Mossa Terra, czyli jak zamknąć pory roku w szkle.

Kategorie:
16
Czerwiec 2017

Jeśli powiemy, że Daria zarabia na słoikach, nie przesadzimy ani krztyny. Nazwać jednak efekty jej pracy „słoikami” to tak jakby nazwać obrazy Leonarda da Vinci bohomazami. Karygodne. Bo Daria w tych „słoikach” potrafi zamknąć ogród, las i pory roku. Cuda, panie, cuda!

Mamy też wrażenie, że Daria także świetnie by się odnalazła w epoce genialnego malarza. Serio. Biorąc pod uwagę ilość jej talentów i zainteresowań miano człowieka – orkiestry należy się jej jak mało komu. Bo to niedoszły naukowiec, grafik-artysta, podróżniczka, która w tak zwanym międzyczasie tworzy oszałamiające mossaria i posługuje się tak piękną polszczyzną, że profesor Miodek mógłby ją adoptować. Ufff, spróbujcie to wymienić na jednym wdechu

Ale po kolei…
W zasadzie wszystko zaczęło się od tego, że Daria nie mogła znaleźć pracy w zawodzie biotechnologa, choć uczelnia proponowała jej cieplutką posadę. Nie przyjęła jej z lojalności do dwojga, równie zdolnych, przyjaciół (tak, tacy ludzie jeszcze nie wyginęli).
Przypadek sprawił, że została …grafikiem komputerowym specjalizującym się w grafice do gier komputerowych.
Początkowo mossaria miały być dla niej tylko odskocznią od godzin spędzonych przed monitorem komputera. Zaczątkiem romansu ze „słoikami” była podróż do Japonii. – Wiedziałam, że to będzie dla nas duży szok kulturowy, ale zupełnie nie spodziewałam się tam takiego umiłowania do przyrody. Japończycy bardzo szanują każdy skrawek zieleni i potrafią zamknąć ją w konkretną formę. Urzekło mnie to – mówi Daria.
Po powrocie stwierdziła, że nasze rodzime krajobrazy nie są gorsze i można je twórczo wykorzystać. Było to 2 lata temu. – Wtedy to było jeszcze bardzo niszowe zajęcie. W zasadzie to do dziś nowinka, tyle że już trochę oswojona – ocenia Daria.
Pierwsze ekosystemy zaczęła zakładać dla siebie. Eksperymentowała, z różnym skutkiem, bo a to roślinki wyzdychały, a to mech zaczął żółknąć lub pleśń wchodziła w ziemię. – Okazało się, że pozornie nieistotne niuanse są bardzo ważne. Odkryłam na przykład, że mech żółknie, bo stosuję do niego złą ziemię. Wystarczyło tylko zakwasić mu podłoże i już było ok. Za płytki drenaż z kolei sprawiał, że w ziemię wchodziła pleśń, a za gruby, że roślinki usychały, bo miały za daleko do wody. Wszystko wypracowałam metodą prób i błędów – ocenia Daria.
Te „słoiki”, które wyhodowała z sukcesem, rozchodziły się jednak jak świeże bułeczki wśród znajomych i znajomych znajomych. Pewnego dnia zachwyciła się nimi narzeczona szefa Darii i zaczęła ją przekonywać, by zajęła się tworzeniem mossariów na poważnie. – Co innego słyszeć pochwały od rodziny, a co innego od zupełnie nieznajomej osoby – mówi Daria.

Bizneswoman zamknięta w piwnicy
Rok temu zaczęła kierować swoje hobby na tor biznesowy. Nie miała jednak milionów monet, które pomogłyby rozwinąć skrzydła, więc postarała się o dotacje z urzędu pracy. Kupiła dzięki temu grow box – specjalną komorę, w której może regulować światło czy wilgotność i hodować roślinki także w zimie. Kupiła też odpowiedniej wielkości słoje z huty szkła – bo słoiki na mossaria muszą być na tyle duże, by sadzić w nich drzewka.
W przypadku mchu sprawa była bardziej skomplikowana. Bo musicie wiedzieć, że mossarium bez mchu w środku jest jak pizzeria bez pizzy – trochę bez sensu. – Mech utrzymuje w środku wilgoć, rośliny produkują tlen, uschłe listki stają się nawozem i każde mossarium jest samowystarczalnym ekosystemem. W leśnych słojach zachodzą też takie same procesy jak w naturze za oknem: drzewka na wiosnę puszczają listki, a jesienią je gubią. Cudownie to obserwować – zapewnia Daria.
Ale my tu przecież o mchu. Upierdliwym mchu jak się okazuje. –Jeszcze zanim zaczęłam robić mossaria na większą skalę ubiegałam się o pozwolenie na odstąpienie od ochrony częściowej w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Dostałam swoje miejsce w lesie, skąd mogę czerpać mech w określonej ilości. Oczywiście z każdej kępki muszę się skrupulatnie rozliczyć i udokumentować. Z jednej strony to strasznie męczące, ale z drugiej strony dzięki temu mam spokój ducha – wzrusza ramionami Daria. Żeby sobie trochę ułatwić życie założyła z czasem własne kolonie mchu, które sobie powolutku rosną. Z tego też powodu najwięcej czasu Daria przebywa w…piwnicy swojego domu. Tu ma swoją pracownię, bo delikatne roślinki w chłodnej temperaturze lepiej się czują.

