Naprawdę nie trzeba się bać kolorów-wywiad z Aleksandrą Kulczycką

Kategorie:
25
Maj 2017

To, co Aleksandra wyprawia z meblami przechodzi ludzkie pojęcie. W kwestii ich odnawiania nie uznaje żadnych granic: sięga po geometryczne wzory, nietypowe barwy, szablony, a nawet tkaniny. Dzięki temu w zasadzie każdy stary mebel, który wpadnie w jej ręce staje się małym dziełem sztuki.
Myślicie, że przesadzamy z tym artyzmem? A widzieliście kiedyś komodę inspirowaną twórczością malarza Jacksona Pollocka? Albo szafeczkę nocną, której wzór i kolorystyka zaczerpnięta jest z amerykańskiego myśliwca F18? – Wszystko, co otacza mnie dookoła jest dla mnie inspiracją.

Ostatnio zainspirował mnie nawet wzór na mojej bluzce. Jestem trochę wariatką na tym punkcie – żartuje Aleksandra Kulczycka, katowiczanka z pochodzenia, mieszkanka norweskiego Trondheim z wyboru.

Pereły z odzysku
Nikt, kto ogląda efekty jej pracy nie uwierzy, że ostatnie 23 lata swojego życia spędziła na parkiecie tańcząc i szkoląc innych w tańcach latynoamerykańskich. Dopiero rok temu odwiesiła na kołek buty taneczne, by w pełni oddać się renowacji mebli. Zwłaszcza że zamówień ma co nie miara – tylko w zeszłym roku sprzedała ponad 200 egzemplarzy.
Zapędy do kombinowania z meblami miała od zawsze, których o dziwo, rodzice ich nie próbowali gasić. – Mój pokój był moim królestwem. Mogłam w nim zrobić absolutnie wszystko, co mi się zamarzyło – wspomina Aleksandra. Mając 12 lat zanotowała na swoim koncie pierwszą renowację meblościanki. Udaną, bo biała farba utrzymała się do dzisiaj. – Sprzedawca w sklepie zrobił okrągłe ze zdziwienia oczy, gdy usłyszał wtedy, że chcę farbę do malowania mebli. I stwierdził, że tego się raczej nie robi – śmieje się Aleksandra. Jest totalnym samoukiem. Uczyła się metodą prób i błędów, a wskazówek szukała m.in na Youtubie.
Poważna przygoda z przerabianiem mebli zaczęła się trochę niechcący. – Razem z moim chłopakiem kupiliśmy tu w Norwegii dom. Wypłukaliśmy się z pieniędzy okrutnie, a dom trzeba było jeszcze umeblować – opowiada. Na jeden dzień pożyczyli od przyjaciela przyczepkę i pojechali do „charity shop” – miejsca, w którym za grosze można kupić stare meble, a dochód z ich sprzedaży jest przeznaczony na cele charytatywne. – Załadowaliśmy wtedy całą przyczepkę przypadkowych mebli. Braliśmy co było, bo potem już nie mielibyśmy tego jak przewieźć – tłumaczy Aleksandra.
Na pierwszy ogień (czy też raczej szlifierkę ) wzięła sosnowy stół i 4 krzesła z lat 90. Za cały zestaw zapłacili około 350 zł. – Wyszlifowaliśmy blat stołu, nogi pomalowaliśmy na biało, a krzesła wytapicerowaliśmy. Fajnie wyszło – ocenia. To wtedy pierwszy raz pomyślała, że chyba ma do tego smykałkę.

Z upływem czasu wymieniali meble na nowe, a z poprzednimi nie było co zrobić. Ola wpadła na pomysł, by sprzedać je w internecie. Rozeszły się na pniu, a jej posypały się nowe zamówienia. – To niepozorne na początku zajęcie zaczęło przynosić realne dochody, więc stwierdziliśmy, że zainwestujemy w wystarczająco duży samochód, którym będziemy mogli wozić większe meble. I tak się wszystko zaczęło kręcić – cieszy się Aleksandra. Dziś nie kupuje mebli, ale znajduje je w centrum recyklingu lub w ogłoszeniach typu „oddam za darmo”

