Podnajem mieszkań w Londynie

9 czerwca 2016 przez Julia

Wiecznie zajęty. Trudno się do niego dodzwonić. Nieważne, czy to 6:00 rano, czy 22:00. Przyjechał do Londynu 3 lata temu mając w kieszeni 150 funtów, a w głowie kilka nie do końca skrystalizowanych planów na życie. Dziś administruje kilkunastoma nieruchomościami dzieląc się swoim doświadczeniem z innymi. Trudno uwierzyć, że ma zaledwie 26 lat.

Absolwent lingwistyki i biznesu. Pochodzi z Rzeszowa. Zanim trafił do Londynu, mieszkał w Hiszpanii i Kanadzie.

– Nie kupuję nieruchomości. Po prostu zarządzam nimi w imieniu właścicieli – wyjaśnia.

london_view

 

Jak to się zaczęło?

Szukał mieszkania w Londynie i umówił się ze znajomą, że wspólnie coś wynajmą. Ale po 3 miesiącach znajoma wyjechała, a on został sam. Pomyślał więc, że mógłby wynająć dodatkowy pokój, choćby na krótko. I tak się zaczęło. Bo okazało się, że wynajem krótkoterminowy cieszy się sporym zainteresowaniem. Bartek szybko się zorientował, że pieniądze zarobione na wynajmie pozwalają mu spłacić jego własny czynsz i koszty utrzymania. – Dotarło do mnie, że właściwie zawsze miałem taką możliwość, i w Hiszpanii i w Kanadzie. Tylko nigdy wcześniej na to nie wpadłem. Żeby zająć się tym biznesem musiałem jedynie zmienić sposób myślenia – podkreśla. Postanowił zająć się droższym mieszkaniem. Podobała mu się lokalizacja, bo to Camden. Niestety mieszkanie było ulokowane w piwnicy i co kilka minut trzęsło się i drżało, bo był położone nad linią metra. Ale ponieważ było ładnie wyposażone i zaaranżowane, mimo tych mankamentów znajdował na nie klientów. Co nie oznacza, że szło mu jak po maśle i od razu zarabiał krocie. Nawet gdy już zarządzał kilkoma mieszkaniami, musiał zadbać o swój byt, dlatego podjął się pracy w hotelowej recepcji.

Przełom

– Zaczęło się od tego, że znajoma podsunęła mi ogłoszenie o mieszkaniu w samym centrum. Przeczytałem i wzruszyłem ramionami, bo było absolutnie poza moim zasięgiem. Miałem odłożone 4 tys. funtów a właścicielka chciała 3 tys. miesięcznie. Ale w końcu pojechałem: imponujący budynek, recepcja czynna 24 godziny. Mieszkanie całkiem w porządku, a właścicielka ogromnie zdesperowana, bo stało puste od kilku miesięcy. Zaoferowałem się, że sam go nie wezmę, ale mogę zrządzać nim oferując wynajmy krótkoterminowe. I zapłacę dopiero jak znajdę klienta i on mi zapłaci. Zainwestowałem jedynie 1500 GBP w wyposażenie. I w pierwszym miesiącu wynająłem je za taką kwotę, która pozwoliła i mi zarobić, i spłacić właścicielkę. Do Londynu przyjechała bizneswoman ze Szwajcarii, by odwiedzić studiującą tu córkę i odbyć parę spotkań biznesowych. Potem to samo mieszkanie wynajmowałem córce rosyjskiego ministra. Po jakimś czasie Bartek zorientował się, że  jest wiele mieszkań w centrum w bardzo dobrych lokalizacjach, a których właściciele nie radzą sobie z wynajmem. – Teoretycznie nie ma mieszkań bez depozytu, ale ja na takie trafiłem. W końcu w tym mieście mieszka 8 mln mieszkańców, więc może się zdarzyć taki przypadek – podkreśla.

