Sandomierz – kawalerka cz.1

Kategorie:
02
Październik 2014

Dziś kolejny wpis za który odpowiedzialni są Sławek i Kasia:)  Jest to sprawozdanie z zakupu i remontu mieszkania. Mieszkanie to jest również uwiecznione na zdjęciach w poprzednim wpisie, gdzie pokazane jest po remoncie przez „super fachowców”. Wpis został podzielony na dwie części, by dawkować emocje:) A wiec zapraszamy, dziś część pierwsza.

Witamy po raz drugi. Od zakupu w lutym, który był opisywany poprzednio, prowadziliśmy rozmowy na temat kolejnego mieszkania, ale sytuacja prawna i niezdecydowanie sprzedających skłoniło nas do szukania innej okazji. W maju żona znalazła mieszkanie 17 m2 za 43.000 zł, nie byłoby niczym szczególnym, gdyby nie to, że było świeżutko po remoncie. Nie kupiliśmy, bo w międzyczasie urodziła nam się córka (wybór był albo szpital, albo mieszkanie). Z lekkim rozczarowaniem poprzysiągłem sobie nie przegapić kolejnej okazji, nieco łagodzące było to, że 17 m2 to dla nas nieco za mało (jako dla inwestorów).

Miesiąc monitorowania rynku (codziennego) przyniósł efekty. Kawalerka 28 m2 była ogłaszana od ładnych kilku miesięcy, cena wyjściowa wynosiła 62.000 zł, potem pojawiło się 60.000 zł, przy 58.000 zł zadzwoniłem z pytaniem, na ile są elastyczni sprzedający – nie byli w ogóle elastyczni. Po tygodniu pojawiło się 55.000 zł, co skłoniło nas do oglądania (sześciotygodniowa córka została u dziadków).

Mieszkanie w ścisłym centrum, na 4 piętrze, w standardzie z lat siedemdziesiątych (z muzealnym żeliwnym syfonem pod zlewem :). Do tego 13 współwłaścicieli spadkobierców i płatność tylko gotówką, ponieważ nie wszyscy mają rachunki bankowe, a kredyt bankowy musi być płacony przelewem. Do tego spłata zadłużenia, które będzie potrącone z wynegocjowanej kwoty 54.000 zł.

Mieszkanie jest sprzedawane przez agencję nieruchomości, tę samą, z usług której korzystaliśmy w lutym. Tym razem nasze rozmowy są prowadzone w niemal koleżeńskim stylu, raz, że są z właścicielami, więc podejście jest inne, a dwa, że jesteśmy prawie jak stali klienci. Nawet utargowaliśmy co nieco z prowizji.  Umowę przedwstępną podpisaliśmy 20 czerwca.

Bazując na poprzednim remoncie, kalkulujemy, że całość zamknie się maksymalnie w 75.000 zł, za tę cenę są w ofertach mieszkania, w których co nieco trzeba by jeszcze zrobić. My wolimy zrobić według swoich potrzeb (tj. potrzeb najmu), mieć wszystko nowe i spokój na lata.

Sprzedający  skompletowali dokumenty z US na 1 lipca. Nie byłbym sobą, gdybym nie był krytyczny, tym razem podpadł mi lokalny bank, w którym trzymamy oszczędności, żeby wypłacić 60.000 zł trzeba się specjalnie umawiać, dziwi mnie niska płynność w kasach, aż strach sobie wyobrażać run na bank w takich warunkach. Część poranka minęło nam na przygotowywaniu kilkunastu kopert z odliczonymi pieniędzmi, trzeba było rozdzielić tą gotówkę.

U notariusza też było wesoło, razem z panią z kancelarii, pośrednikiem i nami na sali było 17 osób, siedzieliśmy na krzesłach ustawionych w rzędach jak w kinie. Z ciekawszych spraw to stawiła się starsza pani, dokładnie 91 lat, która pokonała autem 400 km, ponadto byli sprzedający ze Śląska i znad morza. Jeden wyglądał, jakby miał atak i już myśleliśmy, że może nie wytrzymać do końca czytania, ale jak się okazało było to chyba atak cedwahapięćoh, więc dało radę. Spędziliśmy w kancelarii dwie godziny, a samo czytanie trwało około 20 minut (mogło być dłużej, ale osoba niesłysząca przysłała pełnomocnika, w innym wypadku trzeba by chyba migać treść aktu).