Nie idź do lasu – popatrz się w słoik
Założenie mossarium to nie jest w kij dmuchać. Nie wystarczy wrzucić trochę mchu, paru szyszek, świerkowej gałązki i kilku mrówek do słoika, by cieszyć się własnym lasem w szkle (bo będziemy się nim cieszyć tylko dopóki wszystko nie padnie). Wyhodowanie profesjonalnego mossarium, które będzie sobie trwało w najlepsze zajmuje Darii około 10 dni. To jest absolutne minimum.- Dopiero po takim czasie ekosystem się stabilizuje, możemy się przekonać czy rośliny są zdrowe i czy przyjęły się w swoim nowym, szklanym lokum – wyjaśnia Daria. Część sadzonek, które wykorzystuje, ma na swoim podwórku, ale zaopatruje się także w hurtowniach ogrodniczych. Doszła już do takiej wprawy, że na węch potrafi wyczuć, czy we fragmencie leśnego drewienka jest na przykład grzybnia. Nos ma więc niczym pies świętego Huberta
Maj był dla niej bardzo pracowity: sprzedała prawie 50 mossariów. Ilość może nie robi wrażenia, ale w praktyce oznaczało to kilkanaście zarwanych nocy i codzienne wczesne pobudki, aby każdy z zamawiających miał swój mikroświat na czas. A jakie jej klienci mają upodobania? – Bardzo różne: jedni wybierają mossaria tropikalne, z kwiatami w środku, inni pustynne lub leśne. Ciągle jeszcze trochę mnie zdumiewa, że ludzie tak bardzo chcą mieć las w domu, osobiście mam to szczęście, że mogę po prostu pójść na spacer do ‚zwykłego’ lasu, który mam tuż za domem. Osoby z dużych miast rzadko mają taki luksus – jednak wciąż odczuwają potrzebę łączności z przyrodą. Leśne mossarium jest dla nich takim substytutem. Znak naszych czasów – tyle poświęcamy na siedzenie w domu, w pracy czy przed komputerem, że brakuje nam takiej sylwoterapii (przyp. red. Leczenia przez spacery w lesie) – mówi Daria. Każdą kompozycję traktuje personalnie. Aktualnie eksperymentuje nawet z mossariami z mchem wodnym. – Takie mossarium będzie mogło stać w pełnym słońcu i nic mu się nie stanie. Tu realizuję się trochę jako naukowiec – żartuje szczecinianka.

Dżdżownica nie na sprzedaż
Daria ma w swoich zbiorach dwa słoiki, z których jest szczególnie dumna i nie sprzeda ich nigdy. Chyba że za milion dolarów. – Jedno mossarium jest z buczyną wewnątrz. To taki mój pierwszy, prywatny kawałek lasu. Drugi jest zamieszkały przez dżdżownice. Fajnie jest obserwować, jak sobie ryją tunele w środku, choć pewnie nie każdemu by to przypadło do gustu – śmieje się Daria.
Gdyby komuś zachciało się takiego mossarium w wersji DIY, to właścicielka Mossy Terry ma kilka porad na dobry początek. – Trzeba pamiętać, żeby nie nasadzać roślinek za blisko ścianek, bo ścianki parują i nadmiar wilgoci zaszkodzi liściom. Nie wolno też stawiać mossarium na nasłonecznionym parapecie, ciepło spowoduje, że roślinki się zaparzą. Troszkę też trwa zanim sadzonki puszczą korzenie i podzielą się miejscem z sąsiadami. Na początku mossarium potrzebuje troszkę naszej uwagi i dopieszczenia, ale najważniejsze to się nie zniechęcać. W razie czego zawsze można nas zapytać. Nasza wiedza nie jest supertajna – zachęca.
Pewnie zastanawiacie się teraz, co oznacza Mossa Terra. Otóż…zupełnie nic. Taka nazwa zagrała po prostu w głowie Darii, choć rodzina usilnie namawiała ją, by nazwała firmę „Darex” lub „Glebex”. Co by bardziej swojsko było – Trochę się krygowałam na początku, bo nazwa, choć dźwięczna, brzmi bardziej jak dziecięca rymowanka niż miano statecznej marki. Ale uznałam w końcu, że żadna tam ze mnie poważna bizneswoman. Ostatecznie wstaję rano, ubieram się na brudno i idę do lasu grzebać w ziemi. A potem robię „słoiki”. Nie potrzebuję złotych liter na wizytówce – śmieje się Daria.

Komentarze:

  • Ale cudne!! 🙂

    J. 17 czerwca 2017 o 09:48 Odpowiedz
  • Piękne są te słoje! Muszę przyznać, że ma kobieta niesamowity talent i wspaniale że udało jej się wywalczyć swoje miejsce na mapie małych biznesów.

    Amelia 19 czerwca 2017 o 15:06 Odpowiedz
  • Bardzo piękne. Pytanie czy są bardzo drogie 😀 bo bardzo bym chciała i nie wiem czy już mogę o nich myśleć czy będę tylko oglądać na fb😀 bardzo proszę o cenę takiego najtańszego. Proszę

    Dubaj 5 lipca 2017 o 23:20 Odpowiedz
    • Najmniejsze kosztują około 50zł 🙂 średniaki do 200zł a największe około 300-400zł

      daria 6 lipca 2017 o 10:06 Odpowiedz
  • Witam, w jakiej cenie jest drewno z lasem w wazonie? Czy jest możliwość wysyłki? I jakie wymiary ma te drewno

    Monika 16 sierpnia 2017 o 12:34 Odpowiedz