Mieszkanie vs hotel

Dlaczego ludzie wolą mieszkania, skoro w Londynie jest tysiące wygodnych hoteli? – Bo są w konkurencyjnej cenie. Jeśli turysta ma płacić za pokój w hotelu 150 GBP za noc, to u mnie zapłaci tyle za całe mieszkanie – wyjaśnia Bart – A jeśli mieszkanie wynajmie kilka osób, to cena ich noclegu będzie porównywalna z tą w hostelu. Poza tym mając do dyspozycji mieszkanie mamy większą przestrzeń, a także dostęp do kuchni. Mamy też większą prywatność, bo nie kontroluje nas hotelowa recepcja. – Jesteśmy bliżej prawdziwego lokalnego życia. Dla wielu osób, zwłaszcza dla turystów to ogromna wartość i m.in. dlatego mieszkania cieszą się popularnością  – podkreśla Polak.

Skąd wziąć klientów?

– Jedna grupa moich klientów to ci indywidualni, czyli na ogół są to turyści. Ich zgłoszenia mam ze strony internetowej i z profilu na social mediach. Druga grupa to biznesmani. Ci zwykle trafiają do mnie przez agencje, które same nie świadczą usług w postaci wynajmu krótkoterminowego, ale chętnie kierują swoich klientów do mnie, bo wiedzą, że mogą mi zaufać. Dziś, po 3 latach Bart wie jak szukać klientów i jak się reklamować. Zdecydował się na kursy dotyczące reklamy on-line oraz wykorzystania potencjału social mediów. Podobnie z nieruchomościami – Należy ciągle szukać, mieć oczy szeroko otwarte, wyczulić się, mówić wprost o tym, co chcemy robić.  Najpierw się tego obawiał, bo obowiązujące wciąż prawo z lat 70.  zakazywało w granicach Greater London wynajmu krótkoterminowego, czyli poniżej 3 miesięcy. – Ale ostatecznie okazało się, że to martwy przepis – wyjaśnia.

Nie tylko pieniądze

Mieszkania to nie problem z przeciekającą rurą czy zbita żarówka, jak myśli większość z nas. To przede wszystkim ludzie. – To poznany dzięki wynajmowi biznesmen z Moskwy, założyciel rosyjskiego Grupona, który chętnie podzieli się pomysłami na biznes i doradzi. To klient z Włoch, który jakiś czas temu pokazał mi Rzym. To kobieta z Amsterdamu, z którą zamieniłem się na domy na jakiś czas, by posmakować Holandii – wymienia Bart – Wspomniana już córka ministra to była moja ulubiona lokatorka. Czysta, porządna, sama prała i sprzątała, a na koniec ugotowała mnie i mojemu bratu pierogi. Oczywiście, zdarzali mi się klienci, o których chciałbym zapomnieć. Kiedyś ktoś mi urządził w mieszkaniu imprezę na kilkadziesiąt osób. Koszmar po prostu.

Czego się nauczyłem?

Wg Bartka taki biznes to po prostu szkoła życia. – Pierwszy rok to ciężka praca i zbieranie doświadczeń. Trzeba się nauczyć gospodarować dochodami, bo jeśli przyjedzie trudniejszy czas to mogą być problemy z płynnością finansową. Pod koniec pierwszego roku omal nie zbankrutowałem – wspomina 26-latek – Drugi rok nauczył mnie, ze nie muszę robić wszystkiego sam, że mogę delegować obowiązki (sprzątanie, meblowanie, obsługa gości) a sam zająć się tylko wyszukiwaniem nowych nieruchomości i marketingiem. Odkryłem np. że nie muszę inwestować w kilkanaście kompletów pościeli i ręczników tylko… pożyczać je z pralni. Dziś staram się też już nie inwestować w mieszkania, które wymagają remontu. Na początku decydowałem się na to i nie raz wraz z bratem poświęcałem parę dni, by wymieniać popękane szyby, otynkować i pomalować nie tylko ściany w mieszkaniu, ale nawet korytarz, byle tylko mój lokator miał przyjemnie. Dziś wolę mój czas przeznaczyć na coś innego.

 

Dlaczego nie etat?