Brak planu to najlepszy plan

Pewnie uśmiechniecie się z niedowierzaniem pod nosem na wieść, że Ola mieszka w swoim warsztacie. Dosłownie.– Warsztat mam w salonie. Tu meble wykańczam, tylko pierwszy etap odnawiania, ten najbrudniejszy staram się przeprowadzać w piwnicy – przyznaje z uśmiechem. Dzięki temu, że ten „warsztat” ciągle ma na widoku, nieraz zdarza jej się w drodze po kanapkę do kuchni nałożyć jedną warstwę farby na komodę czekającą na wykończenie
Poza tym wszystko robi sama: szlifuje, naprawia, wierci dziury, szpachluje, przykręca nóżki. – Potem zaczyna się malowanie i tu bywa różnie, bo ja nigdy nie mam planu, jak dany mebel ma wyglądać. To jedna wielka improwizacja – zdradza Ola. Jej absolutny niezbędnik stanowi szlifierka ośrodkowa i opalarka, która rozprawi się z nawet najbardziej oporną farbą. – Usuwanie starej farby i wydobywanie szlachetnego drewna, to jedna z moich ulubionych rzeczy. Nie zawsze da się jednak zachować oryginalny stan mebla, bo jest zbyt zniszczony. Wtedy szablony przychodzą z pomocą – wyjaśnia Aleksandra, która ma także impnujący arsenał pędzli i pędzelków. – Pędzle to najważniejsza sprawa na świecie. To takie przedłużenie ręki, więc trzeba je sobie dobrze dopasować. Ja swoje kupuję tylko w jednym sklepie. To nie są bardzo drogie pędzle, ale są specyficzne i je lubię najbardziej. Innymi już nie umiem malować – mówi Aleksandra.

Pokoloruj biel

Noc jest dla niej najbardziej twórcza – wtedy wymyśla ostateczny wygląd mebla. – Jest bardzo bardzo niewiele prac, o których myślę, że zrobiłam świetnie, ale komoda pomalowana częściowo na czarno, a częściowo wykończona tkaniną jest jedną z moich ulubionych – zdradza. Za wyjątkowo wdzięczny materiał meble klasyczne, bo można je przerabiać na dowolne style, ale jej specjalnością są charakterystyczne meble z lat 60-tych i 70-tych, w Polsce znane jako meble z epoki PRL-u. Przyznaje też, że trochę już ją nudzi widząc na fejsbukowach grupach wnętrzarskich kolejne meble przemalowane na biało. – Rozumiem, że tak jest najprościej, ale naprawdę nie trzeba się bać kolorów. Dzięki nim tworzy się meble nieszablonowe – przekonuje. Sama raczej unika bieli – od początku roku tylko 2 meble potraktowała białą farbą.
Przez 3 lata działalności Aleksandra wyrobiła już sobie technikę pracy. Zmienił jej się przy tym nieco gust, ale i klientela. – Kiedy zaczynałam działać moje meble kupowali przypadkowi ludzie. Teraz zauważyłam, że coraz częściej są to odbiorcy z kręgu wnętrzarskiego, którzy dają moim meblom naprawdę piękne domy – chwali Aleksandra. Jej meble sprzedawane są także w jednym ze sklepów w Szewcji.
Dzisiaj nie wyobraża sobie już pracy na etacie, ale pytana o to, co dziś wpisałaby sobie w rubrykę „zawód” długo się zastanawia. – Mama nadzieję, że nie będę musiała wypełniać w najbliższym czasie takiej rubryki, bo to by oznaczało widmo pracy na etacie na horyzoncie, a tego się boję – przyznaje. Na szczęście etat jej nie „grozi”. Bezrobocie też nie. Zbyt wiele osób chce kupować jej meble.

Zapraszm do pooglądania więcej zdjęć mebli na profilu Aleksandry –https://www.facebook.com/Aleksandrasfurniture/?ref=br_rs

 

Komentarze:

  • Niezwykłe projekty. Gratuluję Pani wiele odwagi, aby dążyć do realizacji swoich marzeń.

    Amelia 25 maja 2017 o 14:06 Odpowiedz
  • Dokładnie to samo o kolorach powtarzam moim klientom! 🙂 A niestety stwierdzam, że jest w nas za mało odwagi wobec aranżacyjnych zmian.

    Marta Stawska 29 maja 2017 o 11:41 Odpowiedz
  • Piękne:) ps. na zdjęciu jest nie F-18 lecz F-14 Tomcat

    Tomek 17 czerwca 2017 o 16:46 Odpowiedz
    • Dzięki Tomku! Faktycznie, amerykańskie myśliwce nie sa naszą mocną stroną;)

      Malwina 26 czerwca 2017 o 18:54 Odpowiedz