Mieszkanie w wieżowcu i błędy przy remoncie

Kategorie:
27
Czerwiec 2017

Co zrobić, gdy po długim i męczącym remoncie nasze wychuchane gniazdko, które prezentuje się jak z okładki magazynu wnętrzarskiego okazuje się kompletnie niepraktyczne? Nie do życia po prostu. Odpowiedź na to pytanie zna już Katarzyna. Sprawdźcie, na co zamieniła hipermodną ceglaną ścianę, meble na wysoki połysk i kanapę z prawdziwej skóry.

Historia Katarzyny – posiadaczki własnego M2 zaczęła pisać się w maju 2013 roku. Troche przekornie, „winne” całemu zamieszaniu okazało się zamążpójście jej siostry. – Siostra z mężem „zagarnęli” całe piętro w moim domu rodzinnym, które do tej pory zajmowałyśmy we dwie – wyjaśnia Katarzyna. Uspokoimy was od razu, że Olga nie skończyła pod mostem, bo jej rodzinny dom w Krakowie liczy sobie pokaźne 290 mkw – przeniosła się po prostu do pokoju w części domu rodziców.

Nie pomieszkała tam jednak długo, bo rodzice zaproponowali jej kupno własnego mieszkanka. Zwłaszcza że miała trafić się im „okazja”. – Znajomy rodziców chciał sprzedać swoje mieszkanie, które zajmowała jego córka w trakcie studiów. Jak stwierdził, mieszkanie po kapitalnym remoncie, nic tylko się wprowadzać i szczęśliwie mieszkać – opowiada Katarzyna. W rzeczywistości lokal okazał się być kliteczką, w której można nabawić się klaustrofobii, wyremontowanym za przysłowiowe 5 zł.

Ściana nośna – mission (im)possible

Katarzyna zaczęła więc szukać mieszkania na własną rękę. – Kilka dni później miałam gotową listę mieszkań, które warto zobaczyć. Obejrzałam je najpierw sama, a później pokazałam rodzicom trzy mieszkania, które interesują mnie najbardziej. Zdecydowałam się ostatecznie na mieszkanie, w bloku z końca lat 80, które było praktycznie całkowicie przygotowane do remontu. Skute ściany, podłogi przygotowane pod wylewki, bez gruzu, bez trudu – pomyślała wtedy. Na finalizację umowy z byłymi właścielami mieszkania musiała jednak poczekać 3 miesiące – młode małżeństwo było bowiem w trakcie rozwodu. – Mieszkanie kupowałam za gotówkę. W czerwcu u notariusza podpisałam umowę przedwstępną, w której zawarłam możliwość wejścia do mieszkania i wykonywania już przeze mnie prac remontowych. Dostałam wszelkie pełnomocnictwa, żeby móc działać – wspomina Katarzyna.

Remont został wykonany na podstawie projektu architekta wnętrz. Oprócz standardowych prac, typu wymiana instalacji elektrycznej, wymiana wszystkich doprowadzeń i odprowadzeń wody, gładzie na ścianach, cegła na dwóch ścianach, kafelki, płytki, panele, objął usunięcie części ściany nośnej, która znajduje się pomiędzy kuchnią a dużym pokojem. – Różni doradcy mówili mi, że w 10-piętrowym wieżowcu to niemożliwe, ale ja nie znam słowa niemożliwe. Aby wykonać moją misję „niemożliwe staje się możliwe”, skontaktowałam się Powiatowym Inspektorem Nadzoru Budowlanego i zapytałam, czy słyszeli w ogóle, żeby ktoś coś takiego zrobił. Nie słyszeli – opowiada Katarzyna.

Na całe szczęście trafiła na panią inżynier, która teoretycznie wiedziała jak to zrobić, zaplanować i zaprojektować. Po skompletowaniu dokumentacji, wykonaniu obliczeń, kalkulacji, tysiąca rysunków, setek telefonów, Katarzyna uzyskała zgodę, by powstało drugie przejście w ścianie nośnej. Misja została zakończona sukcesem.