Rodzice Bartka zawsze pracowali etatowo. Mama jest pielęgniarką a tata podejmował się różnych prac, często też wyjeżdżał za granicę w celach zarobkowych. – Dlatego początkowo sceptycznie patrzyli na moje poczynania – uśmiecha się Bartek – Dziwili się, że porzucam bezpieczny mały dochód dla niepewnego zysku. Ale biznes to nie tylko kwestia większych pieniędzy. Sam znam osoby pracujące w bankach i zarabiające 100 czy 200 tys. rocznie. Bezpiecznie, na etacie. Ale kiedy już nie muszą, wycofują się, bo to wypala. A mi nie o to chodzi w życiu. Wolę, kiedy wszystko zależy ode mnie. Lubię brać odpowiedzialność za swoje życie w swoje ręce.

Sukces wg Bartka

Sukces to znalezienie pasji w życiu oraz balansu między pracą, rodziną, życiem towarzyskim i rozwojem osobistym. I jego biznes pozwala mu na to, ponieważ pozostawia dużo czasu i daje wolność. – Zazwyczaj budzę się naturalnie ok 8:00.  Spokojnie jem śniadanie. Często wychodzę do miasta. Potem odpowiadam na emaile związane z pracą i przeglądam plan dnia. Zwykle spotkania z gośćmi, właścicielami lub potencjalnymi klientami umawiam miedzy 12:00 a 17:00. Wieczorem chodzę na zajęcia ze sztuki walki lub spotykam się ze znajomymi. Praca zajmuje mi ok 20 godzin tygodniowo. Są też tygodnie, gdy jestem niemal zupełnie wolny. Ale zdarza się też pracować mi i 80 godzin, gdy dostaje nową nieruchomość i chcę ją szybko przygotować. Tak było zwłaszcza na początku, gdy niemal wszystko robiłem sam. Dzięki temu w sprzątaniu i obsługiwaniu wiertarko-wkrętarki osiągnąłem poziom mistrza – śmieje się Bartek. Dziś nauczył się delegować odpowiedzialność i ufać innym. To też część sukcesu.

 

Co dalej?

Jak Bartek widzi się za 5-10 lat? Chciałby sprzedać swój biznes za odpowiednią kwotę i zająć się studiami nad biznesem i jego rozwojem. Skoro poznał już teorię, a także praktykę, uważa, że mógłby to połączyć. Badać, analizować i poznawać. Sam doświadczył na studiach, jak wiele mogą dać spotkania z praktykami – ludźmi, którzy zarobili miliony na recepturze masy, z której można wyrabiać gofry czy na krótkofalówkach.

Dlatego też w niedalekiej przyszłości Bartek chciałby się podzielić swoją wiedzą, podszkolić zainteresowanych, jak robić tak biznes jak on lub postawić pierwsze kroki w swoim własnym wymarzonym biznesie. Nie boi się konkurencji. Londyński tort jest duży i wystarczy dla wszystkich.

Za niecałe trzy tygodnie czyli 26 czerwca postanowiliśmy z Bartkiem zorganizować szkolenie dla kameralnej grupy max 6 osób które chciałyby zająć się podnajmem.

kontant: burzynskakaczynska@gmail.com

 

12118731_935401096552995_2233220285418066664_n

Komentarze

  1. DAwid 9 czerwca 2016 o 12:49

    Gratuluje !!!

  2. Ania 9 czerwca 2016 o 15:38

    Dajcie znać jaki jest koszt 🙂

  3. Awe 10 czerwca 2016 o 22:08

    Wszystko fajnie tylko czy w najbliższym czasie nie zostanie wprowadzony w Londynie zakaz najmu krótkoterminowego jak właśnie zrobiono w Berlinie?

  4. Arek 22 czerwca 2016 o 12:03

    Świetna sprawa 🙂 Gratulacje i wielki szacunek 🙂 Pozdrawiam!

  5. mieszkania dębniki kraków 24 sierpnia 2016 o 15:15

    Super! Gratulacje! Miło słucha się o sukcesie rówieśników:) Ja również planuję wyjechać do Londynu i rozkręcić tam firmę. Pozdrawiam. Czekam na więcej wpisów.

  6. Daria | bezgrzesznarozpusta.pl 24 sierpnia 2016 o 15:32

    „Lubię brać odpowiedzialność za swoje życie w swoje ręce” – to chyba jeden z głównych wyznaczników sukcesu jak la mnie. A jak obok tego jest pasja to istne hunky dory. Pozdrawiam, Daria xxx

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Lub komentuj na Facebooku


  • RSS