Przy okazji tej transakcji nabraliśmy szacunku do pośredników, zobaczyliśmy, jak bardzo trzeba zadbać o poprawność transakcji od strony prawnej, ile rzeczy może wyjść w trakcie załatwiania formalności (np. jedno imię w dowodzie osobistym zamiast dwóch). Na szczęście nie było problemów ze sprzedającymi, słyszeliśmy, że potrafią się w takich sytuacjach kłócić i robić sobie na złość.

Po akcie pojechaliśmy do spółdzielni zgłosić kupno, zadać parę pytań i opłacić zadłużenie po poprzednich lokatorach (było ono wliczone w cenę sprzedaży). Co ciekawe sprzedający będę musieli zapłacić od tego zadłużenia podatek jak za sprzedaż mieszkania (19%), mam wrażenie, że najlepiej na tej sprzedaży wyszło państwo polskie a nie ludzie. Zszokowały mnie słowa kobiety w kasie, która powiedziała, że jak następnym razem będę płacić większą kwotę, to mam przyjść przed 13.00 (płaciłem nieco ponad 4.000 zł). Brak słów, nic tylko współczuć mentalności i oddalić się jak najszybciej.

Następnie udaliśmy się do naszego nowego nabytku, żeby go dokładnie zmierzyć, co pozwoli zaplanować remont, a remont jest naprawdę kapitalny, niech tylko wymienię przeciekające okna, pofalowany parkiet, instalację wodną, gdzie rura z ciepłą wodą wchodzi z jednej strony łazienki, a z zimną z przeciwnej (liczniki są wmontowane kompromisowo, czyli na środku). Czeka mnie  i moją ekipę huk roboty, ale jest to coś, co sprawia przyjemność, w pracy etatowej mam do czynienia czasem z papierami, więc zrobić coś namacalnego to prawdziwa radość. Dzień zakończyliśmy promocyjnymi zakupami.

A tak oto mieszkanie wyglądało po zakupie:

unnamed-1 unnamed-3 unnamed-6 unnamed-8 unnamed

unnamed-2 unnamed-4 unnamed-5 unnamed-7

Mieszkanie miało zdjęty licznik energii elektrycznej, żeby założyć nowy (znów być odbiorcą energii) najszybszą drogą jest wysłanie maila do eboka ze skanem aktu notarialnego, dowodu osobistego i wypełnionym wnioskiem o zawarcie umowy kompleksowej (dotyczy firmy Energa), we wniosku należy wpisać zapotrzebowanie na energię 1000 kWh rocznie. Na odpowiedź na wniosek czeka się do 3 dni, na przysłanie umowy do 14 dni, a na podłączenie licznika do 10 dni, czyli potencjalnie grozi nam duże opóźnienie, chyba trzeba będzie kupić prąd od sąsiadów. Jak się okaże nie są to wszystkie dokumenty, potrzeba będzie jeszcze zaświadczenia o gotowości instalacji do podłączenia do sieci, ale o tym później.

Pierwszy dzień prac to rozwalanie mebli i wynoszenie gratów. Razem z teściem i szwagrem biegamy przez pół dnia na 4 piętro i z powrotem, jest fajnie, żeliwna wanna waży chyba ze 100 kg, a mebli do rozwalania jest więcej niż mnóstwo. Czyścimy mieszkanie prawie na zero. Spadkobiercy wyczyścili przed nami do takiego stanu, że zostały tylko dewocjonalia.  Zostaje trzydrzwiowa szafa, z której będą półki do szafy wnękowej (będę robić ją sam) oraz 4 krzesła, które po tapicerowaniu jakąś modną tkaniną dostaną drugie życie. Ostatecznie szafa śmierdziała i wylądowała na opał, a krzesła się nam spodobały i po tapicerowaniu mamy je u siebie w domu.

Ciekawe są rozmowy z sąsiadkami, których średnia wieku to nieco ponad 70 lat. Jedna wydębiła od nas stare taborety 🙂 Ponadto dowiadujemy się, że poprzednia lokatorka lubiła sobie od czasu do czasu łyknąć co nieco, a i pośpiewać na klatce schodowej się zdarzało. Superbabka jakaś. Zmarła 3 lata temu i znaleziono ją w kuchni, szkopuł w tym, że po kilku dniach. Mam nadzieję, że sąsiedzi nie będą się dzielić tymi rewelacjami z naszym przyszłym lokatorem (oczywiście nic nie będziemy zatajać).

Dzień kończę zakupami w OBI, niestety wykupiono podłogi w promocyjnej cenie 15 zł (grubości 7 mm), meble kuchenne nie są w komplecie (muszę czekać na resztę szafek) i nie ma zlewozmywaka. Na szczęście jest czas na poszukanie innych promocji, więc bez żalu.

