Urządziła dom za mniej niż 10 tysięcy złotych

Kategorie:
30
Sierpień 2017

Gdyby istniał konkurs na „MacGyvera wnętrz”, to Renata na pewno by w nim zwyciężyła. Hołduje bowiem zasadzie „coś z niczego” i w tym duchu urządziła też swój dom. Dzięki temu wyposażenie 130-metrowego wnętrza kosztowało ją mniej niż 10 tysięcy złotych. Zbieracie szczęki z podłogi? To popatrzcie jeszcze na zdjęcia.
– Zastanawiałam się kiedyś jak wyglądałby mój dom, gdybym miała kasę i doszłam do wniosku, że prezentowałby się podobnie. Może tylko zamiast używanego ikeowskiego fotela stałby tu Le Corbesier – śmieje się nasza bohaterka.
Stawiamy jednak na to, że w jej domu odnaleźliby się nawet wnętrzarscy burżuje, choć, faktycznie, foteli za kilka tysięcy złotych tu brak. Ba! Nie za wiele tu nawet nowych mebli, choćby z meblowych sieciówek. – Nowe, to znaczy kupione w sklepie są dwie kanapy stojące w salonie, ale nowe to one były jakieś 15 lat temu ☺ Poza tym nowe są cztery łóżka kupione dzieciom na allegro i…i to chyba tyle – kończy krótką listę Renata. Jak na lokalną patriotkę przystało rzeczy do domu kupuje w sklepach z drugiej ręki wyłącznie w liczącym niewiele ponad 4 tysiące mieszkańców Kadzidle. – Jak jadę do miasta, do Ostrołęki, to dziwnym trafem nic tam dla siebie nie mogę znaleźć – przyznaje Renata.

Śpij w kącie, nie znajdą cię

Pięć lat temu razem z mężem Krzysztofem rozpoczęli budowę wymarzonego domu. Na parterze miał mieścić się warsztat samochodowy gospodarza, na górze – mieszkanie dla 6-osobowej rodziny. Lampę do salonu Renata kupiła jeszcze zanim znaleźli wymarzony projekt. Pani domu wiedziała też, jak ich przyszłe gniazdko będzie sie prezentować. Budowa, rozpoczęta w 2012 roku, poszła bardzo sprawnie – dom stanął w rok. – Jak buduje się dom na kredyt, to trzeba się sprężać, bo spłata rat przy jednoczesnym wynajmowaniu mieszkania dużo kosztuje. Poza tym my mieliśmy szczęście do ludzi i trafiliśmy na sprawnych fachowców – opowiada Renata.
Zmęczona ciasnotą wynajmowanych mieszkań zdecydowała, że w nowym domu wygospodarują maksymalną przestrzeń. I postawili na niecodzienne rozwiązanie – kuchnia jest otwarta na salon…połączony z sypialnią gospodarzy. Żadnych ścianek działowych w tym miejscu: ot w rogu salonu stoi sobie spowite w biel łóżko gospodarzy i świetnie wpisuje się w całą stylistykę mieszkania.

– Czy nie brakuje nam kącika tylko dla siebie? Nie, bo od kiedy dzieci podrosły i mają swoje pokoje, to trudno ich stamtąd wyciągnąć. Teściowa to najlepiej skomentowała: „No Renatka, dzieci już macie, to po co wam sypialnia?” – śmieje się Renata.
W salonie dominują neutralne barwy, bo z kolorami jakoś Renacie nie po drodze. Pokoje dzieci zdobią za to zdecydowane barwy: u chłopców dobrze się ma granatowa ściana przecięta zielonym pasem, u dziewcząt – szaro-różowy zygzak.

Renata malowała go własnoręcznie przez, jak skrupulatnie wyliczyła 72 godziny. – Odkryłam wtedy u siebie mięśnie, o których wcześniej nie miałam pojęcia – żartuje. Kiedy zaś przy przeprowadzce razem z mężem kładła deski sosnowe na niektóre ściany w mieszkaniu, miała obawy, że podobają się tylko im. Zupełnie niepotrzebnie.

Co ciekawe, piękna jasna podłoga, która potęguje wrażenie przestrzeni w mieszkaniu, to…linoleum. Olbrysiowie zdecydowali się na takie rozwiązanie trochę przez przypadek, a trochę z konieczności. – Mieszkanie, które wynajmowaliśmy zostało sprzedane i nowym właścicielom zaczęło się spieszyć z przeprowadzką, choć wcześniej deklarowali, że poczekają. Mieliśmy wtedy tydzień na dokończenie prac remontowych, a linoleum to było najtańsze i najszybsze wyjście. Kupiliśmy je w Komforcie. 130-metrowa podłoga kosztowała nas w sumie 4 tysiące złotych – opowiada Renata.
Nie zbankrutowali także kupując piękną rozbiórkową cegłę, którą wyłożyli wielką ścianę w korytarzu.

– Mąż poszedł do sąsiada, który handlował węglem i patrzy – karteczka „Sprzedam cegłę”. Zapłaciliśmy za nią około 400 złotych. Wystarczyło na wybudowanie 9 – metrowej ściany, a z resztek cegły ułożyliśmy podłogę pod tarasem – mówi Renata. – Taka ściana stanowi ogromny ciężar, ale uwzględniliśmy to budując dom i w stropie daliśmy dodatkowe zbrojenia – zdradza. Wszystkie wewnętrzne drzwi Olbrasiowie odkupili zaś od znajomych, po „stówce” za sztukę.

