Meble wykonane z oryginalnych części samochodowych
1 sierpnia 2017 przez Julia
Szczerze dziwimy się, że u panów z firmy REALISTICstyle Tom Hanks nie złożył jeszcze zamówienia na perfekcyjnie wykonane meble z Fiata 126p. Pewnie to kwestia czasu. A tymczasem spece od motomebli tworzą kolejne cudeńka, obok których trudno przejść obojętnie.
Wszystko zaczęło się od „maluszka”, choć projekt do maleńkich nie należał. Stworzenie mebli na bazie oryginalnych części z Fiata 126p chodziło Radkowi po głowie od dawna. Nikogo kto Radka zna specjalnie to nie zdziwiło, bo to prawdziwy motomaniak i mamy podejrzenia, że w jego żyłach płynie odrobina benzyny. - Nie kręcą mnie jednak nowe auta naszpikowane gadżetami i elektroniką, które w zasadzie same za ciebie jadą. Stare, klasyczne auta mają prawdziwą duszę - mówi Radek Stec, który prywatnie jeździ 30-letnim Porsche. Prawdziwy sentyment ma jednak do naszego rodzimego maluszka, którym kiedyś jeździł z rodzicami na wycieczki i zdobywał pierwsze szlify za kierownicą. - Miałem kilka lat temu Fiata 126 p z pierwszej serii tego modelu, z 1976 roku. Wpadł mi do głowy pomysł na zbudowanie kanapy. I choć po jakimś czasie auto sprzedałem, to planu kanapowego nie zarzuciłem - mówi Radek, mieszkaniec Kwidzyna.
Meble godne Kubicy
Stec, wspólnie z przyjacielem (takim samym motofreakiem jak on) zadziałali jednak z większym rozmachem i na kanapie się nie skończyło. Postanowili zbudować całą serię mebli na wzór Fiata. Tak powstała dwuosobowa sofa z ukrytym barkiem, fotel i stolik. Każde z siedzeń miało też wbudowaną dużą baterię, dzięki której świeciły reflektory oraz schowek ukryty pod wlotem paliwa. Ok przyznajemy, nie są to może meble, które postawiłaby sobie w salonie Dorota Szelągowska, ale u Roberta Kubicy prezentowałyby się zacnie.
Wszystkich, którzy wzorem Toma Hanksa kochają „maluchy” miłością absolutną od razu uspokajamy: żaden Fiacik nie został na meble pocięty. Radek ze wspólnikiem wykorzystali nowe, oryginalne części blacharskie, znalezione po długich poszukiwaniach na portalach aukcyjnych. Żeby w ogóle skompletować wszystkie trudno już dostępne na rynku części potrzebne do budowy mebli musieli wykorzystać własne tajemne źródła.
Meble powstawały 4 miesiące. - To długo, ale nie mieliśmy w zasadzie ani doświadczenia, ani wykształcenia, które by nam ułatwiło trochę zadanie. Nie umieliśmy ani spawać, ani tapicerować, a zależało nam na wysokiej jakości mebli. Wszystkiego uczyliśmy się więc od podstaw - opowiada Radek. Nader pojętni z nich uczniowie, bo wszystko zrobili sami, począwszy od konstrukcji po tapicerowanie na poziomie, którego nie powstydziłby się zawodowy tapicer. - Tylko lakierowanie zleciliśmy zewnętrznej firmie, bo to rzecz, która najbardziej rzuca się w oczy i wymaga specjalnej technologii wykonania, aby było fachowo - tłumaczy Radek.
Gotowe meble zachwycały nawet tych, którym cztery kółka są tak obojętne jak nam przyszłoroczny Mundial. Panowie udzielali wywiadów telewizji i różnym periodykom, wszyscy klepali po plecach i rozpływali się w pochwałach. Ale kupić mebli nikt nie chciał.
Do „ogórka” na lody
Zestaw tapicerowany prawdziwą skórą kosztował bowiem 17 tysięcy złotych. - To dużo, bo koszt produkcji takich mebli jest wysoki, ale znowu nie jest to kwota dużo wyższa od tej, która życzą sobie niektóre sklepy za meble z prawdziwej skóry - mówi Radek.
Nietuzinkowy zestaw znalazł jednak w końcu swojego właściciela tuż po tym, jak producenci wystawili go na pewnym portalu aukcyjnym. Kupił go klient z Francji. - Nie wiemy niestety z jakim przeznaczeniem, bo bariera językowa nie pozwoliła na kontakt. On nie znał ani słowa angielskiego, my - francuskiego - mówi Radek.
Znalezienie kupca na meble było dla nich zielonym światłem. Bo meble z malucha były biznesowym eksperymentem. Radek chciał w ten sposób zbadać rynek i przekonać się, czy znajdzie na swoje produkty odbiorców. Zaczęli zgłaszać się głównie klienci z zagranicy, tak samo pozytywnie zakręceni na punkcie motoryzacji jak panowie z REALISTICstyle. Przyszły nowe zamówienia, a nabywcy docenili, że twórcy do produkcji mebli nie używają lamintów, tylko oryginalnych części aut.
Kolejnym niesztampowym zamówieniem na ich koncie była lada do sezonowej lodziarni, wykonanana z kultowego busa „Ogórka”. - Taki nietypowy „szyld” przyciąga klientów jak magnes, mimo że w sąsiedztwie konkurencji nie brakuje. Wiemy już, że właścicielka tej lodziarni złoży u nas zamówienie ponownie, bo planuje otworzyć lodziarnię całoroczną - cieszy się Radosław.
Furorę robi też pikowana sofa wbudowana w tył Mercedesa W140, w różnych wersjach kolorystycznych. Prawdziwa gratka dla koneserów nie tylko mercedesów, którzy lubią takie odjechane (dosłownie) gadżety. Cena? Około 6 tysięcy złotych. - Jeden z naszych klientów zamówił na przykład tę sofę na 40-ste urodziny dla przyjaciela, pasjonata motoryzacji - zdradza Radek.



Zostaw komentarz jako pierwszy
Lub komentuj na Facebooku