Oaza pod chmurami

Kategorie:
16
Maj 2017

Jeśli marzy wam się wypoczynek z głową w chmurach, powinniście wpaść do Katowic. Na czwartym piętrze w starej kamienicy przy ulicy Plebiscytowej czeka na was apartament, o jakże wymownej nazwie: „Pod chmurami”. W dodatku niebiańsko urządzony przez piekielnie zdolną Martę Szafraniec, która w życiu twardo stąpa…po chmurach.

Chyba trudno o bardziej trafny opis kogoś, kto tak jak Marta łączy w sobie tyle sprzeczności – absolwentka wzornictwa przemysłowego na ASP, niedoszła matematyczka, z żyłką do biznesu. Prywatnie szczęśliwa mama 6-letniej Hani i Marysi.

Kiedy 12 lat temu Wojtek, jeszcze wtedy chłopak Marty, pokazał jej ciemne brudne poddasze i zdradził, że zastanawia się nad jego kupnem, Marta aż przyklasnęła w ręce.

Chociaż rodzina i znajomi w tym samym czasie pukali się w czoło i odradzali ten krok. Bo „się nie da”. – Było jasne, że remont to będzie ogromny nakład pracy i pieniędzy, ale ja nie lubię stwierdzenia „nie da się” – mówi Marta.

Okno jak lot w kosmos

Nim „Apartament pod Chmurami” stał się apartamentem na wynajem, przez kilka lat był domem dla czteroosobowej rodziny. Oczywiście już po tym, jak został doprowadzony do stanu używalności. Kiedy Marta ocenia remont z perspektywy czasu nie ma wątpliwości, że mniej zachodu kosztowałaby ich wtedy budowa domu od podstaw. Co więc tak urzekło ich w poddaszu, że zdecydowali się go kupić? – Od razu zobaczyłam w nim potencjał, zachwyciłam się prawie 200-metrową przestrzenią, wyobraziłam sobie, jak to wszystko może się prezentować, gdy wpuścimy tu dużo światła – wspomina Marta.

Trudno nam będzie wymienić w tym miejscu wszystkie trudności, fatalne doświadczenia z fachowcami i przykre niespodzianki, które spotkały ich przez pięć lat gruntownego remontu (tak, tak remont rozciągnął się do okresu PIĘCIU LAT!), bo powstanie epopeja. Wystarczy choćby wspomnieć, że problemy zaczęły się już na starcie: żadna ekipa remontowa nie chciała się podjąć prac przy zmianie konstrukcji dachu. Czemu? – Bo centrum miasta, bo ulica jednokierunkowa, bo nie da się podstawić zwyżki, bo to czwarte piętro, a windy nie ma, więc każdą metalową belkę trzeba wnieść na górę „z buta” – wylicza Marta. Na podobne problemy napotykali szukając na przykład ekipy, która zamontowałaby im wielkie jednolite okno tarasowe (tak, na poddaszu znalazło się też miejsce na taras ). – Wszyscy na początku deklarowali, że to absolutnie żaden problem. Potem przyjeżdżali do nas, łapali się za głowy widząc czwarte piętro bez windy i rezygnowali. Opowiedzieliśmy kiedyś o tym naszemu koledze, który działał w branży budowlanej i stwierdził: „To ludzie w kosmos latają, a wy macie problem z jakimś oknem?”. Dostaliśmy od niego namiary na firmę, która bez większych przeszkód zamontowała nam to okno, a hasło o locie w kosmos przyświecało nam potem przez całą budowę – śmieje się Marta. Bardzo zależało jej, by zachować starą więźbę dachową, co udało się uzyskać robiąc odwrócony dach. Umocniono przy tym stropy, belki konstrukcyjne i dobrze zaizolowano dach.

Przestrzeń do życia

Co ciekawe, Marta-artystka świetnie odnajduje się w technicznych kwestiach. – Wykończeniówka to był bardzo przyjemny etap, choć ja najbardziej lubię okres największej rozwałki: gdy trzeba zaplanować przestrzeń, burzyć i przesuwać ściany, wydzielić pokoje – śmieje się Marta. Gdy pierwszy raz zobaczyła poddasze stało się dla niej jasne jak słońce , że tu przestrzeń musi być otwarta: żadnych ścianek działowych i miliona mikropokoików, bo poddasze straci swój klimat. Wnętrze podzielono więc na strefy, które w naturalny sposób łączą się ze sobą i tak powstały: sypialnia, kuchnia, dwie łazienki (jedna oddzielona od strefy dziennej mleczną szybą, druga ukryta w ścianie obitej giętą blachą), garderoba, dwa pomieszczenia gospodarcze i dziecięce królestwo, czyli „domek w domu”.

Marta wymarzyła sobie, że w mieszkaniu będzie dominowała biel i skandynawskie klimaty, choć Wojtek kręcił trochę nosem na białą podłogę. Sam jednak stanął okoniem, gdy Marta chciała potraktować białą farbą także piękną, starą cegłę na ścianach. Tak tworzy się partnerskie kompromisy: Marta dostała białe podłogi, Wojtek – czerwoną cegłę

Poza tym wiele rzeczy starali się zrobić w mieszkaniu samodzielnie lub z pomocą bliskich. Marta sama obklejała lampę guzikami, na półpiętrze kamienicy malowała stare walizki i zrobiła przepiękną, podwieszaną do sufitu kołyskę dla dziecka. Uwierzycie, że jej konstrukcję stanowiły kijki do mioteł?

