Kolega po fachu remontuje mieszkanie
8 luty 2017 przez Julia
Najpierw były marzenia: o tym, żeby zarabiać na życie wynajmując mieszkania. Ale nie jedno czy dwa - Grzegorz wymarzył sobie prawdziwe imperium mieszkaniowe. Pierwszy krok ku temu już zrobił i od kwietnia ubiegłego roku jest właścicielem 55-metrowego mieszkania.
Z marzeniami jednak bywa tak, że rzadko spełniają się same. Najczęściej trzeba im mocno dopomóc, dlatego Grzegorz zdecydował się na emigrację. Przez 6 pracował w Angli i skrupulatnie odkładał pieniądze.
W grudniu 2015 roku wrócił do Polski i postanowił nie tracić czasu. Codziennie przeglądał portale z ogłoszeniami o sprzedaży mieszkań z jego rodzinnego miasta (to urokliwe miasteczko na Warmii i Mazurach, 25 tysięcy mieszkańców).
W końcu trafił na ogłoszenie, które wisiało na stronie aż 2 lata. No i raczej odstraszało zdjęciami mieszkania niż zachęcało do jego kupna. Ale Grzegorz, trochę na przekór, postanowił je obejrzeć. – I gdy tylko zobaczyłem je osobiście, zmieniłem zdanie. Głównie ze względu na lokalizację. Tego samego roku budowali duże, jak na moje miasto, centrum handlowe i duży supermarket po drugiej stronie ulicy – uzasadnia swoją decyzję Grzegorz. Chociaż, trzeba przyznać, że samo mieszkanie nie porażało pięknem: miało stare okna i piece kaflowe. Stało się jasne, że kłania się tu solidny remont
Nie taka trzynastka pechowa
Właściciele tego bezczynszowego lokum mieszczącego się na parterze w kamienicy otrzymali je w spadku. Wynajmowali je jakiś czas, ale po przykrych doświadczeniach z lokatorami, postanowili je sprzedać. Grzegorz zaproponował mocno zaniżoną cenę, ale zadziałała magia hasła „płacę gotówką”. Po kilku dniach dowiedział się, że jego propozycja została przyjęta. Tym sposobem 13 kwietnia okazał się być wyjątkowo szczęśliwy dla Grzegorza - tego dnia za blisko 80 tysięcy złotych stał się posiadaczem 55-metrowego mieszkania.
Grzegorz odrazu zakasał rękawy i zaplanował jak podzielić przestrzeń:
W mieszkaniu nie było łazienki, jedynie małe pomieszczenie na toaletę, a więc należało usunąć kilka ścian i zbudować nowe. No i oczywiście położyć zupełnie nowe rury.
Wszystkie piece zostały usunięte i zabrane przez osobę zajmującą się ich budową. Za darmo
.
Z jedno 20-metrowego pokoju postanowił zrobić dwa. Trzeba było także wygospodarować miejsce na łazienkę, bo wcześniej nie było jej wcale, zlikwidować piece i doprowadzić ogrzewanie.
To ostatnie wiązało się z doprowadzeniem gazu do budynki i okazało się prawdziwą zakałą remontu. – Uzyskanie na to wszystkich pozwoleń, podpisów i papierów zajęło mnóstwo czasu. Totalna masakra. Gdybym nie musiał tego załawiać uwinąłbym się z remontem w miesiąc – stwierdza Grzegorz.
A tak remont zajął mu pół roku. Objął też wymianę okien, ocieplenie budynku, nową instalację elektryczną
i kanalizacyjnę, wymianę podłóg oraz remont ścian i sufitów.
Grzegorzowi należą się w tym miejscu brawa, bo jak najwięcej rzeczy starał się zrobić sam, tylko z pomocą siostry i szwagra. Dzięki temu nie tylko sporo się nauczył, ale i zaoszczędził (w sumie remont kosztował ponad 42 tysiące złotych).
Bez wpadek się przy tym jednak nie obyło. - Podczas montażu podwieszanego sedesu, źle zabezpieczyłem tylną ściankę. co musiałem przez to zrywać płytki, uzupełnić przestrzeń, a następnie położyć płytki jeszcze raz. Kilka innych rzeczy zrobiłbym też teraz inaczej. Na przykład sufity są dosyć wysoko, więc bez problemu mogłem zmieścić styropian pomiędzy płyty kartonowo-gipsowe, które dałem na stary sufit, aby ocieplić pokoje – ocenia krytycznie Grzesiek. Nie rwie sobie jednak włosów z głowy, bo to pierwsze mieszkanie traktuje jako lekcję, a i rozgrzewkę przed kolejnymi inwestycjami.