Kolejny dzień to wynoszenie resztek śmieci (elektro do punktu odbioru), zakup płytek podłogowych (wnoszenie to 15 kursów na 4 piętro – polecam zamiast siłowni) oraz wizyta w spółdzielni mieszkaniowej. Założenie podzielników ciepła to 70 zł za grzejnik, ale za to będzie czynsz mniejszy o 60 zł miesięcznie. Z wymianą grzejnika w łazience też nie ma problemu – pracownicy ze spółdzielni wykonują to za ponad 200 zł (materiał nasz), usługa jak usługa, ale za to będę mieć spokojną głowę w razie problemów z ogrzewaniem, więc warto zapłacić (ostatecznie robi to moja ekipa za 100 zł).

Wspomniane podłogi rozeszły się ze sklepu w dwa dni, a było tego 9 palet. Nieco później wpadłem na pomysł, że może w innym OBI będą i rzeczywiście były, mała wycieczka i mam to, co chciałem, o zaoszczędzonych pieniądzach nie wspomnę. Ja naprawdę lubię to inwestowanie w mieszkania na wynajem.

Piątek upłynął pod hasłem „Życie to nie bajka, nie głaszcze nas po jajkach”. Pobudka o 1.23 na pierwsze karmienie córki to standard, do tego boli mnie szósty ząb, po godzinie 8. jesteśmy (ja z bratankiem) już na mieszkaniu skrobać farby ze ścian, kilka godzin ciężkiej harówki. Przy okazji okazuje się, że parkiet jest przyklejony na smołę do miękkich płyt pilśniowych (stąd nierówności) i wszystko jest do zdjęcia (ostatecznie wyrównałem w paru miejscach i zostało, a nierówności były skutkiem nie wyjęcia klinów używanych w czasie układania parkietu). Ale najlepsze na koniec, creme de la creme całego dnia to sprawdzenie maila z informacją z firmy Energa SA – po 10 dniach od złożenia wniosku o założenie licznika przypomniało im się, że czegoś jeszcze brakuje. Dzwoniąc na infolinię, niby wszystko było jasne i dokładnie poinformowano mnie, co jest potrzebne. Normalnie firma kolos, a taki sam krzak jak poprzednia od okien. W weekend nic nie pozałatwiam, więc trzeba czekać do poniedziałku.

Hasło na poniedziałek: „Życie to nie Bałkanika, nie głaszcze nas po jajnikach”. Potrzebujemy oświadczenia o wykonaniu przyłączenia do budynku, jak się dowiaduję u właściciela sieci energetycznej jest ono wystawiane tylko dla nowych budynków (z nowo wykonanymi instalacjami), więc nie mogą mi pomóc. Kolejny telefon na infolinię, nie wiem, który to już raz, i okazuje się, że to jednak zaświadczenie o gotowości instalacji do przyłączenia do sieci. Wystawia to elektryk z uprawnieniami, mamy takiego „pod ręką”, ale niedawno podpisywał w swoim zakładzie pracy lojalkę i nie może nam tego zrobić. Na szczęście administracja osiedla stanęła na wysokości zadania i za darmo ich elektryk nam to wystawi. Pozostaje mieć nadzieję, że Energa to zaakceptuje, tymczasem mija 13. dzień… O leczeniu kanałowym zęba wspomnę tylko mimochodem.

Elektryk z administracji był nawet punktualnie, ponarzekał na to, że instalacja jest aluminiowa, wziął moje dane i powiedział, żeby pod koniec dnia przyjechać po zaświadczenie. Pojechałem i w rozmowie z kierownikiem dowiedziałem się, że facet nie podpisze oświadczenia dla tej instalacji. Zaraza… jak mawia Geralt. Jeszcze tego samego dnia umawiam się z innym znajomym elektrykiem, na drugi dzień mam papier i wysyłam mailem w czeluście Internetu i systemu Energii. 16 lipca i jesteśmy w punkcie wyjścia (co do prądu, bo mieszkanie jest oczyszczone z rzeczy, ma zdrapane ściany a od poniedziałku wejdą majstrowie – tzn. mieli wejść, ot życie).