Poza tym nieoceniony wkład w rezultat końcowy miał tata Marty, który realizował najbardziej szalone zachcianki córki (jak na przykład obijanie ścian i drzwi perforowaną blachą).

Jeśli zdjęcia prezentujące mieszkanie za dnia rzucają was (tak jak nas) na kolana, to wyobraźcie sobie jak fantastycznie wygląda w świetle zachodzącego słońca. Zwłaszcza, że to światło ma którędy wpadać: Marta i Wojtek zamontowali ostatecznie na poddaszu, uwaga, 32 okna! To sporo mycia.
– Rzeczywiście, ale wynalazłam na to dobry patent: myłam okna, gdy padał deszcz. W chwili przerwy od deszczu odwracałam okna, ściągałam największy brud ściągaczką, i spowrotem je zamykałam. To był najlepszy sposób na umycie okien poddaszowych. Doszłam w tym do takiej wprawy, że w 40 minut potrafiłam umyć całą ścianę okien. Po jakimś czasie oddałam to w ręce profesjonalistów:) – śmieje się Marta.

Nie mamy wątpliwości: ASP nie skończyła przypadkiem. Wnętrze, które razem z Wojtkiem stworzyła jest tak piękne, spójne, a przy tym nieszablonowe, że klękajcie narody. Ten zmysł artystyczny został zresztą doceniony przez Foorni.pl, a poddasze znalazło się w gronie najlepszych projektów wnętrz w 2013 roku. Marta poszła też krok dalej i dla pewnego hostelu w Katowicach zaprojektowała jeden z pokoi. Jego wystrój był inspirowany jedną z autorskich kolekcji biżuterii Marty- http://saffa.pl/o-saffa

Pod niebem do wynajęcia

Nowi właściciele poddasza wprowadziliśmy się do niego już z sześciomiesięczną Hanią. Z czasem więc otwarta strefa, wydzielona dla dziecka, została zamieniona w „biały domek”, tak by mała miała własny pokoik. 3 lata później, perspektywa ponownego powiększenia rodziny kazała Marcie i Wojtkowi pomyśleć o nowym miejscu do życia. Czwarte piętro przy dwójce maluchów dawało się rodzicom we znaki. – Nasze mieszkanie było dla mnie prawdziwą oazą, uwielbiałam tu wracać, do tej ciszy z wielkomiejskiego zgiełku, ale nigdy nie zakładaliśmy, że będziemy w nim mieszkać całe życie – wyjaśnia Marta.

Zdecydowali się na sprzedaż poddasza i zakup domu. Szybko okazało się jednak, że wystawione na Airbnb poddasze cieszy się dużym zainteresowaniem na wynajem na doby, zwłaszcza wśród cudzodziemców. Od półtora roku w zasadzie niezmiennie są na niego rezerwacje, a dba o to profesjonalna firma. My się nie dziwimy, bo kto by nie chciał wypoczywać pod samiuśkim niebem

Marta i Wojtek koncentrują się na wykończeniu nowego gniazdka dla swojej rodziny. Chwilowo wynajmują mieszkanie blisko przedszkola dziewczynek. Też na poddaszu. – Ale za dwa miesiące powinniśmy się wprowadzić już do domu – cieszy się Marta. My też się bardzo cieszymy, bo jesteśmy dziwnie pewni, że będziemy mieć o czym pisać.

 

 

Komentarze:

  • Brawo Marta 🙂 Takie efekt zasługuje na oczekiwanie 🙂

    Olga Piskunova 16 maja 2017 o 10:48 Odpowiedz
  • Cudowne! Az chcialoby sie tam zamieszkac.

    Kasia 16 maja 2017 o 11:23 Odpowiedz
  • Mieszkanie wygląda ładnie. Martwi mnie tylko więźba dachowa. Wygląda jakby kwalifikowała się do wymiany. Mam nadzieję że ktoś to sprawdził i że jest ok.

    Tomasz 16 maja 2017 o 12:28 Odpowiedz
  • Niesamowity efekt!!! Brawo

    Karol Poznan 19 maja 2017 o 20:53 Odpowiedz
  • Witam, czy zostały pomalowane krokwie dachowe? Jestem też w trakcie przebudowy strychu i mym chciała uzyskać właśnie taki efekt

    Katarzyna 19 maja 2017 o 22:23 Odpowiedz
  • Czesc, poszukuje takiego odcienia paneli. Czy to czysta biel?

    anna 15 sierpnia 2017 o 22:49 Odpowiedz
  • Marta, szczęka mi opadła, mieszkałabym tam z ogromną przyjemnością i właśnie przywróciłaś mi chęć do znalezienia poddasza pod tak genialną adaptację!

    Natalia Gałuszka 16 października 2017 o 19:41 Odpowiedz
  • Piękne poddasze. miałam przyjemność pić tam kawę podczas warsztatów foto (a po warsztatach mężowi opowiedziałam najpierw o mieszkaniu, a potem dopiero o tym czego się nauczyłam :))

    basia 26 listopada 2017 o 11:48 Odpowiedz
    • Cały czas przekonujemy się jaki Świat jest mały 🙂 zazdrościmy kawy na poddaszu Pani Basiu. Czy warszaty fotograficzne były udane. Chętnie pogladamy zdjęcia które udało się Pani zrobić na poddaszu

      Julia 10 grudnia 2017 o 15:12 Odpowiedz
  • Moje niespełnione marzenie … Cudeńko!

    evamat 27 listopada 2017 o 23:03 Odpowiedz