Zobacz domek ogrodowy na punkcie którego oszaleli internauci

7 sierpnia 2017 przez Julia

To będzie historia o Bartku, „prostym chłopie z wkrętarką”, który postanowił spełnić marzenie pewnej uroczej, prawie 7-letniej księżniczki. I wybudował jej absolutnie NIEBYWAŁY domek ogrodowy. Gdyby można go było wynająć na doby, chętnie stanęlibyśmy jako pierwsi w kolejce.

Nie lubimy nadużywać wielkich słów, popadać w przesadny zachwyt ani prawić bezzasadne komplementy. Określenia typu „cudny”, „zachwycający” i „wspaniały” są zarezerwowane tylko dla wyjątkowych projektów opisywanych na blogu. W tym poście takie słowa padną wiele razy. Sami przyznacie, że zasłużenie.

Trudna sprawa dla faceta

Wszystko wyszło trochę niechcący i przez przypadek. Bez planów, rysunków, projektów. Spontanicznie i z głowy. – Chciałem po prostu, żeby Madzia miała swój kącik – mówi Bartek Żak z Zielonej Góry. W życiu z niejednego pieca jadł chleb: z wykształcenia kucharz, który ani dnia nie przepracował w zawodzie, za to przez kilka lat był przewodnikiem turystycznym w Turcji. Aktualnie pracuje na linii produkcji paliwa ekologicznego. Na szczęście dla swojej córki ma też smykałkę do majsterkowania, a zapach ciętej stali o poranku to dla niego najpiękniejsze perfumy.

– Gdybym miał syna, to zrobiłbym mu taką bazę wojskową, że sam bym z niej do końca życia nie wyszedł. Ale trafiła się dziewczynka, a budowanie domku dla dziewczynki to dla chłopa trudna sprawa – przyznaje Bartek. Na najlepszego konsultanta i najsurowszego krytyka wybrał oczywiście córeczkę. – Madzia mi podpowiadała, co by chciała. Mówiła, na przykład, że chciałaby mieć wejście jak na statek, stąd liny przy schodach – wyjaśnia Żak.

Domek miał zostać wybudowany na podwórku u dziadków Madzi. Bartek rozpoczął nad nim prace już rok temu. Sam pracuje na dwa etaty, często w nocy, więc na budowę domku przeznaczał tylko wolne chwile. – Najpierw wyspawałem podest. W założeniu wiedziałem, że Madzia będzie się tu bawić latem, dlatego chciałem zostawić przestrzeń przed domkiem – wyjaśnia. Domek miał być malutki, ale Bartek przywiózł sobie na miejsce pracy 3 – metrowe profile i uznał, że bez sensu je ciąć. To one tworzą konstrukcję domku, dzięki czemu budowla jest bardzo stabilna i bezpieczna. Tak jak zresztą wieża, której nie widzieliśmy nigdy przy żadnym domku ogrodowym dostępnym w sklepie (może jeszcze po prostu za mało w życiu widzieliśmy?). W pierwotnej wersji wieża dość mocno się bujała i mogło to być niepokojące dla kogoś stojącego obok. Bartek zmienił więc nieco jej konstrukcję. – Wieża była testowana przy obciążeniu 250 kg i nic się z nią nie działo. Poza tym jest dosyć wysoka i roztacza się z niej całkiem fajny widok. No a pod spodem jest huśtawka – uśmiecha się Bartek.

Chałupa jak u Carringtonów

Poza zgrabną wieżyczką w domku jest cała masa rzeczy, dzięki którym Madzia na pewno miło będzie wspominać swoje dzieciństwo. Bardzo pomysłowa jest na przykład zjeżdżalnia, z której można zjeżdżać „na sucho”, i na mokro – wprost do baseniku. Niecodzienne jest również działko wodne zainstalowane do zraszania stojącej obok trampoliny. Domek ma też prysznic i hamak, ale prawdziwą petardą jest jego wnętrze: to śliczna kuchenka, w której odnalazłaby się nawet Magda Gessler.

Skrzynki z Castoramy świetnie udają tu szafki kuchenne, a kuchenny blat został docięty z blatu do zabudowy mebli wnękowych.

 W oknach, obudowanych deską boazeryjną, ze względów bezpieczeństwa jest 3-milimetrowa pleksa.

Na podłodze ułożono płytki pozostałe po remoncie, „ofugowane” silikonem, by zapobiec ich pękaniu i kruszeniu.

Najfajniejszy jednak jest zlew z doprowadzoną wodą. Odpływ leci do ogrodu i przy okazji podlewa kwiaty. Wodę do domku doprowadza zaś zamontowany pod nim czterodrożny zawór ogrodowy, który rozgałęzie się na 4 węże: do zlewu, prysznica, działka wodnego i zjeżdżalni.

