Metamorfoza kawalerki w Warszawie
12 grudzień 2016 przez Julia
Jeśli pomyślimy o baletnicy, to przed oczyma widzimy filigranową kobietę z atłasowymi baletkami i tiulową, najlepiej różową, spódnicą, podrygującą przy każdym ruchu. Cóż, Aneta Wira-Ostaszyk, która na co dzień pracuje w Teatrze Wielkim- Operze Narodowej w Warszawie nie lubi różu, więc i w jej kawalerce nie znajdziecie go ani grama. Jak mieszka na 34,25 metrach ? Sami zobaczcie!
Balet jest estetyczny, nic w nim nie jest przypadkowe. Wszystko ma swoje dokładne, przemyślane miejsce. Tak samo jest w tym mieszkaniu – każda ozdoba, bibelot czy nawet poduszka na kanapie to dokładnie przemyślana kompozycja. Ale to nie znaczy, że w pomieszczeniach panuje raz ustalony ład – Aneta uwielbia przemeblowania. Życie jak taniec – ulega zmianom, więc trzeba się do nich naginać, a nie trwać przy starym. Być może oglądane przez Was zdjęcia wcale już nie są aktualne, bo właścicielka wcieliła w życie nowy pomysł na aranżację wnętrz.
Jeszcze do niedawna salon przypominał raczej sporą sypialnię hotelową: główną część zajmowało dwuosobowe łóżko, w roku stał telewizor, ścianę ozdabiały półki z bibelotami. Meble w części kuchennej salonu ustawione były wzdłuż jednej ze ścian, co wprawdzie pozwalało na wykorzystanie dość sporej powierzchni roboczej, ale komponowało się dość monotonnie. Do tego połączenie hebanowej czerni frontów kuchennych, stali sprzętów AGD oraz czerwonych kafelek na ścianie wprowadzały surowość i nowoczesność do wnętrza. Nie zgrywała się ona z kompozycją łazienki, którą sama właścicielka nazywa „staroświecką”, bo ostatni remont był tam ponad 7 lat temu, gdyż królowało (i nadal króluje!) w niej połączenie beżów z brązami.
Wraz z wprowadzeniem się męża do mieszkania tancerki zapadła decyzja o zmianie wystroju salonu. Każde z nich prowadzi inny tryb życia: ona pracuje w dzień, w nocy śpi, zaś on odwrotnie. Przy pierwotnym planie mieszkania nie można było sensownie wydzielić miejsca do spania, by jedna osoba mogła spokojnie zmrużyć oko, kiedy druga nie spała. Aneta postanowiła podzielić dużą 9-metrową kuchnię i wydzielić z niej sypialnię. Wprawdzie teraz jest kuchnia bez okna, za to powstała przytulna sypialnia w sam raz dla pary. Wydzielenie nowego pomieszczenia, czyli postawienie ścianki z płyty kartonowo-gipsowej, kosztowało ok. 200-250 zł, zaś urządzenie na nowo małej kuchni pochłonęło 2500 zł.
Remont nie był zbyt wymagający, jednak teraz właścicielka mieszkania wie już na przyszłość, że jeśli będzie robiła następny, to dokładnie pozna właściwości każdego sprzętu, ścian i będzie robiła zdjęcia każdego kabla instalacji elektrycznej zanim zostanie on zaszpachlowany. Ominą ją wtedy takie niespodzianki jak przewiercenie kabla od głównego zasilania podczas wieszania nowych obrazków na ścianie.
Mieszkanie w kawalerce to nie tylko przytulność, ale, niestety, także mała ilość miejsca. Nie ma tu mowy o gromadzeniu niepotrzebnych szpargałów. Z tego powodu co pół roku dokonywane są dokładne porządki i usuwane wszelkie zbędne gadżety, przeczytane gazety czy papiery trafiają na recykling, niektóre drobiazgi czy dekoracje przekazywane dalej. Na 34 m2 nie znajdzie się także zbyt wiele miejsca na meble: Anecie w zupełności wystarcza więc duża szafa w przedpokoju (175×60 cm). Zdjęć przedpokoju brak ponieważ jest nadal w trakcie wykańczania.
Sporo rzeczy mieści również kredens/witrynka w pokoju. Resztę mniej używanych rzeczy można upchnąć pod łóżkiem. Łącznie na remont wydana została kwota w wysokości 4000-4500 zł. To mało, ale wliczyć w to trzeba nieocenioną pomoc kolegi i fachowca złotej rączki. Dzięki takiej pomocy można było mocno przyciąć koszty całego przedsięwzięcia i wyczarować takie cudo jak gniazdko jakie uwiła baletnica z Warszawy.


Zostaw komentarz jako pierwszy
Lub komentuj na Facebooku