CDN…

Komentarze:

  • Masakra z dostawcami energii. U nas na śląsku bryluje Tauron – załatwiałem wiele spraw u nich i nigdy nie było problemów. Tak czy inaczej …z tego co wiem usługa dostawy energii elektrycznej została uwolniona przez ustawodawcę. Można przenieść się do innej firmy, która oferuje tańszy prąd- kupują duże ilości energii na giełdzie i nie mają tak rozbudowanej biurokracji. Trzeba uważać, bo jest sporo oszustów, ale można znaleźć uczciwych sprzedawców. Najlepiej sprawdzić kilku z nich i wybrać optymalną opcję – czasem warto zapłacić więcej za prąd niż u konkurencji (oczywiście i tak taniej o kilkanaście procent niż w PGE, Energii czy Tauronie), ale rozpocząć współpracę z większą firmą posiadającą już jakąś pozycję na rynku i budującą sprawnie swój biznes. Opiniami w internecie bym się nie kierował – myślę, że piszą je sobie nawzajem te firmy 😉 (zresztą jak w innych branżach)

    Tomek 2 października 2014 o 11:15 Odpowiedz
    • Nie do końca masz rację 🙂
      Owszem, rynek energii elektrycznej jest uwolniony i możesz KUPIĆ prąd na rynku (za pośrednictwem firmy z koncesją), ale dystrybucją zajmuje się Twój lokalny operator – RWE, Energa itd

      Dlatego i tak trzeba przejść przez mękę… a Energa to jeden z cięższych zawodników 🙂

      Grzesiek 2 października 2014 o 23:13 Odpowiedz
  • Co do banków, to nie można mieć pretensji, bo chyba w każdym tak jest, że takie duże kwoty należy zgłaszać wcześniej do podjęcia – nie znam takiego, gdzie bez problemu można wybrać taką kwotę. Miałem podobną sytuację ze spłatą zadłużenia w spółdzielni, ale tam robiłem przelew, nie nosiłem gotówki.

    Grzegorz 2 października 2014 o 15:16 Odpowiedz
  • A co się stało z tą piękną szafą i krzesłami z lat 60.??

    ania z zawad 2 października 2014 o 17:56 Odpowiedz
    • ok, doczytałam, bo wcześniej tylko zdjecia przeleciałam;) Za taką szafę i krzesła niektórzy daliby się pokroić, styl wrócił i kupę kasy ludzie wydają za odrestaurowane lub nowe na wzór, nawet śmierdzące są cenne (są firmy które zajmują się renowacją takich mebli i chętnie odbiorą, ale pewnie nie w Sandomierzu;))

      w odpowiedniej oprawie taka szafa byłaby atutem mieszkania na wynajem

      ania z zawad 4 października 2014 o 11:22 Odpowiedz
  • Mieszkanie standardzik 🙂

    Z mojej strony mogę polecić: wszelkie żelastwo wrzucać na tablice i gumtree „oddam za darmo” przyjdą panowie i sami zniosą. Z meblami to samo ale tylko w okresie grzewczym – wezmą wszystko na opał.

    Czekam na dalszy ciąg!

    Michał Żółtowski 2 października 2014 o 19:20 Odpowiedz
  • Z ciekawości patrzyłem ofertę mieszkań do wynajęcia w Sandomierzu na gumtree i znalazłem chyba tylko dwa. Czy ogłaszacie swoje mieszkanie w jakiś inny sposób? Jak długo szuka się lokatora?
    Mam nadzieję, że przy okazji drugiej części case’u będzie nam dane poznać kwotę czynszu, żeby wiedzieć jaką stopę zwrotu można uzyskać 🙂

    Pozdrawiam,

    Radek

    Radek 3 października 2014 o 10:50 Odpowiedz
  • Nie wiemy, dlaczego w tytule pojawił się Sandomierz. Byliśmy tam raz, ale nie w celu badania rynku wynajmu tylko na wyciecze. Pewnie Autorzy napisali tak przez pomyłkę, ale jak już jest, niech zostanie. To akurat mało ważne, gdzie. Nasze miasto jest byłym wojewódzkim, stutysięcznym.

    Wszystkie odpowiedzi na pytania są w opisach. Koszty będą w kolejnym wpisie tak samo jak odpowiedzi na Twoje pytania Radku.

    Pozdrawiamy.

    Kasia i Sławek 3 października 2014 o 17:31 Odpowiedz
  • Sławek, czyta się jak powieść przygodową 🙂

    Ps. Nie uważacie, że te przepisy o instalacji są nieco chore? Informujesz takie PGE, Tauron czy Energę, że chcesz założyć licznik, ponieważ będziesz robił remont i wyrzucał instalację. Ta wyrzucana instalacja musi być sprawna (o tym mówi glejt, który trzeba złożyć przed założeniem licznika). Nikt nie potrafi zrozumieć, że nie wymieniałbym sprawnej instalacji? I tak pewnie rodzi się urzędnicza korupcja.

    MariuszKa 1 grudnia 2015 o 16:12 Odpowiedz