Wyjątkowy jest także dach, kryty „strzechą”. – Ta strzecha to zwykła balkonowa trzcina. Pomalowałem ją pokostem, podzieliłem na pół i umocowałem na brązowych deskach boazeryjnych – zdradza Bartek.

Zamontował w daszku także okienko dachowe, które przeleżało 18 lat w garażu jego ojca. – Dzięki temu w domku nie jest duszno – stwierdza Żak.

Azyl Madzi chronią zamykane na kluczyk drzwi zrobione z szafki kuchennej. Schody wiodące do domku były początkowo drewniane, ale ze względu na drzazgi wyłożył je sztuczną trawą. Pod domkiem jest na razie pusta przestrzeń, ale planowany jest tam namiot z rozsuwanego materiału.

O dodatki do chatki takie jak firaneczki, zasłonki w meblach i kwiatki zadbała babcia dziewczynki. Domek pomalowano farbą w kolorze limonki, bo z różu mała Magdalena po prostu wyrosła.

Stary druh musi poczekać

Sam Bartek najbardziej dumny jest z jednej rzeczy: że domek skończył. – To był ogrom pracy. Gdybym siedział nad tym bite 10 godzin dziennie zajęłoby mi to minimum półtora miesiąca. To nie jest łatwa sprawa. Trzeba umieć spawać, bo tu chodzi o bezpieczeństwo dziecka. Jeśli ktoś nie ma o tym pojęcia, lepiej się za to nie brać, zwłaszcza w przypadku wieży, pod którą jest huśtawka. Nie może być żadnych błędów konstrukcyjnych – przestrzega.

Zastanawiacie się, ile kosztowało Bartka to cudo? On wcale nie ukrywa, że budowa domku pochłonęła oszczędności przeznaczone na remont ukochanego żuka (który nawiasem mówiąc umie jeździć po torach).

Bartek oszczędził na ten cel 10 tys. zł. I wszystko wydał na domek. – Wiem, ja sobie zdaję sprawę z tego, że to dużo. Ktoś może popatrzyć na domek i zapytać: „Boże, na co on tyle wydał?”. Ale jak popatrzymy na konstrukcję stalową, ilość połączeń, deski, impregnaty, wkręty, lakiery, płytę wiórową to się uzbiera. Inaczej jednak jest jak się jednorazowo wyda 10 tysięcy, a co innego, gdy koszty rozłożą się na 13 miesięcy. Gdybym miał wydać taką kupę pieniędzy na raz, na pewno domek nie byłby taki duży – zastrzega.

Za namową żony wrzucił zdjęcia domku do sieci, a internauci lawinowo zasypali go pochwałami. – Kompletnie nie spodziewałem się takiej reakcji. Chciałem w ten sposób ułatwić zadanie innym, bo ja sam szukałem w necie pomysłów na taki domek i ich nie znalazłem. Nie chcę, żeby ktoś pomyślał przy tym, że ten domek jest odzwierciedleniem naszego życia. Nie mamy w domu drogich zabawek czy telewizora w każdym pokoju, a 10 tysięcy złotych to dla mnie kupa forsy. Kiedyś po prostu remontując starego komarka spełniłem swoje marzenie z dzieciństwa i uznałem, że jeśli będę miał szansę spełnić marzenie swojego dziecka, zrobię to. A domek ma też walor wychowawczy. Będę obserwował jak Madzia się nim zajmuje, czy o niego dba i nie rozwala rzeczy. Ma już postawione warunki użytkowania – zapewnia Bartek.

Właścicielka hacjendy widziała cały proces jej tworzenia, więc zdążyła się z nią oswoić. Finał był taki:- Jak skończyłem kuchnię w środku, to mówię „Chodź Madziu, wszystko gotowe, zobacz”. Weszła i słyszę jak krzyczy: „Tata! Tata, chodź szybko!”. Więc ja lecę z kamerą włączoną, żeby nagrać jej reakcję i czekam na „Tata, jaki Ty jesteś cudowny!”. Wchodzę, a Madzia wygląda przez okienko i mówi z zachwytem „Patrz tata. Motylek usiadł na róży”

 

Komentarze

  1. Adwave 7 sierpnia 2017 o 22:09

    SUPER!

  2. Małgosia K. 8 sierpnia 2017 o 09:13

    Fantastyczna historia, super domek, gratulacje dla utalentowanego taty! Biorąc jednak pod uwagę znany fakt, że kobieta zazwyczaj szuka na męża faceta podobnego do jej ojca, to w przypadku Madzi przyszli konkurenci mają poprzeczkę bardzo wysoko ustawioną :)))

  3. Kasia 17 sierpnia 2017 o 16:02

    Przepiękny ten domek! Wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe, a wspomnienia bezcenne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Lub komentuj na Facebooku


  • RSS