na podstawie tych informacji przygotowuję układ koncepcyjny, a następnie wizualizacje i projekt techniczny. Przygotowanie projektu dla takiego standardowego, 60-metrowego mieszkania zajmuje mi około 3 miesiące. Ostatnio projektowałam 200-metrowy dom w stylu skandynawskim i trwało to pół roku. Bliskie mi są zresztą te projekty w klimatach skandynawskich i nowoczesnych, swoje mieszkanie też mam tak urządzone.

Gotowy projekt pozostawiasz w rękach klienta czy do końca go nadzorujesz?
– Obecnie inwestorzy radzą sobie sami i rzadko decydują się na nadzór. Ja jestem jednak cały czas do dyspozycji i jeśli mogę pomóc, doradzam, podpowiadam. Słyszę na zakończenie realizacji projektu, że było to dla klientów wyzwanie i wielu z nich następnym razem zdecydowałoby się na nadzór architekta.

Poplotkujmy więc trochę o klientach. Mają fanaberie?
– Niektórzy mają. Bardziej uciążliwe jest jednak to, że komuś nie pasuje odcień niebieskiego, który moim zdaniem bardziej pasuje do projektu albo ledwo widoczne pojedyncze kropki na płytkach. Kiedyś projektując mieszkanie dla klientki, wrzuciłam do wypełnienia przestrzeni na wizualizacji buty z zielonymi sznurówkami. Pani poprosiła mnie, żebym usunęła te buty albo zmieniła kolor sznurówek,bo nie lubi zielonego. Ludzie za bardzo skupiają się na nieistotnych detalach. Generalnie staram się hamować klientów w ich dziwnych dziwactwach (śmiech).

Pracujesz na swój rachunek od prawie 4 lat. Nie narzekasz na brak pracy?
– Mam właśnie bardzo dużo pracy i rezerwacje na kilka miesięcy w przód. Strasznie chciałabym wszystkim pomóc, zwłaszcza gdy ktoś zachwyca się moimi projektami, bo to bardzo miłe i budujące, ale niestety brakuje mi sił przerobowych. Jednak wszystkich, którzy zastanawiają się nad skorzystaniem z usług architekta mogę zapewnić, że oszczędzicie dzięki temu czas i pieniądze, a przy tym dostaniecie wnętrze skrojone według waszych upodobań i potrzeb. I gwarantuję, że zawsze będzie wam się chciało do takiego mieszkania wracać.

Przykładowe projekty i realizacje mieszkań wykonane przez Design Me Too ,http://www.designmetoo.pl

Komentarze:

  • Przydalby mi sie architekt, bo moje mieszkanie ma nieregularny ksztalt. Ale 6500 za 50-metrowe mieszkanie i to bez nadzoru to nie na moja kieszen. I przypuszczam, ze bardzo wielu tzw. inwestorow nie stac na cos takiego. Zreszta ja patrze na projekty roznych architektow to wszystko na jedno kopyto: szaro-bure i po linijke.

    J. 16 września 2017 o 08:50 Odpowiedz