Metamorfoza mieszkania w Krakowie
3 grudzień 2016 przez Julia
Nie każdy, kto kupuje nowe mieszkanie czy dom, ma na tyle środków pieniężnych na zbyciu, by skorzystać z porad profesjonalnego dekoratora wnętrz. Czasem więc plan przyszłego lokum - czyli jak finalnie mają wyglądać pomieszczenia, czy nie zbudować lub wyburzyć jakiejś ściany, jakie materiały użyć i w jakim stylu chcemy mieć zaaranżowane pokoje, kuchnię i łazienkę – projektujemy sami lub prosimy o pomoc zaprzyjaźnioną osobę, której konikiem jest urządzanie wnętrz. Tak było w przypadku krakowskiej kawalerki, którą Oldze Piskunovej pozostawili do twórczego zagospodarowania jej przyjaciele.
Olga jest typowym samoukiem. Poza dwudniowym szkoleniem z projektowania w programie ArchiCAD nie przechodziła żadnych kursów związanych z projektowaniem wnętrz. Jej podstawowa wiedza opierała się na tutorialach znajdujących się na YouTube. Dzięki fascynacji projektowanie stało się jednak jej profesjonalnym zajęciem, co podkreśla tylko ile znaczy pasja i intuicja designera.
Przed rozpoczęciem nowego projektu Olga zwykle poznaje klientów: ich gusty, oczekiwania, codzienność. Zwraca uwagę na szczegóły i niuanse. Przykładowo nawet kolor lakieru na paznokciach zleceniodawczyni może wiele powiedzieć o przyszłych oczekiwaniach co do wystroju mieszkania. Wszystko jest ważne przed podjęciem decyzji o wprowadzeniu projektu w życie.
Koncepcja kawalerki, o którą poprosili jej krakowscy przyjaciele, przyszła do głowy natychmiastowo przy wejściu po raz pierwszy do mieszkania. Właściwie zostało przenieść tylko to, co pomyślała, na papier. Mimo wszystko zmiany były znaczące, choć nie pracochłonne.
Na przykład przebudowa pokoju polegała tylko na przedłużeniu ściany w kuchni tak, by z powodzeniem zmieściły się zaplanowane meble, sprzęty AGD i wyspa kuchenna. A Olga zaplanowała zabudowę aż po sam sufit!
Podstawową koncepcji było podzielenie mieszkania na zony, z których każda podkreślona jest w inny sposób. O ile właściciele mieszkania z aprobatą patrzyli na zaproponowane rozwiązania, o tyle ekipa remontowa ie była już tak entuzjastycznie nastawiona do nowości, do czego przyznali się dopiero później. Właśnie współpraca z ekipą jest chyba najtrudniejszą, ale także najważniejszą częścią całego remontu i warto rozmawiać.
Robocizna wraz z umeblowaniem zajęła półtora miesiąca i pochłonęła około 65 tys. zł, w czym:
- robocizna: 18 tys. zł
- materiały: 25 tys. zł
- meble kuchenne: 6 tys. zł
- sprzęt AGD: 6 tys. zł
- meble w pozostałych pomieszczeniach: 8 tys. zł
Na cenę wpływało przede wszystkim połączenie różnych materiałów. W kuchni szkieletem szafek były korpusy z IKEI, a fronty i blaty z innej firmy, dzięki temu udało się zaoszczędzić na sprzęt AGD z wyższej półki, a w przyszłości jego energooszczędność z pewnością się zwróci. Rezultat takiego posunięcia często przewyższał oczekiwania. Meble do salonu – połączenie drewna z metalem – udało się znaleźć w outlecie z wyposażeniem niemieckim.
Materiały, które wybrała Olga, to kwintesencja naturalności. Na rynku mamy duży wybór naturalnych materiałów lub ich doskonałych imitacji, dlatego nie było problemu z wyborem. I tak na podłodze, suficie i ścianach zaprojektowanego przez Olgę mieszkania króluje deska barlinecka, fronty kuchenne to naturalny jesion, w łazience można znaleźć doskonałą imitację deski pochodzącą z kolekcji LUCH Baldocer, zaś sufit i blaty kuchenne imitują cement. W łazience można znaleźć m. in. płytki HEXAGONO od VIVES. Ich kombinacja wzorów doskonale komponuje się jako dekoracyjna część połogi i ścian. Dodatkowo płytki włoskiej firmy Caesar z kolekcji TRACE plus, które doskonale imitują starą deskę, i marmur z firmy Baldocer dodały kolorytu i wyjątkowości. Wprawdzie wielu jest wśród nas miłośników bieli w łazience, ale jak widać po projekcie Olgi, czasem małe pomieszczenia, jakimi zazwyczaj są sanitariaty, wyglądają w ciemnych barwach bardzo ciekawie.
Podczas remontu nie obyło się bez niespodzianek. Wprawdzie instalacje wodno-kanalizacyjne czy elektryczne nie były zmieniane. Jedynie wejście do pralki zostało przeniesione z łazienki do kuchni, gdyż zaplanowano zabudowę pralki w kuchennej szafce. Okazało się, że ilość płytek do wykonania wszystkich powierzchni była źle policzona. Dało się to skorygować w dodatkowym zamówieniu, jednak, jak przestrzega Olga, zawsze lepiej zamówić ich więcej, niż czekać na kolejną dostawę. Do tego niektóre sklepy, szczególnie stacjonarne, dają możliwość zwrotu nawet pojedynczych sztuk, co może okazać się ważne przy napiętym budżecie.
A Wam jak spodobały się wprowadzone przez Olgę pomysły ?



Zostaw komentarz jako pierwszy
Lub komentuj na Facebooku