Zatoczyło się koło

Remont trwał od czerwca do września. Dokładnie 11 września 2013 roku Katarzyna wprowadziła się do swojego pierwszego własnego mieszkania. Wnętrze było zachwycające jak z wizualizacji architekta. – W sypialnia stało cudowne łoże z prawdziwej skóry, z wezgłowiem sięgającym prawie do sufitu. Salon zdobiła cudowna, wygodna kanapa również ze skóry, którą zachwycali się wszyscy znajomi, a całości dopełniały cudowne biało-czarne meble na wysoki połysk – opisuje Katarzyna.

Szybko okazało się jednak, że w parze z pięknem wcale nie idzie funkcjonalność. – Kuchnia była maleńka jak z pokoju hotelowego, maleńka lodówka, brakowało zmywarki, ale za to był pięknie wiszący w powietrzu piekarnik. Towarzysz moich wieczorów, kot Sheldon zniszczył cudowną skórzaną kanapę w rok wbijając w nią swoje ostre pazurki, a komoda pod jego ciężarem zaczęła się chybotać – wymienia Katarzyna.

Dzisiaj mieszkanie jest już po kolejnym remoncie, podczas którego zostały wymienione wszystkie problematyczne meble.
W sypialni zostało wymienione łóżko na drewniane i malowane na czarno. Wymieniona została też komoda – na ciężką ponad 50-kilogramową komodę z drewna, malowaną na biało, tak samo jak stolik nocny. W salonie została wymieniona ta cudowna rogowa skórzana kanapa, na fotel i kanapę z materiału. – Miałam niezły ubaw wybierając kanapę, tłumacząc, jaki materiał by mnie interesował. Okazało się, że istnieje materiał, który jest odporny nawet na tarcie pumeksem i nie jest to jakaś historia z kosmosu, bo sprawdziłam to osobiście w sklepie – mówi Katarzyna.

Teraz wszystkich wielbicieli ceglanych ścian, prosimy o opuszczenie tego fragmentu, żeby uniknąć zawału serca. Bo Katarzyna skuła ceglaną ścianę. I położyła TAPETĘ z fakturą betonu. – Tak skułam cegłę ze ścian, bo łapała kurz. Pewnie ktoś się postuka w głowę, że wymieniłam cegłę na beton w postaci tapety, ale dzięki temu, za dwa lata znowu będę mogła to zmienić i nie będę płakać jak przy skuwaniu cegiełek. A tapeta strukturalna jest naprawdę realistyczna jeśli wybierze się odpowiedni wzór – tłumaczy Katarzyna. Ostatnim etapem drugiego remontu była kuchnia, która teraz jest cudowna, praktyczna i domowa 🙂

A Katrzyna? Już myśli o kolejnym remoncie – takim, który pozwoli wydzielić w mieszkaniu część do pracy. – Zastanawiam się jednak, czy jest w tym sens, bo w 2018 roku rozpoczyna się budowa kompleksu, w którym może chciałabym docelowo zamieszkać. Na razie jeszcze jest czasczas. Mieszkanie na dzień dzisiejszy traktuję też jako przyszłościową inwestycję – stwierdza.

Komentarze:

  • Cegłe trzeba było zaimpregnować po ułożeniu na ścianie – wtedy nie ma problemu z kurzem 😉

    Ewa 27 czerwca 2017 o 22:19 Odpowiedz
  • Tyle tekstu o ceglanej ściance i żadnego zdjęcia? Wiadomo może o jakim kompleksie (budowa w 2018 roku) myśli bohaterka tego tekstu? 😉

    Harry 28 czerwca 2017 o 10:06 Odpowiedz
  • Jak dla mnie to troche dziwne, robić tak często remonty. Szkoda czasu, pieniędzy i energii, no i dowodzi to nieprzemyslenia pewnych spraw. Mala kuchnia, brak miejsca do pracy – takie rzeczy rozwiazuje sie przy pierwszym remoncie, a nie trzecim…

    Tomek 29 czerwca 2017 o 13:54 Odpowiedz