Nowe życia starych rzeczy

Takie samo ekonomiczne podejście Renata ma do wystroju swojego mieszkania. Choćby kuchnię weźmy na tapetę. I to dosłownie, bo owa tapeta zastępuje tu płytki nad szafkami. Panią domu często bowiem targa żądza zmian i tu cytat „zbankrutowałabym, gdybym miała skuwać płytki za każdym razem jak tych zmian mi się zachcne”. Koniec cytatu. Szafki kuchenne mają 15 lat i w ramach liftingu ich właściciele potraktowali je szarą farbą.

 

Wielki stół to dzieło gospodarzy: do wielkiej, grubej dechy przymocowali po prostu nogi znalezione na złomie. Każde ze stojących przy stole sześciu krzeseł też ma swoje lata, a to różowe, charakterystyczne, ktoś kiedyś wyrzucił. Pierwotnie było w kolorze naturalnego drewna, ale Renata przemalowała je na różowo i przez chwilę stało w pokoiku córek.

 

Fotel i wielką szafę, odnowioną niedawno na biało, Renata dostała od swoich rodziców. Stary kufer, który w salonie udaje stolik kawowy, to pamiątka jeszcze po pradziadku naszej bohaterki. Urocza witrynka, eksponująca naczynia jeszcze niedawno stała zaś w kadzidlanym ośrodku zdrowia i była szafką na leki ☺


Nowe zastosowanie dostała też na przykład szafa przytargana z warsztatu Krzysztofa – stoi teraz w pokoju chłoców i mieszkają w niej ubrania. – Staram się po prostu wykorzystywać to, co mam – uśmiecha się Renata. A że piętro niżej miała akurat lakier samochodowy i zdolnego lakiernika chętnego do działania, to żal było nie skorzystać z takiego pakietu ☺ Czarnym lakierem samochodowym pomalowano zwykłą emaliowaną wannę w głównej łazience.

Pod zlewem pomysłowa właścicielka przymocowała czarną zasłonę i tym sposobem oszczędziła na szafce podumywalkowej.

W obu łazienkach królują też…tapety. – Tak wiem, niektórzy mogą się stukać w głowę, że przy wannie położyłam tapetę, ale naprawdę nic się z nią nie dzieje – przekonuje Renata. W drugiej łazience, płytkami wyłożone są tylko ściany pod prysznicem, bo tapeta już by się tam raczej nie sprawdziła ☺


– Urządzenie każdej z dwóch łazienek, już razem z sanitariatami, nie kosztowało nas więcej niż 2 tysiące złotych. Jeśli zaś chodzi o kwotę, za którą wyposażyliśmy meblami cały dom, to za Chiny Ludowe nie przekroczyliśmy 10 tysięcy złotych – zapewnia Renata.

My little white home

Dodatki, które tworzą wnętrze, a które tak lubi Renata i ma ich sporo, to dowód na jej pomysłowość, zmysł praktyczny i wyczucie smaku. Nie brakuje tu makram i łapaczy snów, które zdolna pani domu sama robi. Podobnie zresztą jak drewniane domki, które rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. (zobaczcie sami dlaczego: https://www.facebook.com/handmadebywhitehouse/ )

Sporo jest także poduszek – materiały na poszewki Renata znajduje w lumpeksie i oddaje w ręce zaufanej krawcowej.

Podobnie jest z zasłonami.
Szczyt swojej pomysłowości nasza bohaterka osiągnęła jednak malując na tarasie…dywan w czarnobiałe pasy. Wystarczyła jej do tego farba do betonu Nobiles i efekt jest kapitalny. Przyznajcie sami zresztą, że nie tylko na tarasie 🙂

 

Komentarze:

  • Jestem inżynierem Architektem, oraz specjalistą Architektem Wnętrz, mimo iż stosuje bardzo odmienne rozwiązania w swoim zawodzie to jestem ogromną fanką pomysłowości i wyczucia smaku Pani Renaty, zakupiłam nawet kilka ozdób do biura i do mieszkania wykonanych przez Panią Rentę.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszych sukcesów 😀

    LAURA DESIGN Biuro projektowe 31 sierpnia 2017 o 10:58 Odpowiedz
  • Coś pięknego.. czasami mam wrażenie, że niektórzy do zrobienia czegoś z niczego, nie potrzebują tak na prawdę ogromnych pieniędzy ale przede wszystkim dobrego pomysłu.

    Karol Romanowski 22 września 2017 o 18:41 Odpowiedz
  • cos pieknego! Co to jest ten fioletowy ala Dach na balkonie – jak przymocowane??

    Natalia 25 października 2017 o 19:12 Odpowiedz
  • Ciekawe jak ta prowizorka będzie wyglądał a za rok , dwa, trzy…

    Bzowe_ucho 25 listopada 2017 o 16:18 Odpowiedz
    • Ta prowizorka ma się dobrze już od 4 lat 🙂

      Julia 26 listopada 2017 o 11:22 Odpowiedz