Spadający sufit

Kategorie:
03
Listopad 2014

Ta sytuacja kojarzy mi się z amerykańskimi komediami, jakiś wujek wyjeżdża na wczasy i zostawia pod opieka dom swojemu bratankowi a po powrocie zastaje ruinę:) – takie jakieś mam skojarzenie. Jak wiecie z naszego bloga, opiekujemy się pomiędzy naszymi codziennymi zajęciami dodatkowo domami i zwierzętami podczas nieobecności ich właścicieli.Tym razem zdarzyła się nam dodatkowa atrakcja. Wszystko zaczęło się w piątek dwa tygodnie temu, Jula była już w tym domu, piekła już ciasta:) na spotkanie z dziewczynami które organizowała i miało odbyć się w sobotę. Ja natomiast pakowałem się na wyjazd do polski i byłem u nas w domu.

Jula poprosiła bym przyszedł ją jeszcze odwiedzić przed wyjazdem, wiec spakowałem się i poszedłem. Na miejscu nie mogłem się oprzeć – wannie, w domu mamy prysznic i teraz doskonale zdaje sobie sprawę z tego że o wiele więcej radości daje wanna niż woda lecąca z kija :). Wziąłem konkretna kąpiel w wannie o gabarytach „na bogato”:). Zszedłem na dól i zauważyłem że woda kapie z sufitu w kuchni !. Ale wszystko jakoś się na tamten czas ustabilizowało, wiec nie zawracaliśmy sobie tym głowy. Ja pojechałem do polski, Jula została na miejscu.

Spotkanie z dziewczynami się odbyło, pojawiła się ogromna plama na suficie, ale co zrobić. Jula poinformowała o całej sytuacji właścicieli, którzy byli w Dubaju. Właścicielka powiedziała  że był u niej już hydraulik w tej sprawie, ale uznał że ten przeciek to wina nieszczelnego silikonu wokół wanny, co poprawił i skasował ją na 100 funtów.

Cały szok jaki Jula przeszła miał miejsce w poniedziałek, wracała z pracy i rozmawialiśmy przez telefon, otworzyła drzwi od tego domu i następnie udała się do kuchni gdzie słyszę przez słuchawkę O MÓJ BOŻE !,O MÓJ BOŻE !. Kuchnia cała w kurzu, sufit na ziemi i nie widzi kota – Archiego, którego zamknęła właśnie tam, by nie chodził po domu i nie zaciągał pazurami sof. Myślała już o najgorszym że „sufit zabrał Archiego”:). Ale nic takiego się na szczęście nie stało. Przypuszczalnie podmuch spadającego sufitu był dość silny że otworzył jedne z drzwi do kuchni i kot wyszedł sobie na obchód domu:)

Właściciele mieli już w planach remont kuchni, także to delikatnie przyspieszy ich plany.

IMG_0317

IMG_0318

10745093_733656683394105_308304636_n

10744728_733656713394102_655593019_n

Natomiast Archie, ma się doskonale:)

IMG_3794

Komentarze:

  • Dobrze, że nikogo nie było wtedy w domu. Ale widzę, że to nie za bardzo ciężkie ?

    Tomek K 3 listopada 2014 o 22:29 Odpowiedz
    • Faktycznie, ciężkie nie było. Ale jednak dobrze że odpadło podczas naszej nieobecności 🙂

      Kamil 5 listopada 2014 o 14:01 Odpowiedz
  • Przypomina mi to historię murowanej wanny na 5 piętrze (na strychu) która o mało nie wpadła do kuchni mieszkania pod spodem… Dobrze że tu sufit zleciał bez wanny;)

    ania z zawad 4 listopada 2014 o 22:54 Odpowiedz
    • To by było interesujące przeżycie gdybym ja z tą wanną spadł do kuchni:)

      Kamil 5 listopada 2014 o 14:02 Odpowiedz
  • A propo dziury w suficie, coś podobnego zaklejalem miesiąc temu u nas w mieszkaniu w Londynie z tym ze przeciek był z zewnątrz konkretnie z okna nad nami, tak ze witamy w klubie angielskich domów…
    Ps tez zrobiłem kilka zdjeć na pamiątkę
    Slawek

    Slawek 6 listopada 2014 o 01:30 Odpowiedz
  • Uroki angielskich mieszkań, prawda? Pamiętam podobną sytuację. Nawet jak patrzę na zdjęcie, bo kuchnia wyglądała podobnie i w podobnym miejscu pokazała się wielka, kapiąca plama. Okazało się, że jakieś łączenie rur nie było poprawnie połączone. Dobrze, że nie było w tamtym miejscu łazienki, a pokój z drewnianą podłogę, którą udało nam się zdjąć i naprawić co trzeba było. Jak sobie pomyślę, że mogłoby się to skończyć właśnie tak…

    e-leasing.org 1 stycznia 2015 o 19:03 Odpowiedz
  • Ładna niespodzianka po powrocie do domu. Dobrze, że kotkowi nic się nie stało i jedno szczęście, że nikogo w domu wtedy nie było. Wesoło nie mieliście, ale przynajmniej ten remont był 🙂 niestety takie rzeczy się zdarzają. Rzadko, ale się zdarzają.

    clsleasing.pl 16 stycznia 2015 o 00:11 Odpowiedz