Mieszkanicznikiem będę i basta!
Bo trzeba powiedzieć, że do kwestii inwestowania w nieruchomości Grzegorz podchodzi bardzo poważnie i chce wiedzieć jak najwięcej. A szkoli się sam. - W moich okolicach nie ma zjazdów „mieszkanicznika”, nie działa biuro zarządzania nieruchomościami i brak ludzi, z którymi mógłbym podyskutować na te tematy osobiście. Toteż całą wiedzę czerpię z książek. W tej tematyce mam ich około pięćdziesięciu, znaczna większość po angielsku, ale czytam też blogi i oglądam o tym filmy – mówi Grzesiek.
Mieszkanie postanowił wynajmować na pokoje studentom - i to oni są dla niego targetem. Za pokój liczy sobie 500 złotych wraz ze wszystkimi opłatami. – A te w zimie bywają duże. Myślę więc, że to uczciwa propozycja, zwłaszcza, że średnie ceny w moim miasteczku wahają się między 400 a 550 złotych za pokój – ocenia Grzegorz.
Jak narazie potentatem finansowym w tej branży nie jest – roczna stopa zwrotu z wynajmu wynosi 5,4 w skali roku (przy 10-miesięcznym obłożeniu). - Z czasem procent powiększę, ale chwilowo nie to jest dla mnie najważniejsze. To pierwsze mieszkanie traktuje od początku jako test, naukę, zbieranie doświadczenia z bycia mieszkanicznikem – stwierdza Grzesiek.
A my już wiemy, że nie rzuca słów na wiatr – i jest już właścicielem kolejnego mieszkania. Ale ta historia dopiero się pisze
Pozostałe pokoje również wyglądają nowo i schludnie (przynajmniej w mojej ocenie ![]()
Ostatecznie łazienka wyszła całkiem ładnie
Bardzo dobrze że zdecydowałem się ocieplić budynek, gdyż zima w tym roku wyjątkowo chłodna
Wymiana drzwi i przebudowa przedpokoju wymagały wybudowania podejścia na zewnątrz budynku
Mimo wszystkich problemów, oczekiwań na pozwolenia (nie wiedziałem że aby móc mieć ciepłą wodę we własnym mieszkaniu muszę uzyskać podpis 34osób – wcale nie żartuję), wielu błędów i straconych 11 kilogramów czekam z niecierpliwością na kolejny projekt..







Fajny projekt, ale szkoda, że wychodzi tak niska stopa zwrotu, na logikę w mniejszej miejscowości i przy wynajmie na pokoje powinna być wyższa.
W planach jest wynajem jednego 14metrowego pokoju dwóm osobom (w tej chwili jest w nim tylko jedna) poprawienie energooszczędności mieszkania, zmiana sposobu opodatkowania i pare innych rzeczy mających na celu zwiększenie stopy zwrotu. Idę teorią “Ready - Fire -Aim” A więc wypuszczam na rynek produkt i dopiero w trakcie go udoskonalam
Można tylko gratulować rodzinnego miasteczka w którym studenci wynajmują pokój za 500 zł. I to jeszcze z ogrzewaniem gazowym
500zł/osoba to cena już ze wszystkimi opłatami. Nic więcej nie płacą. A sam rachunek za gaz dochodzi do 500zł za miesiąc
do tego podatek, prąd, woda, internet, śmieci itp itd. Bywało że dopłacałem do tego biznesu gdy nie było pełnego obłożenia. Ale nauka kosztuje
A mi się nie podoba to, co z tego wyszło. Zrobiło się mieszkanie z przełomu lat 90 i 2000. Słabo.
Przyznaje bez bicia dekorator wnętrz ze mnie kiepski. Dlatego przy kolejnych projektach chciałbym się posiłkować sugestiami osób z lepszym okiem od mojego
Grzegorzu, też jestem z warmińsko-mazurskiego miasteczka:)
Od jakiegoś czasu też działam - jakby co można się jakoś skontaktować.
Niema problemu. Napisz do Juli, Ona poda mi Twojego maila i się jakoś skontaktujemy.